Zima, która zatrzymała rozkład liści
W panelu dyskusyjnym na Sandomierskim Spotkaniu Sadowniczym dr Krzysztof Gasparski (Ampol-Merol) ocenił minioną zimę jako spokojną i mroźną. Nie notowaliśmy gwałtownych skoków temperatury. Mrozy utrzymywały się długo i nie dochodziło do odwilży. Dzięki temu rośliny nie były rozhartowane. W wielu rejonach śnieg spadł raz i utrzymywał się przez długi czas jako jedna, stała pokrywa.
Dr Wojciech Kukuła (FruitAkademia, Chemirol) dodał jednak, że jego zdaniem taka zima nie rozwiązuje problemu z wodą. Raczej nie powinniśmy się łudzić, że wody w profilu glebowym wystarczy na cały sezon. Śnieg leżał długo, ale jedna fala opadów nie zbuduje bezpiecznego zapasu.
Ta sama pokrywa śnieżna wpłynęła na tempo rozkładu ubiegłorocznych liści. Śnieg osłonił je przed wiatrem i ograniczył wahania temperatury przy powierzchni gleby. Gleba była przez długi czas zimna, a mikroorganizmy glebowe pracowały słabiej niż w latach z częstymi odwilżami. W takich warunkach liście nie rozkładały się tak szybko jak zwykle.
Liście szczelnie okrywają glebę
Taką sytuację obserwuje w swoim sadzie także Marcin Piesiewicz. Liście chronione przez pokrywę śniegu tworzą teraz równą, zwartą warstwę. Przy wysiewie nawozów okazało się, że granule zatrzymują się na liściach i nie spadają od razu na ziemię. W niektórych miejscach liście leżą tak równo, że nawóz prawie w całości zostaje na tej warstwie.
Liście jako magazyn zarodników parcha jabłoni
W tym kontekście ważne jest to, że parch jabłoni, którego sprawcą jest Venturia inaequalis, zimuje głównie właśnie na opadłych liściach. Jeżeli jesienią widzieliśmy plamy parcha na liściach, to źródło infekcji leży teraz bezpośrednio pod drzewami. Jesienią i zimą patogen tworzy w tkance liściowej struktury przetrwalnikowe. W tych strukturach rozwijają się zarodniki workowe.
W poprzednich sezonach część liści szybko się rozpadała. Tkanka traciła ciągłość, a wiele struktur patogena nie dotrwało do wiosny. Dzięki temu liczba zarodników gotowych do wysiewu zazwyczaj była mniejsza.
Po tej zimie sytuacja wygląda inaczej. Liście zachowały się prawie w całości. Śnieg utrzymywał umiarkowaną wilgotność, a liście leżały nieruchomo pod tą osłoną. Zarodniki mogły spokojnie dojrzewać. Wiosną, gdy temperatura wzrośnie i pojawi się dłuższy okres zwilżenia, liście będą uwalniać dużą liczbę askospor. Zdaniem specjalistów ten sezon nie wybaczy zaniedbań na początku ochrony.
Źródło infekcji parcha
Dr Wojciech Kukuła podkreśla, że o skali ewentualnego problemu zadecyduje dopiero przebieg wiosny i okres kwitnienia. Zwraca uwagę, że w poprzednich latach pierwsze oceny zagrożenia często różniły się od tego, co stało się później.
Nie każdy sad wygląda tak samo. W jednych kwaterach liści jest bardzo dużo. W innych wiatr częściowo je zdmuchnął lub mikroflora glebowa zadziałała nieco mocniej. Dr Krzysztof Gasparski podkreśla, że trzeba regularnie lustrować sady. Tam, gdzie warstwa liści jest gruba, ryzyko wzrasta i program zabiegów przed kwitnieniem trzeba zmodyfikować adekwatnie do sytuacji.

