Pierwsze polskie czereśnie na rynku
Na rynku pojawiły się pierwsze polskie czereśnie, choć w skali kraju 200 kg to dosłownie kropla. Nie jest to ani ‘Rivan‘ z Dolnego Śląska. Nie jest to też ‘Burlat‘ z Serbii. Pod ogłoszeniem sadownika z Wielkopolski nie brakowało zarzutów, że oszukuje klientów i oferuje owoce z południa Europy. Nasz rozmówca w odpowiedzi zaprasza wszystkich niedowiarków do siebie. Na miejscu mogą obejrzeć drzewa rosnące w tunelach foliowych.
– To nasze pierwsze zbiory. Wczoraj zerwaliśmy dojrzałe owoce, resztę prawdopodobnie zerwiemy w poniedziałek. Gdybym miał 5 ton, nie miałbym żadnych problemów ze sprzedażą po 25 zł/kg – mówi nam Marcin Barański, który jako jeden z nielicznych w Polsce uprawia ten gatunek w tunelach foliowych.
Dodaje, że pierwszą partię owoców udało się szybko sprzedać już wczoraj, a telefon nadal dzwoni co chwilę. ‘Rivan‘ w Polsce nie ma praktycznie żadnego znaczenia rynkowego. Na ‘Burlata‘ trzeba z kolei jeszcze poczekać około dwóch tygodni. Importowane czereśnie kosztują średnio 20–35 zł/kg. Krótko mówiąc, popyt ze strony kupujących nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem.
Uprawa tunelowa to „inna bajka”
Uprawa tunelowa to „inna bajka”
Pan Marcin opowiada nam o historii gospodarstwa, w którym dziś znajduje się 11 tuneli z czereśniami na podkładce Gisela 5. W każdym z tuneli o wymiarach 30 x 9 metrów są dwa rzędy drzew. Razem 30 sztuk prowadzonych w systemie jednoprzewodnikowym. Postawiono tu na odmiany ‘Rita‘ (na zdjęciu), ‘Kasandra‘, ‘Narana‘ i ‘Christiana‘. W każdym obiekcie znajdują się wszystkie cztery odmiany, żeby zagwarantować lepsze zapylanie.
– Najbardziej zaskakuje nas siła i szybkość wzrostu drzew oraz owoców. Na pewno trzeba bardzo ostrożnie prowadzić nawadnianie i nie robić tego w okresie dojrzewania owoców. Tak naprawdę jeszcze uczymy się tej technologii i popełniamy błędy. Niemniej jest fascynująca, ale zupełnie inna niż uprawa czereśni w tradycyjnym sadzie, który też mamy, czy pod foliowymi daszkami – dodaje pan Marcin.
