To, co dziś robią markety, jest bardzo niebezpieczne. Jabłek jest mniej, a konsument widzi coraz niższe ceny na promocjach.
Markety „zamrażają” ceny jabłek
Dominacja marketów z zagranicznym kapitałem w handlu owocami i warzywami jest w Polsce smutnym faktem. Stale spotykamy się z opiniami, że w sezonach niższego plonowania (jak ten), to właśnie markety są główną siłą, która dosłownie „zamraża” ceny jabłek.
Nasi Czytelnicy regularnie wysyłają nam informacje o kolejnych promocjach na jabłka w poszczególnych sieciach. Dziś zauważamy bardzo niepokojący trend. Mianowicie, czym dalej od zakończenia zbiorów, tym jabłka na promocjach są tańsze...
Dla przykładu, na początku września pierwsze akcje sprzedaży w skrzyniopaletach bezpośrednio z sadów to stawki około 2,70 zł/kg. Naszym zdaniem to bardzo dobra cena, bez kosztów sortowania i przechowania w przypadku 3-dniowej promocji. Na przykład jabłka w Lidlu były oferowane przez kilka dni po 2,79 zł/kg.
Dziś bywa niebezpiecznie tanio
Pomijamy tu fakt, że jabłka są praktycznie w „ciągłej promocji” i stały się dla wielkiego handlu wręcz synonimem przyciągania klientów. W ostatnich dniach dwie sieci marketów, TOPAZ i Kaufland, promują swoje oferty jabłek jedynie po 1,99 zł/kg. Jak zawsze, wielu czytelników powie, że to tylko dwa lub trzy dni i nic złego się nie dzieje. Nie jest to do końca prawdą...
Być może sieć sprzeda poniżej kosztu zakupu, a być może ktoś zgodził się na dostawy po tak niskich cenach. Niezależnie od faktycznego stanu rzeczy, klient widzi coraz niższe ceny jabłek w miarę upływu sezonu. To nie wszystko. Niższą cenę u konkurencji widzą inne sieci. Niewykluczone, że za kilka tygodni będą chcieli przyciągnąć klientów jeszcze lepszą ofertą...
Efektem promocyjnego wyścigu mogą być coraz niższe ceny. Wyścig ten nie byłby możliwy, gdyby nie ogromna przewaga kapitałowa marketów, także tych z polskim kapitałem... Warto tu podkreślić, że polskie firmy często prowadzą identyczną politykę zakupową, jak te z zachodnim kapitałem.


