Dziś na rynku zaobserwowaliśmy ciekawy paradoks. Najdroższe jabłka przemysłowe można sprzedać za tyle samo, co najtańsze jabłka deserowe za wagę w skrzyni. W pierwszym przypadku chodzi o Antonówkę.
Trafiliśmy na ogłoszenie o zakupie Antonówki po 1,20 zł/kg netto oraz po 1,50 zł/kg netto w przypadku certyfikatu ekologicznego. Tyle oferuje tłocznia z zagłębia grójeckiego. Fakty są takie, że mówimy o najwyższych cenach za jabłka przemysłowe. Maksimum za „suchy przemysł” bez podziału na odmiany to 0,80 zł/kg lub nieco więcej. W przypadku Gali będzie to 0,85 zł/kg.
Dwa miesiące temu pisaliśmy o ponadprzeciętnych parametrach przetwórczych Antonówki. Klarowność soku i świetny współczynnik wydajności są doceniane przez przetwórców. Jednak w drugiej połowie września można powiedzieć, że już na to nieco za późno. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę coraz mniejszy obszar jej uprawy.
Sadownicy doskonale wiedzą, że główną wadą Antonówki jest dość niskie plonowanie z hektara. Być może, gdyby właśnie takie ceny obowiązywały w sierpniu i wrześniu, to nie ubywałoby sadów z odmianą? Nie musi chodzić o stawki z ogłoszenia, ale świadomość sprzedaży za ponad 40 groszy więcej niż standardowa cena na punktach skupu. Taki stan rzeczy zapewne znacząco zmieniłby podejście do uprawy tej odmiany.


