Sad24
StoryEditor

Ile wiatru to za dużo przy opryskiwaniu sadów?

Data:  08 lipiec 2026Autor:
08 lipiec 2026

Nasi sadownicy od lat zwracają szczególną uwagę na warunki pogodowe podczas opryskiwania. Za najlepszą porę uchodzi wieczór i noc, gdy wiatr słabnie, a wyższa wilgotność sprzyja skuteczności zabiegów i ogranicza straty preparatów − to od lat wyróżnik naszej praktyki. A jak wygląda to w innych krajach? Okazuje się, że dopuszczalna prędkość wiatru podczas opryskiwania jest tam bardzo zróżnicowana.

Nasi sadownicy od lat zwracają szczególną uwagę na warunki pogodowe podczas opryskiwania. Za najlepszą porę uchodzi wieczór i noc, gdy wiatr słabnie, a wyższa wilgotność sprzyja skuteczności zabiegów i ogranicza straty preparatów − to od lat wyróżnik naszej praktyki. A jak wygląda to w innych krajach? Okazuje się, że dopuszczalna prędkość wiatru podczas opryskiwania jest tam bardzo zróżnicowana.

Nocne opryskiwanie jako sadownicza praktyka

Polscy sadownicy zawsze przywiązywali dużą wagę do warunków atmosferycznych, w jakich wykonują zabiegi opryskiwania. Za optymalne uważają godziny wieczorne i nocne, ponieważ o tej porze wiatr jest zwykle niewielki, a wilgotność i temperatura powietrza są dużo bardziej dogodne do wykonania oprysku niż w środku dnia. Można wówczas znacząco ograniczyć straty środków ochrony roślin spowodowane znoszeniem i poprawić wnikanie preparatów. Nic więc dziwnego, że nocne zabiegi były kiedyś i nadal są naszą specjalnością, a koledzy-sadownicy z zachodniej Europy nie mogą się nadziwić, że nam wciąż chce się zarywać noce.

Dlaczego zapał do nocnych zabiegów słabnie

W ostatnich latach daje się jednak zauważyć słabnący zapał do nocnych zabiegów. Przyczyn tego stanu jest wiele: trochę w tym wygody, trochę znużenia „zabawą w kotka i myszkę” z policją wzywaną przez nierolniczych mieszkańców wsi, którym nocne opryskiwanie sadów przeszkadza w wypoczynku. A przy okazji – nie bardzo wiadomo, dlaczego wcześniej, gdy budowali swoje domy na wsi, nie zapoznali się z warunkami, w jakich przyjdzie im mieszkać.

Presja na szybszą pracę

Obserwuje się także „zły przykład” płynący ze strony rolników zajmujących się płaskimi uprawami polowymi, przyjmowany nieco bezkrytycznie przez młodsze pokolenie sadowników. Jeszcze do niedawna był to na tyle gorący temat, że sadownicy kierowali prośby do producentów, aby podjęli się wytwarzania opryskiwaczy przystosowanych do zwiększonej prędkości roboczej. Kilka miesięcy temu pojawiła się nowa pokusa, płynąca z upraw rolniczych: dopuszczenie wykonywania oprysków przy zwiększonej prędkości wiatru – już nie 4 m/s, lecz nawet 5 m/s. Chwilę potem pojawiły się pierwsze sugestie, aby dopuścić wyższą prędkość wiatru także dla przestrzennych upraw sadowniczych.

Jakie limity obowiązują w innych krajach

A jak to robią inni? Okazuje się, że maksymalna prędkość wiatru, przy której można wykonywać zabiegi opryskiwania, jest bardzo zróżnicowana. Maksymalna dopuszczalna prędkość wiatru 3 m/s obowiązuje w Hiszpanii i Czechach, 4 m/s w Polsce, 4,5 m/s w Szwecji, a 5 m/s w Holandii, Niemczech i Włoszech. Z kolei we Francji jest to 5,3 m/s, w Wielkiej Brytanii 5,4 m/s, a w Belgii, w Walonii, 5,5 m/s. Do tej listy należy dodać jeszcze regulacje regionalne, jak również odmienne metodologie pomiaru prędkości wiatru. Na przykład w niemal wszystkich krajach brakuje prawnego rozróżnienia dopuszczalnej prędkości wiatru w zależności od rodzaju uprawy. W większości przypadków zalecane wartości wynikają co prawda z zasad dobrej praktyki, ale nie mają solidnych podstaw naukowych.

Gdzie zaczyna się realne ryzyko znoszenia

Dostępne wyniki badań naukowych dotyczące znoszenia cieczy opryskowej wskazują, że prędkość wiatru podczas zabiegu w sadzie nie powinna przekraczać 4,0–5,0 m/s, ponieważ powyżej tej granicy nad rozpylonymi kroplami cieczy zaczyna dominować wiatr atmosferyczny, zamiast strumień powietrza wytwarzany przez wentylator opryskiwacza, odpowiedzialny za transport kropel w kierunku organów drzewa. Z tego powodu wspomnianą wyżej prędkość wiatru, 4,0–5,0 m/s, należy uznać za graniczną, a nawet powinna być ona niższa, jeśli uwzględnimy przemieszczanie się opryskiwacza w sadzie. Należy bowiem pamiętać, że zalecana powszechnie przez doradców maksymalna prędkość opryskiwania sadów 7,0–8,0 km/godz. to inaczej 1,9–2,2 m/s. Jeśli więc opryskiwacz przemieszcza się z wiatrem o tej samej prędkości, 1,9–2,2 m/s, to mamy niemal komfortowe warunki. W przypadku jednak sytuacji odwrotnej, kiedy opryskiwacz jedzie pod wiatr, a wektory wiatru względnego i atmosferycznego się sumują, na rozpylone krople cieczy działa wiatr o prędkości 3,8–4,4 m/s. W praktyce sytuacja jest jeszcze gorsza, biorąc pod uwagę dużą zmienność prędkości wiatru.

Sad to nie pole zboża

O ile w uprawach polowych, np. w ochronie zbóż przed chorobami kłosa, odpowiedni zasięg kropel nie jest zbyt trudny do uzyskania, to w przypadku sadów penetracja koron drzew przez krople cieczy jest znacznie trudniejsza. Z tego też powodu przekraczanie zalecanej prędkości podczas opryskiwania sadów, 7,0–8,0 km/godz., jak również wykonywanie zabiegów przy nadmiernym wietrze, powyżej 3,0–4,0 m/s, należy uznać za zbyt ryzykowne.

Na razie zostaje obserwacja i ostrożność

Nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miały zostać ustalone bardziej precyzyjne regulacje dotyczące maksymalnej prędkości wiatru, choćby z powodu dużej liczby czynników wpływających na wielkość i zasięg znoszenia – wiatr jest tylko jednym z nich. Ponadto brakuje zgodności pomiędzy poszczególnymi krajami UE. Co więc pozostaje przeciętnemu sadownikowi? Wciąż może on obserwować przebieg opryskiwania, wyciągać wnioski i czekać, aż pojawią się cyfrowe opryskiwacze z samoczynną regulacją strumienia powietrza.

 Prof. dr hab. Ryszard Hołownicki, IO–PIB Skierniewice

Artykuł pochodzi z czasopisma MPS SAD. Zachęcamy do prenumeraty: Miesięcznik Praktycznego Sadownictwa

08. lipiec 2026 18:47