Serbowie narzekają na polskie jabłka
Serbscy sadownicy twierdzą, że tamtejszy rynek jest zalany importowanymi jabłkami, zwłaszcza z Polski. Sezon zaczął się od importu jabłek z Macedonii i Mołdawii, a teraz polskie jabłka dominują na rynku. Patrząc na nasze wyniki, można powiedzieć, że wszystko się zgadza.
Tamtejsze spółdzielnie i branżowe organizacje narzekają, że popyt na krajowe jabłka jest bardzo mały. Mają pretensje do władz, że nie stosują żadnych form ochrony krajowego rynku i każdy może importować jabłka, skąd chce, w dowolnych ilościach. Krytykują także importerów, którzy przy zakupach kierują się wyłącznie ceną. Działacze alarmują, że bez zdecydowanych działań ze strony państwa część sadowników nie będzie miała środków na odnowienie produkcji w tym sezonie, ponieważ sprzedaż droższych serbskich jabłek praktycznie „stanęła”.
A my narzekamy na serbskie czereśnie i śliwki
Z dużym dystansem i szczyptą ironii możemy skomentować powyższe zarzuty: „mamy z Wami ten sam problem i musimy sobie radzić”. Sadownicy w Polsce co roku narzekają na serbskie czereśnie w czerwcu i serbskie śliwki w lipcu, które zalewają nasz rynek tuż przed krajowym sezonem. Skutecznie zaniżają ceny pierwszych partii krajowych owoców. Zdarza się, że narzekamy także na borówki. Też się denerwujemy i sadownicy domagają się ochrony rodzimego rynku. We wszystkich przypadkach problemy, zarzuty i uszczypliwości można wytłumaczyć wolnym rynkiem i konkurencyjnością.
Ile jabłek sprzedaliśmy Serbom?
W marcu wysłaliśmy do Serbii 1861 ton jabłek. Ponadto zgłaszane problemy rynkowe dementują pogłoski o reeksportcie polskich owoców do Rosji.
źródło: www.vreme.com

