Kilka kilogramów jabłek? Nie o ich wartość tu chodzi
Państwo Wojciechowscy prowadzą w Pyzdrach wyspecjalizowane gospodarstwo sadownicze. W branży są dobrze znani przede wszystkim z uprawy Gali, ale także odmian klubowych jabłoni oraz moreli, również odmian klubowych. Przy kilkudziesięciu hektarach Gali pracy nie brakuje cały rok. Tym bardziej trudno przejść obojętnie obok sytuacji, kiedy ktoś kradnie jabłka i to nie jeden raz.
Monitoring w gospodarstwie już kilkukrotnie zarejestrował mężczyznę, który podjeżdża busem i wynosi z sadu jabłka. Właściciele mają nagrania samochodu i tablic rejestracyjnych. Jak podkreśla pani Donata Wojciechowska, nie chodzi tu o straty finansowe. Chodzi o sposób. Sad znajduje się około 200 metrów od zabudowań gospodarstwa. Wystarczyłoby podjechać, zapukać i zapytać, czy można zerwać sobie kilka jabłek. Albo zwyczajnie kupić. – Naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie może przyjechać i zapytać. Na pewno byśmy się porozumieli – mówi Donata Wojciechowska. Jak dodaje, chodzi tu po prostu o szacunek do ludzkiej pracy. Podkreśla też, że nie będzie dawała przyzwolenia na takie zachowania.
Gala wyjątkowo mu smakuje
Jak mówi nasza rozmówczyni, mężczyzna najwyraźniej jest wielkim miłośnikiem jabłek GALA. Jak widać, jabłka smakują, skoro wracał po nie ponownie, ale znowu zapominając zapytać i zapłacić. Żarty żartami, ale jak mówią właściciele sadu, monitoring ma dobrą pamięć. Właściciele gospodarstwa publikują nagrania właśnie dlatego, że pierwszy apel nie przyniosł skutku. Nie chcą nikogo publicznie piętnować, ale chcą, żeby te bezczelne wizyty po prostu się skończyły. Pod postami pojawia się zresztą wiele komentarzy innych sadowników i lokalnych mieszkańców. Trudno znaleźć tam pobłażanie dla takiego zachowania.
Nie tylko jabłka. Okoliczni sadownicy też mówią o kradzieżach
Państwo Wojciechowscy słyszeli również od innych sadowników z okolicy o kradzieżach owoców, między innymi brzoskwiń. Nie wiedzą jednak, czy te zdarzenia mają ze sobą jakikolwiek związek, dlatego nie chcą ich łączyć. Niemniej w tym przypadku naprawdę wystarczyłoby zrobić kilkaset metrów więcej i zapytać. Zamiast tego kolejne wizyty kończą się na monitoringu i w mediach społecznościowych.
