Sad24
StoryEditor

Ceny w dół, a jabłek nie przybyło. Czy przetwórnie znów przeliczą się z podażą?

Data:  01 października 2026Autor:
01 października 2026

Ceny jabłek przemysłowych znów spadły dokładnie w momencie, kiedy nakładają się zbiory Szampiona i Red Jonaprinca. Na punktach skupu na Mazowszu stawki wynoszą dziś 0,54–0,56 zł/kg. Scenariusz znamy aż za dobrze: niższa cena ma przyspieszyć sprzedaż, przed zakładami mają pojawić się kolejki, a większe dostawy mają dać argument do utrzymania niższych stawek. Problem w tym, że podobna zagrywka już nie raz kończyła się inaczej, niż życzyłaby sobie branża przetwórcza. Wystarczy wrócić do końcówki września 2024 roku.

Ceny jabłek przemysłowych znów spadły dokładnie w momencie, kiedy nakładają się zbiory Szampiona i Red Jonaprinca. Na punktach skupu na Mazowszu stawki wynoszą dziś 0,54–0,56 zł/kg. Scenariusz znamy aż za dobrze: niższa cena ma przyspieszyć sprzedaż, przed zakładami mają pojawić się kolejki, a większe dostawy mają dać argument do utrzymania niższych stawek. Problem w tym, że podobna zagrywka już nie raz kończyła się inaczej, niż życzyłaby sobie branża przetwórcza. Wystarczy wrócić do końcówki września 2024 roku.

W 2024 roku też miało być dużo jabłek

Jako przykład wróćmy do końcówki września 2024 roku. Trwała pełnia zbiorów Szampiona i Red Jonaprinca. Dostawy jabłek przemysłowych wzrosły, przed zakładami pojawiły się kolejki, a branża wykorzystała moment do obniżenia cen. Przez kilka dni można było odnieść wrażenie, że surowca rzeczywiście jest dużo i właśnie zaczyna się jesienna „górka”.

Tyle że trwała wyjątkowo krótko. Już po kilku dniach dostawy zaczęły maleć, kolejki przed zakładami zniknęły, a osoby odpowiedzialne za zakup ponownie dopytywały o jabłka. Mówiąc krótko, próba obniżki zakończyła się fiaskiem. Ceny w części przetwórni poszły w górę o 5 groszy, a na punktach skupu wracały do około 1,00 zł/kg (tak, wtedy były takie ceny). Obniżka zrobiła więc to, co zwykle ma zrobić – na krótko przyspieszyła dostawy. Nie była jednak w stanie stworzyć dodatkowego surowca. Kto miał jabłka gotowe do sprzedaży, ten je wysypał. Chwilę później zakłady ponownie musiały o nie zabiegać.

W tym sezonie sprawę nieco komplikuje globalna niepewność na rynku koncentratu i „zamieszanie” związane z bezcłowym importem ukraińskiego koncentratu. Równocześnie daje chyba najsilniejszy argument, że to nie presja podażowa jest przyczyną obniżek. 

A skąd duża podaż ma się wziąć teraz?

Dziś sytuacja jest jeszcze ciekawsza. Szampion rzeczywiście generuje większe ilości przemysłu i właśnie dlatego koniec września od lat jest dla przetwórców dobrym momentem na próbę dociskania ceny. Tyle że drugi ważny element tej układanki w tym sezonie mocno zawodzi. Red Jonaprinca jest mało. Dopiero podczas zbiorów w wielu gospodarstwach widać, jak słabe jest plonowanie. Do tego dochodzą sady prowadzone typowo pod przemysł albo zaniedbane kwatery. Jabłek na drzewach może być sporo, ale po suszy wiele z nich ma małą średnicę. Drobne owoce oznaczają po prostu mniej surowca.

To właśnie jest dziś najważniejsze pytanie. Nie czy branża potrafi obniżyć cenę, bo to właśnie obserwujemy. Pytanie brzmi, jak długo uda się ją utrzymać, jeśli po kilku dniach większych dostaw znowu okaże się, że jabłek zwyczajnie nie ma tyle, ile chcieliby kupujący.

Obniżka ceny nie zwiększy plonu

W minioną sobotę ruch na skupach faktycznie był większy. Trzeba też ucziwie przyznać, że nieliczni sadownicy spanikowali i sprzedają w najtańszym momencie. To normalne przy pełni zbiorów Szampiona, zwłaszcza że w weekendy więcej jabłek trafia też z sadów nastawionych na przemysł. Nie było jednak takiej podaży, żeby mówić o zakładach zasypanych surowcem. A o obniżkach mówiło się właściwie od początku zbiorów. Czekano tylko na odmiany, które mogą dać większą ilość przemysłu. Zabiór Szampiona właśnie trwa, ale za chwilę się skończy. Red Jonaprinca jest z kolei bardzo mało, choć to jedna z najważniejszych odmian w polskich sadach.

Dwa lata temu było podobnie. Po obniżce przez kilka dni dostaw było więcej, potem szybko osłabły i ceny znowu poszły w górę. W tym roku trudno zakładać, że będzie inaczej tylko dlatego, że stawki spadły. Red Jonaprinca jest mniej, zapasów w gospodarstwach praktycznie nie ma, a w słabszych sadach drobne owoce dodatkowo ograniczają tonaż.

Niższa cena może na kilka dni przyspieszyć dostawy. Nie sprawi jednak, że jabłek będzie więcej. Gdy skończy się Szampion, rynek szybko pokaże, jaka naprawdę jest podaż.

01. październik 2026 09:45