Sad24
StoryEditor

Czy stać nas na nowoczesne sady? Inwestujmy, ale z głową

Data:  26 styczeń 2026Autor:
26 styczeń 2026

Podczas Konferencji Sadowniczej w ramach TSW 2026 sadownik i doradca, Marcin Piesiewicz postawił bardzo konkretne pytanie: czy rzeczywiście stać nas na nowoczesne sady? Zwrócił uwagę, że większość gospodarstw takie kwatery już ma lub właśnie zakłada, ale na pierwszym planie nie powinna być sama „nowoczesność”, a rentowność. Chodzi o to, aby inwestycje faktycznie się zwracały.

Czym jest nowoczesny sad?

Na początku Marcin Piesiewicz wyjaśnił, że przez nowoczesny sad rozumie przede wszystkim intensywną kwaterę, z obsadą przekraczającą 3 tysiące drzew na hektar, wyposażoną w nawadnianie i w sieci przeciwgradowe (w wielu przypadkach) oraz w systemy przeciwprzymrozkowe. Jednak aznaczył, że nie ma jednego schematu dla wszystkich. Jeśli w danym rejonie grad pojawia się bardzo rzadko, sieć przeciwgradowa może być niepotrzebna. Natomiast tam, gdzie opady gradu występują częściej, trzeba poważnie rozważyć taką inwestycję. Szczególnie dotyczy to odmian o wyższej wartości handlowej, kierowanych na eksport.

W przypadku przymrozków sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Profesjonalne systemy przeciwprzymrozkowe (zwłaszcza zraszanie nadkoronowe) są w wielu gospodarstwach po prostu nieosiągalne finansowo albo brakuje do nich wody. Można wspomagać się piecykami, nagrzewnicami/zamgławiarkami czy wiatrakami, ale te rozwiązania łagodzą jedynie skutki przymrozków, nie rozwiązują samego problemu.

Koszty założenia i prowadzenia sadu

Marcin Piesiewicz porównał dwa modele nowoczesnego sadu. Pierwszy to sad „standardowy”: gęste nasadzenie, słupy i nawadnianie. Drugi to sad „premium”, wyposażony dodatkowo we wszystkie systemy ochrony – sieć przeciwgradową i zabezpieczenia przeciwprzymrozkowe. Różnica w koszcie założenia tych dwóch wariantów wynosi około 100 tysięcy złotych na hektar. To kwota dla wielu gospodarstw wydaje się ogromna. Jednak rozłożona na 15 lat użytkowania sadu przekłada się na około 6 tysięcy złotych rocznie.

Znacznie większym problemem są bieżące koszty produkcji. Według wyliczeń prelegenta, jednostkowe koszty prowadzenia nowoczesnego sadu (bez uwzględniania amortyzacji maszyn) mieszczą się w przedziale 25–40 tysięcy złotych na hektar. Wlicza się w to robociznę, ochronę, nawożenie, zbiór. Przekłada się to na koszt produkcji jabłek na poziomie około 0,90–1,10 zł za kilogram, a po doliczeniu amortyzacji sprzętu bywa on jeszcze wyższy. W takiej sytuacji kluczowa staje się odmiana i kierunek sprzedaży: przy cenach rzędu 2 zł/kg i powyżej inwestycje wyglądają dobrze, przy 1,20–1,40 zł/kg (jak w przypadku wielu tradycyjnych odmian) opłacalność jest niska lub wręcz wątpliwa.

Doradca zwrócił też uwagę na szybko rosnące wynagrodzenia pracowników. Nowoczesne, jednolite kwatery pozwalają co prawda przyspieszyć cięcie i zbiór, ale nic nie zatrzyma wzrostu dniówek – praktycznie co roku są wyższe. I tu znowu powraca kwestia doboru odpowiednich odmian, które wynagrodzą rosnące koszty pracy.

Najlepsze odmiany

Aby zarabiać, trzeba iść w kierunku tych odmian, które przynoszą realne zyski. W ocenie Marcina Piesiewicza dziś są to przede wszystkim Gala, Red Delicious i Golden.

Gala jest na pierwszym miejscu, ponieważ Polska ma wyjątkowo korzystne okno eksportowe. Zbieramy ją w momencie, kiedy inni duzi producenci – zwłaszcza z południowej Europy i Ameryki Południowej – nie mają swoich jabłek w większych ilościach. Dzięki temu możemy bardzo szybko po zbiorze dostarczać świeżą Galę na rynki takie jak Indie, Egipt czy inne kraje Afryki i Bliskiego Wschodu. Ostatnie lata pokazały, że nawet przy rosnącej produkcji tej odmiany rynek jest w stanie ją wchłonąć, o ile nie przesadzimy z długością czasu przechowywania.

Jeśli chodzi o sporty Red Delicious, ostatnie sezony były dla nich korzystne głównie z powodu niewielkiej podaży w południowej Europie. Obecnie dodatkowy wpływ mają mniejsze zbiory w Turcji.

Golden Delicious z kolei jest mocno powiązany z sytuacją we Włoszech, gdzie produkcja tej odmiany spada. Głównymi odbiorcami Goldena są: Egipt i kraje wschodniej Europy, w tym Białoruś. Cena Goldena zazwyczaj jest po środku: jest wyższa od standardowych odmian, ale niższa chociażby od Gali. Jednak przy wysokiej zdrowotności drzew i stabilnym popycie również ta odmiana pozwala przynieść dodatni wynik ekonomiczny.

Warto też pochylić się nad odmianą Red Jonaprince. Udział tej odmiany w nowych nasadzeniach jest bardzo duży, a jej produkcja stosunkowo łatwa. M. Piesiewicz ostrzega jednak, że wraz ze wzrostem podaży wahania cen będą coraz większe. Mogą zdarzać się sezony z bardzo atrakcyjną ceną, ale również lata, w których przy nadpodaży odmiana nie zapłaci za poniesione nakłady. W ostatnich latach znacząco wzrosła powierzchnia kwater  z tą odmianą, co w przyszłości niemal na pewno przełoży się na większą podaż.

Dywersyfikacja gatunkowa?

Ważną rolę może odgrywać też dywersyfikacja gatunkowa. Coraz więcej sadowników, którzy dotąd specjalizowali się wyłącznie w jabłoniach, stawia chociażby na grusze. Z obserwacji Marcina Piesiewicza wynika, że w wielu przypadkach daje to obecnie bardziej stabilny dochód niż przy niektórych odmianach jabłoni. Mniejsze gospodarstwa, zwłaszcza te, które mogą opierać się na pracy we własnym zakresie, szukają większej opłacalności w uprawie truskawek, malin czy borówki. Produkcja ta jest bardziej pracochłonna, ale na niewielkiej powierzchni daje możliwość osiągnięcia dodatniego wyniku ekonomicznego.

Inwestować – ale z rozsądkiem

Zdaniem Marcina Piesiewicza inwestycje w nowoczesne sady są konieczne, jeśli chcemy utrzymać się na rynku przy rosnącej konkurencji i niespodziankach, jakie serwuje nam pogoda. Ale przestrzega, by nie inwestować „w ciemno”. W jego opinii rentowność nowoczesnych sadów zależy od kilku powiązanych ze sobą elementów: intensywności nasadzeń i odpowiedniego doposażenia kwater, dobrze dobranej struktury gatunków i odmian, stałej kontroli kosztów pracy, ochrony i nawożenia. A co najważniejsze – trzeba planować sprzedaż zawczasu.

 

26. styczeń 2026 12:55