Niedobór rąk do pracy na Ukrainie
Jak zatrzymać pracowników w kraju? Jak znaleźć 20 czy 50 osób do pracy, gdy mówimy o zbiorze jabłek z kilkudziesięciu hektarów sadów jabłoniowych? To dziś pytania, które zadają sobie nie tylko Holendrzy, Włosi czy Polacy, ale także Ukraińcy. Oczywiście mówimy o sadownikach. Coś, co jeszcze 5 lat temu było u naszych sąsiadów czymś niewyobrażalnym, dziś stało się faktem – przede wszystkim z powodu emigracji związanej z wojną.
– W przyszłości dla ukraińskiego ogrodnictwa kluczowe będą dwa czynniki, czyli płace i technologia – stwierdził Maksym Burjaczenko, właściciel dużego gospodarstwa sadowniczego w rejonie Winnicy, na łamach ukraińskich branżowych mediów.
Chcą płacić pracownikom polskie stawki
Przedsiębiorca jest przekonany, że już niedługo zarobki w ukraińskich sadach mają być takie same jak w Polsce. Twierdzi, że sadownicy na Ukrainie muszą oferować pracownikom sezonowym 1500 euro miesięcznie (około 6300 zł). Tylko wtedy potencjalni pracownicy nie pojadą do Polski, a zostaną na miejscu. Trudno nie zgodzić się z taką argumentacją. Ponadto właściciel gospodarstwa chce w ten sposób przyciągnąć do pracy w sadach mieszkańców miast, którzy przy takich zarobkach mieliby brać urlopy na pracę sezonową w gospodarstwach sadowniczych.
Drugim kluczowym czynnikiem ma być poprawienie technologii zbioru w dużych gospodarstwach. Sadownicy na Ukrainie odchodzą od zbioru do wiader na rzecz bezpośredniego zbioru do skrzyniopalet. Niemniej przedsiębiorca wręcz nakazuje inwestycje w platformy, kombajny do zbioru i wszelkiego rodzaju rozwiązania usprawniające pracę i zwiększające wydajność pracowników. Im bardziej komfortowa będzie praca, tym łatwiejsze będzie zatrudnienie. Z tym stwierdzeniem również trudno polemizować.
Źródło: www.agrotimes.ua

