Przyspieszony zbiór Pirosa zawsze dzieli sadowników
W ostatnich latach o tej porze na rynkach hurtowych były już pierwsze partie Pirosa. Były to jabłka po zabiegach przyspieszających wybarwienie. Owoce miały kolor, ale nie osiągnęły jeszcze właściwego smaku.
Co roku dyskutujemy o przedwczesnej sprzedaży. Ci, którzy decydują się na taki zabieg, mówią wprost, że to nie ich „widzimisię”, ale odpowiedź na popyt ze strony odbiorców. Gdyby nikt nie kupował Pirosa przed jego naturalnym terminem zbioru, prawdopodobnie w kolejnym sezonie nikt nie oferowałby go wcześniej.
Mamy tu zatem wolny rynek w czystej postaci. Sadownicy zaspokajają popyt ze strony kupujących. Przeciwnicy takiego rozwiązania mówią o psuciu rynku. Ich zdaniem sprzedaż jabłek bez odpowiedniego smaku może zniechęcać konsumentów do kolejnych zakupów.
Sezon 2026 późniejszy, a raczej normalny
W tym sezonie pogoda zdążyła już być nieprzewidywalna i niszczycielska. Mieliśmy przymrozki, upały i nawałnice. Podobnie jest w przypadku dojrzewania poszczególnych gatunków. Widzimy już, że wczesne odmiany śliwek dojrzewają wcześniej niż przed rokiem, natomiast zbiory Pirosa będą nieco opóźnione względem sezonu 2025 – podobnie zresztą jak wiśni.
– Piros dopiero zaczyna się wybarwiać. Ja nie wykonuję zabiegów „na kolor” i zrywam jabłka w naturalnym terminie dojrzewania. Dlatego pierwsze zbiory z górnych partii koron przewiduję najwcześniej za dwa tygodnie – mówi Rafał, sadownik z okolic Lubani.
W rozmowie o nieco późniejszym dojrzewaniu Pirosa nasz rozmówca zwraca uwagę na jego wady. Nie ukrywa, że bardziej podoba mu się odmiana Sander, która nie jest tak podatna na choroby kory i drewna. Chociaż ma nieco bardziej kwaskowaty smak, może się poszczycić atrakcyjniejszym kolorem.
Dlatego wygrywa starcie z „raczejącym” Pirosem i nie tylko w jego gospodarstwie będzie zastępowała tytułową odmianę.
