Nie wiemy do końca, jaka jest w Lidlu definicja pozytywnej promocji polskiego jabłka i sadownictwa – ale zdecydowanie nie jest nią akcja sprzedaży Gali prosto ze skrzyń po 1,79 złotych za kilogram.
Tyle, że managerów tej sieci najbardziej interesuje tłum ludzi nurkujący do skrzyń i pakujący do toreb kolejne kilogramy jabłek. Jest tłum, jest dobrze …a jakość, dobry smak i kolor, czy aromat jesiennych jabłek z polskich sadów – no ludzie przecież na tabliczce jest napisane, że to druga klasa. I tanio jest, bo to sobota w Lidlu …
Jest wrzesień, pełnia zbiorów jabłek mamy kilkaset tysięcy ton Gali z polskich sadów – wiec czy naprawdę nie dało się na tę skrzyniową promocję wysłać dobrych owoców? Lidl ma 700 sklepów – licząc tylko po 1 skrzyni na sklep to jakieś 210 ton – czyli 4 -5 hektarów Gali. Warto byłoby, żeby dostawcy razem z działem zakupów Lidla nie kombinowali jak przywieźć do sklepów najtaniej – tylko raczej, żeby wspólnie zainwestować i żeby do sklepów dotarły super jabłka. Przecież wszyscy mówią o długofalowej współpracy i promowaniu konsumpcji polskich jabłek.
„Zobaczcie rodacy mamy takie super owoce – dzisiaj Was zachęcamy super jakością i super ceną, to taki nasz start sezonu. Takie super jabłka od polskich sadowników będzie mogli kupować u nas codziennie i to za jedyne 4 złote. A dzisiaj wyjątkowo taka promocja….” Taka mogłaby być idea tej akcji, tymczasem skończyło się na „ma być tanio”. Może sadowniczy protest zorganizowany przez ZSRP był pod złą firmą?
Sadownicy mogą być „wkurzeni” całą promocją, bo to ewidentny strzał w stopę na progu trudnego handlowo sezonu. Sprawę poruszyła na swoim FB-owym profilu firma doradcza IPSAD, krytykując całą sytuację. Stworzyła nazwę na określenie tych promocyjnych jabłek – „rajpolki” od GP Rajpol, która jest jednym z głównych dostawców jabłek do Lidla. Jednak widać, że także inni dostawcy jabłek biorą udział w tej akcji – choćby E.C.O Grupa. To grupy od lat obecne na rynku, znające realia polskiego sadownictwa i co istotne, skupiające samych sadowników. Żadna z nich nie może też narzekać na dostęp do dobrej jakości Gali… Pytanie czy nie dało się tego zrobić lepiej z korzyścią i dla sadowników, i dla konsumentów. W końcu jako grupy powinny promować polskie sadownictwo najwyższej jakości.
Patrzymy na całą sytuację z perspektyw sadownika, który produkuje jabłko deserowe i cała ta sytuacja jest dla niego nie do zaakceptowania. Ale na chwilę spójrzmy na to z perspektywy klienta sklepu.
Wraca do domu z reklamówką pełną tanich jabłek i cała radość z zakupów znika, gdy zaczyna te jabłka jeść. Bo miał być smak jesieni w polskich sadach, a jest przysłowiowy kwasior. Takie jabłko dostanie do szkoły dziecko – pewnie niedojedzone wyląduje w koszu. Jaki będzie wiec efekt tej promocji – „kiedyś to były super jabłka, banany lepsze, nigdy więcej tego nie kupię…..” I między innymi dzięki takim akcjom konsumpcja jabłek nie ma szansy rosnąć.
A i jeszcze jedno … jak Lidl odniósł taki „sukces” tą akcją, to można się spodziewać, że jego drogą pójdą kolejne sieci – tyle ze taka Biedronka ma 3000 sklepów. A w arsenale promocyjnych jabłek mamy jeszcze Idareda. Strach się bać.

