Trzy rozwiązania
Mój rozmówca rozważał trzy ewentualne rozwiązania, które wychodzą naprzeciw jego obecnym potrzebom. Pierwsza to kupno dodatkowego zestawu (ciągnik + opryskiwacz), druga zakup 2-rzędowego opryskiwacza i wreszcie trzecia to zwiększenie prędkości opryskiwania z obecnych 6 km/godz. do 9 km/godz.
Już na wstępie odrzucił czwartą możliwość, czyli zwiększenie pojemności głównego zbiornika cieczowego, ponieważ najbardziej popularna pojemność zbiorników to 1000–1500 l i nie wyobraża sobie użycia zbiornika o pojemności powyżej 2000 l. Z tego też powodu korzyści płynące z dalszego zwiększania pojemności zbiornika są niewielkie, a ugniatanie gleby i tak już jest wysokie nawet dla zbiorników o pojemności 1500 l, czyli lepiej zapomnieć o takim pomyśle.
Szybciej to nie lepiej
Wprawdzie propozycja polegająca na zwiększeniu prędkości roboczej jest najtańsza, z inwestycyjnego punktu widzenia, i dlatego jej wybór mógł wydawać się najlepszy, to z uwagi na wysokie ryzyko niższej skuteczności biologicznej i podwyższonych strat środków ochrony roślin, mój gość słusznie potraktował taki wybór jako najgorszy, pamiętając, że zwiększenie prędkości roboczej z 4 do 8 km/godz. podczas wiatru 3,0 m/s zwiększa znoszenie cieczy opryskowej nawet o połowę.
Należy mieć na uwadze, że we współczesnych sadach o luźnych koronach, nawet w optymalnych warunkach pogodowych, znoszenie i tak jest już wysokie (wynosi 70–80%), jeśli w przytoczonym powyżej przykładzie znoszenie rośnie o dalsze 50%, to co z tego zostanie nam na drzewie? Warto w tym miejscu przypomnieć, że wśród sadowników obserwuje się ostatnio wyraźne skłonności do zwiększania prędkości opryskiwania sadów do 12 km/godz., a nawet 14 km/godz., choć taki pomysł, zaczerpnięty z techniki opryskiwania płaskich upraw polowych, nie ma żadnego sensu w ochronie przestrzennych sadów. Kto wie, czy w obliczu czekającego nas „Zielonego Ładu” będzie nas stać na takie marnotrawstwo, mając na uwadze krążące pomysły, że środki ochrony roślin będą sprzedawane na receptę?
Drugi zestaw
Kto wie, czy zakup dodatkowego ciągnika wraz z opryskiwaczem nie jest najbardziej wyważonym pomysłem, ponieważ „załatwia” nam główny problem, czyli zwiększenie zdolności opryskowej w gospodarstwie. Wprawdzie osiągnięcie zakładanego celu wiąże się z najwyższymi kosztami inwestycyjnymi (min. 200.000 zł), to należy mieć na uwadze, że jest to tylko (lub aż) równowartość wypryskiwanych środków ochrony roślin na powierzchnię 4 ha przez okres 5 lat.
Szerszy oprysk
Ostatnim pomysłem na podniesienie wydajności jest zwiększenie szerokości roboczej opryskiwacza. Zamiast ochrony tylko dwóch połówek rzędu, jak w konwencjonalnym opryskiwaczu wentylatorowym, wydajność maszyny została podwojona, dzięki zamontowaniu dodatkowych pionowych przewodów rurowych wyposażonych w gardziele wylotowe strumienia powietrza wraz z 6–8 rozpylaczami przemieszczającymi się w dwóch sąsiadujących międzyrzędziach.
Podobne maszyny są oferowane do ochrony winorośli w krajach winiarskich, a u nas krzewów owocowych, np. porzeczek, agrestu, aronii, jednak w sadach nadal stanowią rzadkość. Są także znane opryskiwacze 3-rzędowe, które w zależności od wersji są wyposażone w wentylator promieniowy i zawiasowo składane sztywne kolektory, rozprowadzające strumień powietrza, wykonane z żywicy epoksydowej. W innym rozwiązaniu zastosowano trzy pionowo rozwijane elastyczne rękawy z tkaniny gumowanej, zakończone w górnej części poziomo zamocowanymi wentylatorami osiowymi napędzanymi hydraulicznie, po jednym na rząd.
Czas na producentów
Wprawdzie pewnym ograniczeniem maszyn 2-rzędowych są nadkoronowe instalacje przeciwprzymrozkowe i rusztowania siatek przeciwgradowych, to nic nie zapowiada znaczącego zwiększenia powierzchni takich sadów z uwagi na znaczne nakłady inwestycyjne i trudności z dostępem do wody.
Wielka szkoda, że żaden z polskich producentów nie podjął się jeszcze opracowania i produkcji dwu-, a może nawet trzyrzędowych opryskiwaczy do ochrony drzew owocowych. Jestem przekonany, że mają oni wystarczająco duże doświadczenie i umiejętności, aby podjąć się tego zadania z obopólną korzyścią zarówno dla producentów owoców, jak i wytwórców maszyn.
Prof. dr hab. Ryszard Hołownicki, IO–PIB Skierniewice
Artykuł pochodzi z czasopisma MPS SAD. Zachęcamy do prenumeraty: Miesięcznik Praktycznego Sadownictwa
