Ceny jak kilka lat temu, a wszystko kosztuje więcej
Ceny wiśni spadły do poziomów, które pamiętamy sprzed kilku lat. Tyle że przez ostatnie lata wszystko mocno podrożało. Droższe są paliwo, nawozy, środki ochrony, usługi, a przede wszystkim robocizna.
– Cofnijmy się tylko o pięć lat. Sprzedawaliśmy wówczas wiśnie w podobnych cenach i też nie uznawaliśmy ich za najlepsze. Dziś za wiśnie oferują nam takie same stawki, ale jaka jest dziś cena paliwa? Jaka jest cena robocizny? Kiedyś pracownik kosztował 10 zł za godzinę, a dziś 40 zł – mówi Piotr Pasik.
– Czy my pracujemy po to, żeby być dostarczycielami taniego surowca? Taki duży kraj w Unii Europejskiej ma być tylko dostawcą taniego surowca? – pyta prezes stowarzyszenia.
Przymrozki nie zatrzymały obniżek
Zdaniem naszego rozmówcy nic nie uzasadnia tak szybkich obniżek cen wiśni. W tym sezonie nie ma dużej podaży, która mogłaby tłumaczyć spadki. W wielu sadach plony ograniczyły przymrozki, a w części regionów także grad. Sady nie są puste, ale owoców jest mniej.
– Mamy rok przymrozkowy, mamy rok z anomaliami pogodowymi. To nie jest rok rekordowy, w którym można żerować na producentach. Mamy straty, a te straty są jeszcze pogłębiane przez zakłady – mówi.
Sadownik musi sprzedać wiśnie
Jak podkreśla, wiśni nie można długo trzymać na drzewie. Owoce trzeba zebrać. Sadownik uprawiający wiśnie nie ma komfortu, by odłożyć sprzedaż o tydzień czy dwa, przechować owoce i czekać na lepszą cenę.
To właśnie daje zakładom i pośrednikom przewagę. Producent ponosi ryzyko przymrozków, gradu, suszy i kosztów zbioru, a mimo to jest skazany na dyktat cenowy.
„To jest spekulacja cenowa”
Ceny wiśni zmieniają się z dnia na dzień, a czasem nawet w ciągu kilku godzin. Obniżki pojawiają się równocześnie w skupach w całej Polsce. Piotr Pasik zwraca też uwagę, że sadownicy często oddają owoce, nie znając ceny. Bywa, że nie znają jej również punkty skupu, które same czekają na informację od zakładów.
Przy dyskusjach o cenach pośrednicy zrzucają odpowiedzialność na zakłady przetwórcze, a zakłady wskazują na kolejne podmioty. Cena dalej spada, a koszty i ryzyko zostają po stronie sadownika, który wyprodukował te wiśnie.
– To jest wypisz, wymaluj spekulacja cenowa. Tu wielkich dochodzeń nie potrzeba. Wystarczy spojrzeć, co wydarzyło się na rynku w ciągu ostatnich czterech dni – mówi.
Ubiegły rok pokazał, że można było zapłacić więcej
Spójrzmy na ubiegły sezon. Zakłady kupowały wtedy wiśnie nawet po 9 zł za kilogram, a mimo to potrafiły je później sprzedać z zyskiem. Dziś ceny są obniżane do granic możliwości, choć skupione teraz owoce nie trafią od razu na rynek. Zakłady je przetworzą, zamrożą i będą sprzedawać dopiero za kilka miesięcy, zimą lub na początku przyszłego roku.
– Zakłady mają puste magazyny, bo wiśnie zostały sprzedane i był na nie popyt. Dlaczego więc w ciągu dwóch, trzech dni cena potrafiła tak spaść? W jakim celu jest to robione? – pyta prezes Krajowego Stowarzyszenia Producentów Wiśni.
Gdzie są służby i ministerstwo?
Prezes Krajowego Stowarzyszenia Producentów Wiśni apeluje o zdecydowane działania UOKiK i Ministerstwa Rolnictwa. Jak mówi, producenci od lat rozmawiają z przetwórcami o zasadach handlu, ale nic z tych rozmów nie wynika. Tymczasem sadownik przywozi owoce do skupu i nie wie, jaką cenę dostanie.
– Gdzie na świecie jest tak, że dostarczam towar i nie wiem, jaką mam cenę? Gdzie są służby? Gdzie są urzędy? Do czego oni są powołani? – pyta.
Prezes stowarzyszenia zwraca uwagę, że pojedyncze kary nakładane na firmy pokazują, że zmowę można udowodnić. Jednak, co mogliśmy już zauważyć w tym sezonie, niewiele to zmienia. Jego zdaniem potrzebne są zasady, które dadzą sadownikom punkt odniesienia w rozmowach o cenach, między innymi oparcie negocjacji na kosztach produkcji. Przy dzisiejszych cenach koszty te nie są nawet pokryte, nie mówiąc już o jakichkolwiek inwestycjach.
Jak dodaje, handel powinien opierać się na poszanowaniu obu stron transakcji. Przetwórcy mają swoje koszty, ale to po stronie sadowników jest największe ryzyko. Dziś ten układ nie jest partnerski. Zakłady mają przewagę, bo wiśnie trzeba zebrać i sprzedać.
Rozmowy z przetwórcami nic nie zmieniły
Producenci od lat rozmawiają z przetwórcami o cenach, kosztach i zasadach współpracy. Jak ocenia Piotr Pasik, te rozmowy nie dały efektu.
– Tyle lat się szarpiemy, tyle lat rozmawiamy, tyle lat chcemy się dogadywać, ale tu widać, że interes jest jednostronny – mówi.
W jego ocenie druga strona nie szanuje producentów, choć bez ich owoców nie byłoby surowca dla zakładów.
– Współpraca i handel polegają na zrozumieniu obu stron. W tym momencie mamy tylko i wyłącznie dyktat cenowy, nic więcej.
Serbska wiśnia jako argument
W rozmowach o cenach pojawia się też argument o taniej wiśni z Serbii. Piotr Pasik nie zgadza się z tym tłumaczeniem. Jego zdaniem serbski surowiec w dużej części trafia na inne rynki, przede wszystkim rosyjski, a niemieccy odbiorcy szukają wiśni o parametrach, które mogą znaleźć w Polsce.
Zwraca też uwagę na sytuację na Węgrzech, gdzie po przymrozkach zbiory były bardzo małe. Według naszego rozmówcy firmy nie powinny używać takich argumentów do uzasadniania obniżek cen w Polsce. Jak ocenia, przetwórcy chcą po prostu kupić owoce po możliwie najniższych cenach...
