Niedobór siły roboczej coraz powszechniejszym problemem w sadownictwie

pracownicy z ukrainy

Problemy z niedoborem siły roboczej nie dotyczą wyłącznie bogatych krajów zachodniej Europy czy Polski. Wiele wskazuje na to, że również serbscy sadownicy będą mieli problemy ze znalezieniem rąk do pracy.

W Polsce producenci owoców borykają się z tym problemem od kilku lat. Można odnieść wrażenie, że niedobór rąk do pracy uwydatnia się z biegiem lat. Sadownicy obwiniają za sytuację rządowe programy socjalne. W ich efekcie trudno znaleźć chętnych do pracy Polaków. Rynkiem pracy rządzą te same prawa ekonomii. Wobec niedoboru pracowników, rosną ich zarobki. Efektem tego są finalnie coraz wyższe koszty produkcji owoców.

Jak się okazuje o chętnych do prac sezonowych równie trudno jest w Serbii. Jest to w głównej mierze efekt zamkniętych granic i tego, że najprawdopodobniej do pracy nie przyjadą Słowacy i Rumuni. Podobnie jak w Polsce, serbskim plantatorom coraz trudniej znaleźć chętnych do pracy wśród swoich rodaków. Wyjątkiem są uczniowie i studenci, którzy w ten sposób zarabiają w wakacje.

W związku z rekordowymi cenami mrożonych malin i ofertą cen minimalnych ze strony mroźni na poziomie 250 – 300 dinarów (7,74 – 11,62 zł/kg). Również producenci podnoszą stawki za pracę. Oprócz podnoszenia ofert zarobków, oferują potencjalnym chętnym kolejne dodatki. Obecnie producenci malin kuszą pracowników zarobkami rzędu 5000 dinarów dziennie (niemal 200 zł) wraz z wyżywieniem i noclegiem. Chętnych nadal brakuje.

W Polsce w głównej mierze posiłkujemy się pracownikami z Ukrainy. Wielu sadowników jest zdania, że gdyby ich zabrakło większa część owoców by się zmarnowała. O podobnej sytuacji pisaliśmy zimą, gdy do Nowej Zelandii na zbiory jabłek nie przybyli pracownicy z Oceanii. Szacuje się, że w efekcie około 1/4 jabłek pozostała na drzewach.

Z powodu globalnego występowania tego zjawiska, jedynym rozwiązaniem wydaje się dalsza automatyzacja sadownictwa, w tym przede wszystkim zbiorów. Chociaż niektórym może się to wydawać daleką przyszłością, to na świecie pracuje coraz więcej robotów zbierających owoce. Takich maszyn zapewne będzie potrzebować również nasze sadownictwo. Wobec tego również w Polsce zachodzi konieczność tworzenia tego typu maszyn.

źródło: agropress.org.rs

2 KOMENTARZE

  1. Och jaki biedny rolnik, rok w rok ta sama śpiewka. Prawda jest taka że rolnik dostaje dotacje na maszyny, gdy rolnikowi wymarzną plony uzyska on wsparcie finansowe od państwa, gdy przyjdzie susza lub grad i zniszczy uprawy to rolnik dostanie pieniądze z unii. A żeby mieć pracownika to trzeba mu godnie zapłacić, chętnych by nie brakowało. Ale jak się chce mieć tanią siłę roboczą to trzeba robić samemu.

    • Europejskie i światowe wzorce pokazują,że to nie jest kwestia godnej zapłaty.
      Żaden Amerykanin i Niemiec nid będzie zbierać czereśni i truskawek,żadnego Włocha nid zobaczysz przy zbiorze gruszek .
      Niestety płacą w rolnictwie jest niska na całym świecie z powodu braku kwalifikacji.fo zbioru nie trzeba być profesorem tylko mieć zdrowe plecy i sprawne ręce.
      Do tego,żaden prestiż społeczny i praca fizyczna.
      Po wtóre dochody uzyskiwane w przeciętne lata nid pozwolą sadowników płacić 20 zł na h.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz swoje imię