Mniejszy handel w styczniu
Styczeń zdecydowanie nie jest „miesiącem przemysłu”. Do zakładów trafiają głównie jabłka z grup i sortowni. Z gospodarstw od czasu do czasu trzeba wywieźć także komory, których zawartość już jesienią powinna była trafić do przetwórstwa. Tak czy inaczej, przetwórnie po świątecznej przerwie pracują i kupują jabłka.
Większe zakłady funkcjonują obecnie w trybie ciągłym w dni robocze, zazwyczaj na poziomie 20–30% mocy przerobowych. Mniejsze firmy albo uruchamiają produkcję tylko przez część tygodnia, albo w ogóle nie pracują. Niezależnie od trybu i logistyki pracy nie ma kolejek, a awizacje są dość dokładnie rozplanowane.
Co z tym popytem?
Przez ostatnie dwa tygodnie zapewne nie raz widzieliście liczne ciężarówki z jabłkami przemysłowymi przed zakładami. Ceny skupu w nowym roku były wyższe od tych z połowy grudnia – najczęściej 0,65 zł/kg. Pojawiają się oferty rzędu 0,66–0,67 zł/kg z odbiorem z gospodarstwa. Mogłoby się więc wydawać, że popyt jest nieco większy…
Z drugiej strony, przedsiębiorcy handlujący surowcem przekazują, że zakłady informują ich o planowanych obniżkach cen. Cena loco zakład ma spaść o 5 groszy. Ponadto przetwórcy informują o komplecie awizacji na konkretne dni. Z tego punktu widzenia zdecydowanie nie wygląda to jak poprawa popytu.
Być może po raz tysięczny mamy do czynienia ze starą, sprawdzoną strategią przetwórców? Powiedzielibyśmy, że zdecydowanie tak, gdyby działo się to we wrześniu. Dziś zapowiedź obniżki nie spowoduje wielokrotnego zwiększenia dostaw, bo nikt już nie zbiera jabłek, a tylko mały odsetek sadowników ma jeszcze większe ilości surowca do sprzedaży. Oczywiście takie zmiany nie będą miały żadnego przełożenia na rynek jabłek deserowych.

