Dwie strony rynku usług sadowniczych
Rynek usług sadowniczych rośnie z roku na rok. Z pewnym opóźnieniem względem innych branż rolnictwa, ale jednak rośnie. W zagłębiu grójeckim działa już kilka firm, które świadczą naprawdę szeroki zakres usług. Od sadzenia ciągnikiem z GPS, przez precyzyjną uprawę, po zbiór mechaniczny i defoliację przed zbiorami. Od czasu do czasu rozmawiamy ze wspomnianymi przedsiębiorcami, pytając o stawki, maszyny i popyt na konkretne usługi.
Nierzadko jest tak, że sadownik płaci stawkę 400 czy 600 zł za godzinę pracy i widzi przysłowiowy „złoty interes”. To tylko wierzchołek góry lodowej, o czym usługodawcy wspominają w każdej rozmowie. Z ich punktu widzenia najbardziej szkodliwe są usługi oferowane bez działalności gospodarczej.
Dlaczego? Przykładowy klient wie, że usługodawca bez zarejestrowanej działalności wykona usługę taniej. Następnie oczekuje podobnej ceny za godzinę tej samej usługi od firmy, która działa w pełni legalnie. To rodzi liczne napięcia i nieporozumienia. Poza tym, na samym początku warto podkreślić kluczową kwestię. Mówimy przecież o nieuczciwej konkurencji. Oczywiście usługodawcy działający „z doskoku” mają swoje racje, ale ani prawo, ani logika, ani urząd skarbowy nie podzielają ich opinii.
Podatki, koszty i maszyny
Nie dziwmy się przedsiębiorcom, którzy płacą składki ZUS, VAT, podatek drogowy i inne zobowiązania, że dochodzi do przysłowiowego „zgrzytu” z osobami, które działają w szarej strefie. Obecnie koszty prowadzenia działalności są bardzo wysokie. Zwłaszcza jeśli firma zatrudnia pracowników na stałe i ma duży park maszynowy. Jeśli wykonujemy usługę jedną czy dwiema maszynami, sprawa jest stosunkowo prosta. Im większy park maszynowy i im więcej zleceń, tym więcej kosztów związanych z regularnym serwisem i naprawami.
Ponadto nasi rozmówcy podkreślają, że zgodnie z prawem nie można wykonywać usług maszynami kupionymi w ramach dofinansowań. Jak słyszymy, jest to bardzo powszechna praktyka w polskich realiach. Niewykluczone, że tym zjawiskiem w przyszłości zainteresuje się urząd skarbowy.
Kto ma rację?
W omawianej kwestii nie ma „złotego środka”. Albo gramy uczciwie i płacimy podatki, albo działamy w szarej strefie. Jakkolwiek byśmy nie relatywizowali tego problemu, racja i tak jest po stronie właścicieli zarejestrowanych firm. Być może najprostszą metodą byłoby obniżenie i uproszczenie podatków oraz kosztów zatrudnienia w skali kraju. Wówczas więcej sadowników zdecydowałoby się na przykład na poszerzenie zakresu usług i rejestrację nowej działalności gospodarczej. Zapewne taki byłby efekt, ale patrząc na nasz budżet, raczej szybko się tego nie doczekamy.
