Dziś mija równe 10 lat od brzemiennego w skutkach wydarzenia. Dekadę temu Rosja wprowadziła embargo na polskie warzywa i owoce. Zmieniliśmy produkcję i przetrwaliśmy. Jednak nasz branża nie rozwija się tak dynamicznie, jak wtedy, gdy handlowaliśmy ze wschodem.
10 lat rosyjskiego embarga
1 sierpnia 2014 roku media informowały, że Rosja wprowadziła embargo na polskie warzywa i owoce. Wówczas większość sadowników była przekonana, że podobnie jak poprzednia blokada, potrwa ono rok lub maksymalnie dwa lata i wszystko wróci do normy. Dziś mija równe 10 lat od tego wydarzenia...
Już wtedy eksperci wyliczali, ile będzie nas kosztowało rosyjskie embargo. Resort rolnictwa szacował roczne straty na około 500 milionów euro.
Dziś wielu ekspertów i sadowników twierdzi, że powrót do handlu z Rosją jest absolutnie niemożliwy i powinniśmy o tym zapomnieć. I raczej mają oni rację.
Potem była Białoruś
Skutków rosyjskich przepisów nie odczuliśmy z dnia na dzień. Duże ilości jabłek w sezonie 2014/2015 nadal udawało się eksportować bezpośrednio na tamten rynek. Następnie głównym krajem przerzutowym stała się Białoruś. Przez kilka lat Białoruś przy bardzo małej produkcji była w czołówce światowych eksporterów...
Dzięki temu zmiany, które dziś obserwujemy w sadownictwie, również rozpoczęły się z pewnym opóźnieniem. Jak wiemy, dziś kierunek wschodni jest praktycznie niedostępny. Białoruś również nałożyła swoje embargo kupując owoce przez 4 miesiące w roku. Eksport nie dorównuje wysyłkom sprzed kilku lat z powodu problemów logistycznych i płatności gotówkowych.
Jak przez ten czas zmieniło się polskie sadownictwo?
Ten nagłówek to dobry temat na książkę, jednak można wymienić kilka kluczowych kwestii. Przede wszystkim zmieniliśmy dominujący profil produkcji z nakierowanego niemal całkowicie na rynek rosyjski. Od lat z sadów znikają starsze kwatery Idareda i mniej rentownych odmian.
Znacząco zdywersyfikowaliśmy eksport. Chociaż nie są to setki tysięcy ton to nasze jabłka trafiają na rynki od Wietnamu przez Indie, Bliski Wschód aż do krajów Ameryki Południowej. Więcej wysyłamy także na zachód Europy. Po odejściu od dominującego Idareda z roku na rok w sadach przybywa sportów Gali i Red Deliociusa.


