Zawiązki są już duże
W tym sezonie zawiązki są większe niż zwykle jak na połowę czerwca. Widzę to także tam, gdzie owoców na drzewach jest jeszcze sporo. Jednak ogólnie po przymrozkach i innych stresach z okresu kwitnienia na wielu drzewach zostało jednak mniej owoców. Jeśli owoców w koronie jest mniej, szybciej przyrastają, a to zwiększa ryzyko problemów z jakością i przechowywaniem.
Mam na myśli przede wszystkim mięknięcie owoców, gorzką plamistość podskórną, a także tendencję do rozpadów. Dlatego nawożenia pozakorzeniowego wapniem nie warto odkładać.
Problem zaczął się już wcześniej
Trzeba pamiętać, że w tym roku na wielu drzewach uszkodzone zostały liście przyrozetowe. Jedne ucierpiały od przymrozków, inne od ochrony przeciwprzymrozkowej. W części sadów liście zostały uszkodzone przez ogień, w części przez wodę. A to właśnie one odgrywają ważną rolę w zaopatrzeniu młodych owoców w wapń.
Dlatego zakładam, że na starcie wiele zawiązków ma dziś mniej wapnia niż w sezonach z dobrym przebiegiem pogody. To później bardzo często wraca. Zdarza się, że już w lipcu widzimy owoce o średnicy 45–55 mm z objawami gorzkiej plamistości podskórnej. Kiedyś często obserwowałem to na Szampionie. Sądzę, że w takim sezonie jak ten, problem ten może pojawić się także w innych odmianach.
Wapń trzeba podać wcześniej
Przy takim sezonie nie czekałbym z zabiegami wapniowymi. Jeśli owoców jest mniej, trzeba jeszcze uważniej podejść do dokarmiania wapniem. Celem jest ograniczenie ryzyka gorzkiej plamistości podskórnej i poprawa jakości owoców do przechowywania.
Dlatego zabiegi warto już rozpocząć. Część sadowników zrobiła już pierwsze opryski łagodniejszymi formami wapnia. Sam zresztą wykonałem taki zabieg wczoraj wykorzystując pochmurną pogodę, ale bez deszczu.
Co proponuję
Proponuję sięgnąć po saletrę wapniową, czyli azotan wapnia. To rozwiązanie sprawdzone i wystarczające, jeśli zabiegi będą wykonywane regularnie. Dawka 4–6 kg na hektar jest dobrym punktem wyjścia.
Jeśli ktoś chce, może sięgnąć po droższe produkty wapniowe. Zawsze jednak radzę patrzeć przede wszystkim na rzeczywistą zawartość wapnia w nawozie. Sama nazwa handlowa nie załatwia sprawy. Jeśli wapnia w produkcie jest mało, efekt też będzie słabszy.
Liczy się regularność
W tym roku nie wystarczy podejść do tematu standardowo. Zabiegi wapniowe trzeba potraktować poważniej niż w spokojnych sezonach. Proponuję wykonywać je co 7–10 dni. Minimum to 6–8 oprysków w sezonie. Mamy mniej owoców w obrębie korony, a do tego uszkodzone liście rozetowe. A to oznacza większe ryzyko problemów z jakością i przechowywaniem.
Z czym można łączyć zabieg
Saletrę wapniową można łączyć z fungicydami, jeśli mieszanina jest bezpieczna i zgodna z etykietą oraz kolejnością sporządzania cieczy roboczej. Można też dodać aminokwasy, jeśli ktoś chce poprawić pobieranie. Dla mnie jednak najważniejsze jest dziś jedno: regularnie podawać wapń i nie czekać już zbyt długo z pierwszym zabiegiem. Przypominam, że na horyzoncie upały. Jeśli dzień jest spokojny, bez ostrego słońca, warunki są dobre do wykonania oprysku.
