Parch jabłoni przysporzy nam teraz problemów. Dobrze, że pogoda się zmieniła, bo opady deszczu są nam bardzo potrzebne, ale chyba nikt nie spodziewał się takiego układu warunków pogodowych. Biorąc pod uwagę skalę wczorajszych infekcji, wczoraj należało wykonać zabieg przerywający infekcję. Kto nie zdecydował się na taki zabieg wczoraj, dziś warunki już nie sprzyjają, głównie ze względu na wiatr. Jutro może być podobnie, a noce są zimne.
Najlepszym rozwiązaniem było wykonanie zabiegu wczoraj, od razu po deszczu
Mam tu na myśli produkt oparty na ditianonie, ewentualnie w połączeniu z siarką koloidalną.
Na rynku nie brakuje też rozwiązań opartych na wielosiarczku wapnia, które są zarejestrowane. To produkty działające podobnie jak ciecz kalifornijska, więc na wczorajsze warunki były bardzo dobrym rozwiązaniem. Zastosowanie takiego rozwiązania było najlepszym wyjściem ze względu na długie działanie interwencyjne, nawet do 36 godzin. Taki zabieg znacznie ogranicza ryzyko.
Co jeszcze można zrobić?
Na dziś zostają nam już głównie produkty, które sprawdzają się przy niższych temperaturach, czyli anilinopirymidyny. To rozwiązania, które nigdy nie sprawiały problemu, ale wiemy, że nie działają interwencyjnie aż tak dobrze.
Oczywiście można jeszcze myśleć o SDHI, jeżeli nie były wcześniej nadużywane – czy to Sercadis, czy Fontelis. Tylko lepiej zrobić to bliżej wieczora niż teraz, bo utrudnieniem w zabiegu jest wiatr.
W teorii jutro ma być około 19 stopni. To byłyby dobre warunki do wykorzystania środków z grupy IBE. Z drugiej strony, jeśli wiatr się utrzyma, a przez to nadal będzie chłodno, ten zabieg nie będzie już tak skuteczny. Z grupy IBE można zastosować nawet Revyonę, która według producenta charakteryzuje się bardzo dobrym działaniem interwencyjnym.
Tu wszystko zależy od pogody. Jeżeli nie będzie wiatru, to jeszcze jesteśmy uratowani. W przeciwnym razie będzie duży problem…
