Zdjęcie, które widzicie wyżej, wykonałem dziś w jednym z sadów gruszowych w okolicach Warki. Niestety wydaje mi się, że w tym roku taki widok może dość często pojawiać się w młodych nasadzeniach.
Przemarzła podkładka
W tym przypadku najbardziej niepokojące jest to, że przemrożenie widzimy w podkładce, a nie wyżej, w części szlachetnej. To właśnie od stanu podkładki będzie teraz zależało, jak drzewo ruszy i czy poradzi sobie z dalszą regeneracją.
Na zdjęciu widać brunatne przebarwienia pod korą. To sygnał, że mróz naruszył tkanki przewodzące. Dziś nie da się jeszcze jednoznacznie ocenić, jak duże będą skutki takich uszkodzeń. Trzeba obserwować, jak drzewo będzie reagowało po ruszeniu wegetacji. Jedne drzewa mogą odbudować się dość dobrze, inne będą startowały słabiej i właśnie te będą wymagały dodatkowego wsparcia.
Najważniejsze będzie uwilgocenie gleby
W obecnej sytuacji kluczowe znaczenie ma woda. Jeśli gleba zaczyna przesychać, trzeba zadbać o jej odpowiednie uwilgocenie. Dotyczy to szczególnie tych kwater, gdzie już dziś widać, że wody brakuje.
Kilkanaście lat temu była podobna sytuacja. Mróz przyszedł w listopadzie i uszkodził część korzeni. Później przyszła sucha wiosna. Tam, gdzie drzewa dostały więcej wody, ruszyły wyraźnie lepiej i szybciej się odbudowały. Tam, gdzie tej wody zabrakło, regeneracja przebiegała słabiej.
Dlatego pierwszym i najważniejszym działaniem po stwierdzeniu przemarznięcia podkładki powinno być utrzymanie wilgoci w glebie. Drzewo z uszkodzonymi tkankami przewodzącymi, a do tego rosnące w suchej ziemi, ma znacznie mniejsze szanse na dobry start.
Trzeba utrzymać drzewo w wigorze
Drugą ważną sprawą jest utrzymanie wzrostu części nadziemnej. Chodzi o to, aby góra rosła niezależnie od tego, że podkładka została osłabiona. W tym kontekście warto sięgnąć po saletrę potasową. Taki zabieg ma pomóc utrzymać drzewo w wigorze i ułatwić jego dalszą regenerację.
W okresie wzrostu i przez całą wegetację regeneracja będzie postępowała. Dlatego dziś nie trzeba od razu zakładać najgorszego scenariusza. Drzewo trzeba wspierać i obserwować. Dopiero po pewnym czasie będzie widać, czy ten proces przebiega prawidłowo.
Słabsze drzewa trzeba traktować indywidualnie
Jeśli po ruszeniu wegetacji okaże się, że pojedyncze drzewa nadal rosną słabo, wtedy trzeba działać indywidualnie. W takiej sytuacji można podlać każde słabsze drzewo mieszaniną produktu humusowego, siarczanu amonu i żelaza. Taki zabieg wykonuje się punktowo, pod konkretne drzewa, które wyraźnie odstają wzrostem od reszty kwatery.
Kiedy trzeba nacinać pnie?
Jeśli mimo nawadniania i wsparcia wzrostu drzewo nadal rozwija się słabo, wtedy można wykonać kolejny krok. Chodzi o nacięcie kory piłą na podkładce i na odmianie szlachetnej. Wykonuje się podłużne paski. Celem nie jest uszkodzenie drzewa, ale pobudzenie go do wytworzenia nowej tkanki przyrannej.
Właśnie ta nowa tkanka może częściowo odbudować uszkodzone miejsce pod korą i poprawić przewodzenie. To zabieg, który stosuje się później, gdy wyraźnie widać, że konkretne drzewo nie radzi sobie samo z regeneracją. Nie wykonuje się go od razu na całej kwaterze. Najpierw trzeba obserwować wzrost i dopiero wtedy podejmować decyzję.
Na razie najważniejsza jest obserwacja
W tej chwili nie warto wydawać ostatecznych wyroków. Przemarznięta podkładka to poważny problem, ale nie każde takie drzewo trzeba od razu skreślać. Najbliższe tygodnie pokażą, jak rośliny ruszą i które z nich poradzą sobie same.
Marcin Piesiewicz

