Marta Sokołowska
StoryEditorSprzedaż bezpośrednia

Zaczęli promować swój sad. Gdy brama jest otwarta, wjeżdżasz i kupujesz

Data:  25 października 2026Autor:
25 października 2026

Marta i Tomasz Sokołowscy od 20 lat prowadzą sad pod Częstochową. Przez lata sprzedawali jabłka głównie na krakowskich Rybitwach, ale dziś coraz większą uwagę poświęcają sprzedaży bezpośredniej. Nie zamierzają już powiększać sadu. Wolą znaleźć więcej klientów na owoce, które produkują. Pomaga im w tym nawet zwykły profil na Facebooku.

Marta i Tomasz Sokołowscy od 20 lat prowadzą sad pod Częstochową. Przez lata sprzedawali jabłka głównie na krakowskich Rybitwach, ale dziś coraz większą uwagę poświęcają sprzedaży bezpośredniej. Nie zamierzają już powiększać sadu. Wolą znaleźć więcej klientów na owoce, które produkują. Pomaga im w tym nawet zwykły profil na Facebooku.

Pierwsze pokolenie sadowników

Marta i Tomasz Sokołowscy uprawiają jabłonie od 20 lat. Pierwsze nasadzenia zostały już wymienione. Przygodę z sadownictwem zaczynali jednak od zera i nierzadko uczyli się na własnych błędach. Są pierwszym pokoleniem sadowników w swojej rodzinie.

Dotychczas owoce z gospodarstwa trafiały przede wszystkim na rynki hurtowe, głównie na krakowskie Rybitwy. Część sprzedawano na miejscu. Jak zaznacza pani Marta, znaczenie rynków hurtowych i możliwości sprzedaży na nich są coraz mniejsze.

Media społecznościowe i promocja gospodarstwa

W tym sezonie zdecydowali się założyć profil gospodarstwa na Facebooku.

– Trudno mi znaleźć przyczynę, to po prostu „samo wyszło”. Chodzi nam przede wszystkim o zwiększenie naszej rozpoznawalności pod względem lokalnej sprzedaży. Gospodarujemy 18 km od Częstochowy, a w sąsiedztwie nie ma sadów i tutaj ma to sens – wyjaśnia pani Marta.

Jak dodaje, kolejnych sadów już nie zamierzają sadzić. Chcą dobrze sprzedać to, co wyprodukują. Małżeństwo w pełni zgadza się ze stwierdzeniem, że w dzisiejszych czasach nie sztuką jest wyprodukować owoce, ale dobrze je sprzedać.

Jeśli chodzi o samą sprzedaż, faktem jest, że konsument, który dostaje owoce o klasę lepsze od tych, które widzi w markecie, wraca. Pani Marta dodaje, że ma klientów, którzy od czasu do czasu przyjeżdżają do niej po jabłka z Częstochowy. Ktoś powie, że to tylko 18 km... Jednak w czasach tysięcy marketów i wygodnych zakupów to zdecydowanie rzadkość.

image
FOTO: Marta Sokołowska

Sklep bez sztywnych godzin otwarcia

Na podwórku jest sklep, ale nie działa on w określonych godzinach. W ciągu tygodnia zazwyczaj ktoś jest na miejscu i może sprzedać owoce.

– U nas panuje taka niepisana zasada, że gdy brama jest otwarta, to można wjeżdżać i kupować – dodaje nasza rozmówczyni.

Nad owocami w sklepie wiszą wyróżnienia zdobyte w konkursach „Bezpieczne Gospodarstwo Rolne”, organizowanych przez KRUS, ale także w konkursie na najbardziej estetyczne gospodarstwo.

Rozważają sprzedaż wysyłkową

Małżeństwo nie rozważa tłoczenia soków czy wyrobu innych przetworów. Przyznają jednak, że prawdopodobnie będą wysyłać więcej paczek z owocami. Sprzedaży wysyłkowej sprzyja, po pierwsze, bardzo rozwinięta sieć paczkomatów, a po drugie – krótki czas dostawy w całym kraju. Pytań ze strony klientów przybywa, a to najważniejszy sygnał, żeby odpowiedzieć na ten popyt.

W gospodarstwie – obok jabłek i gruszek – uprawia się także kapustę pekińską, którą oczywiście również można kupić w sklepie. Co ciekawe, ostatnio to właśnie to warzywo wysłano w paczce do klienta.

image
FOTO: Marta Sokołowska

 

25. październik 2026 09:48