Jeśli chodzi o Ursusy C-330 to dość oczywiste, że sadownicy chcą wzbogacić je o zdalne sterowanie. Jakie zalety ma w tym wypadku silnik hydrauliczny za wałkiem?
C-330? Przede wszystkim zdalne sterowanie
Ursusy doskonale sprawdzają się lżejszych pracach sadowniczych. Są lubiane także przez mechaników ze względu na prostotę konstrukcji i możliwości modernizacji. – Jeśli chodzi o „trzydziestki” to zdecydowanie najwięcej zleceń od sadowników dotyczy montażu zdalnego sterowania z poziomu platformy – mówi nam Bartłomiej Piotrowski (TECH ELIT). Wynika to przede wszystkim z konieczności ograniczania kosztów pracy.
Wśród modyfikacji częstą czynnością jest również zakładanie wspomagania, które nierzadko jest wstępem do montażu osprzętu umożliwiającego zdalne sterowanie. Warto w tym miejscu dodać, że wspomaganie na orbitrolu nie będzie odpowiednie dla sterowania elektrohydraulicznego i konieczny będzie montaż wspomagania na siłowniku.
Ponadto, tak jak inne warsztaty specjalizujące się w modyfikacjach, nasz rozmówca również rozbudowuje hydraulikę w Ursusach C-330. Po co? Na przykład żeby wykorzystać go do pracy w wygarniaczem do gałęzi. Niemniej praca tego mechanika absolutnie nie ogranicza się do starych polskich ciągników, na których tu się skupiamy.
Dlaczego silnik hydrauliczny?
Montowane przez naszego rozmówcę sterowanie elektrohydrauliczne to koszt około 10 000 zł. Ale jak podkreśla pan Bartłomiej, woli zrezygnować z pracy, gdy klient chce na wszystkim oszczędzić. Zestaw umożliwia uruchamianie i gaszenie ciągnika z poziomu platformy oraz sterowanie lewo/prawo.
Najdroższym elementem jest silnik hydrauliczny montowany za wałkiem. Daje on szereg zalet. Po pierwsze, w zasadzie rozwiązuje kwestię hamowania. Jeśli zgasimy silnik to traktor z platformą nie zsunie się ze wzniesienia do przodu lub do tyłu. Ponadto wyłączenie sterowania jest błyskawiczne i banalnie proste. Wystarczy wyłączyć wałek zależny w ciągniku i możemy wracać do domu drogami publicznymi.
Niedoceniany Ursus C-360
C-330 na dobre znalazł swoje miejsce w sadach i sercach sadowników. Jak każda maszyna ma swoje wady i niedociągnięcia. Jest to przede wszystkim mała moc i dość przestarzała konstrukcja, które skutecznie ograniczają możliwości tej maszyny.
Zdaniem pana Barłomieja, Ursus C-360 jest zdecydowanie niedoceniany w sadownictwie. W przypadku nowoczesnych nasadzeń wynika to oczywiście z jego szerokości. Niemniej jest równie prosty i podatny na modyfikacje. Jest także znacznie bardziej wszechstronny we wszelakich pracach od platformy przez opryskiwacze do kosiarek bijakowych. Jeśli chodzi o pracę z platformą ma jeden drobiazg, którego nie ma „ciapek” – reduktor w skrzyni biegów. Dzięki temu mamy 10 biegów do przodu zamiast 6 biegów w C-330. W tym miejscu przeciwnicy „trzydziestki” zapewne po raz kolejny powiedzą, że jej zawsze brakuje biegów...

