Zdjęcie poglądoweSad24
StoryEditor

Droga tak, ale nie ten wariant. W Pniewach boją się o sady i gospodarstwa

Data:  08 kwiecień 2026Autor:
08 kwiecień 2026

Sadownicy z gminy Pniewy nie protestują przeciw samej budowie Obwodnicy Aglomeracji Warszawskiej w ciągu A50, ale przeciw przebiegowi, który – jak oceniają – mocniej przetnie sady, pola i siedliska, utrudni dojazd do kwater i zostawi część gospodarstw tuż przy nowej trasie. Nie twierdzą przy tym, że istnieje wariant bez strat. Swój sprzeciw chcą pokazać w sobotę, 11 kwietnia, podczas protestu przy DK50 w rejonie Urzędu Gminy.

Sadownicy z gminy Pniewy nie protestują przeciw samej budowie Obwodnicy Aglomeracji Warszawskiej w ciągu A50, ale przeciw przebiegowi, który – jak oceniają – mocniej przetnie sady, pola i siedliska, utrudni dojazd do kwater i zostawi część gospodarstw tuż przy nowej trasie. Nie twierdzą przy tym, że istnieje wariant bez strat. Swój sprzeciw chcą pokazać w sobotę, 11 kwietnia, podczas protestu przy DK50 w rejonie Urzędu Gminy.

Nie o samą drogę chodzi

Spór dotyczy planowanej Obwodnicy Aglomeracji Warszawskiej, czyli dużej trasy, która ma przejąć część ruchu tranzytowego wokół stolicy. W rejonie Grójca, Pniew, Tarczyna i sąsiednich gmin osią sporu nie jest dziś sama idea budowy drogi, ale to, którędy dokładnie miałaby przebiegać.

Arkadiusz Sztreflik, sadownik z gminy Pniewy, podkreśla, że nowa trasa jest potrzebna. Jak mówi, ruch w tym rejonie od lat jest duży. Problem zaczyna się wtedy, gdy planowany przebieg wchodzi w teren gospodarstw sadowniczych. – Drogi trzeba budować. Nie chodzi o to, żeby zatrzymać inwestycję, tylko żeby wybrać wariant, który wyrządzi mniej szkód – mówi pan Arkadiusz.

Nie twierdzi przy tym, że da się wskazać wariant bez strat. Chodzi o coś innego – skoro droga ma powstać, trzeba wybrać taki przebieg, który przyniesie ich jak najmniej.

Sedno sporu: problem przesuwa się na gminę Pniewy

To najważniejszy argument protestujących. W ocenie pana Arkadiusza Sztreflika wcześniej pod uwagę brano inny układ przebiegu trasy, bliższy rejonowi Tarczyna i Prażmowa. Dziś sprzeciw wobec takich rozwiązań jest tam silny, a sadownicy z Pniew zwracają uwagę, że w efekcie problem coraz mocniej przesuwa się na ich stronę.

Właśnie dlatego pan Arkadiusz uważa, że przebieg przez gminę Pniewy byłby zbyt dotkliwy. Nie dlatego, że po drugiej stronie nie byłoby żadnych strat, ale dlatego, że w sadowniczym rejonie oznaczałby większą skalę kolizji z gospodarstwami, większe utrudnienia w codziennej pracy i więcej siedlisk pozostawionych przy trasie. Nie chodzi więc o twierdzenie, że istnieje rozwiązanie idealne albo całkowicie bezkonfliktowe. Chodzi o ocenę, gdzie przy tak dużej inwestycji skala szkód byłaby mniejsza.

Wcześniejsze materiały GDDKiA pokazywały etap studium korytarzowego, czyli szerokie obszary możliwego przebiegu trasy. Obecny spór w rejonie Pniew dotyczy już bardziej szczegółowych wariantów i ich skutków dla gospodarstw. To właśnie na tym poziomie sadownicy widzą dziś największy problem.

To nie będzie droga po obecnej DK50

Pan Arkadiusz Sztreflik wyraźnie sprzeciwia się uproszczeniu, które pojawia się w części opinii publicznej, jakoby nowa trasa miała po prostu iść po obecnej DK50. Jak podkreśla, w jego ocenie nie chodzi o zwykłą rozbudowę istniejącej drogi, ale o nowy przebieg prowadzony obok niej. – To nie jest tak, że ta droga pójdzie po starej 50-tce. To ma iść obok – mówi pan Arkadiusz.

Właśnie dlatego sadownicy uważają, że problem jest większy niż sama modernizacja istniejącego układu. Ich zdaniem stara droga nadal obsługiwałaby ruch lokalny, a obok pojawiłaby się nowa, duża trasa. Dla gospodarstw oznaczałoby to kolejne wejście w teren sadów i siedlisk, a w części przypadków także pozostawienie zabudowań między obecną DK50 a nowym przebiegiem.

W sadzie strata nie kończy się na wykupie

W gospodarstwie sadowniczym nie chodzi tylko o to, ile ziemi zajmie droga. Liczy się także to, czy trasa przetnie kwatery, czy da się dojechać do nich ciągnikiem i opryskiwaczem, jak będzie wyglądał transport owoców i czy siedlisko zachowa możliwość dalszego rozwoju.

Pan Arkadiusz Sztreflik zwraca uwagę, że bardzo trudna może być także sytuacja tych, którzy zostaną tuż przy trasie. To oni później zostają z hałasem, ekranami, nasypami i gorszym układem dojazdowym. – W sadzie strata nie kończy się na wykupie. Problemem jest też podział gospodarstwa, gorszy dojazd do kwater i to, że część siedlisk może zostać bardzo blisko trasy – mówi sadownik z gminy Pniewy.

Zawsze ktoś straci bardziej

Pan Arkadiusz Sztreflik nie mówi, że podwariant tarczyński rozwiąże problem bezkosztowo. Wprost przyznaje, że przy tak dużej inwestycji zawsze będą bardziej i mniej poszkodowani. Nie twierdzi też, że w innym rejonie nie byłoby powodów do sprzeciwu. W jego ocenie trzeba jednak patrzeć na to, gdzie skala szkód dla gospodarstw, sadów i siedlisk byłaby mniejsza.

To sedno protestu w Pniewach. Nie chodzi o szukanie wariantu idealnego, bo przy tej skali inwestycji taki przebieg może po prostu nie istnieć. Chodzi o wybór rozwiązania, które zostawi mniej przeciętych gospodarstw, mniej utrudnień w dojeździe do kwater i mniej siedlisk tuż przy trasie.

Mniejsze straty przy innym przebiegu

Protestujący przekonują, że popierany przez nich przebieg byłby dla gminy Pniewy mniej dotkliwy. W ich ocenie oznaczałoby mniej kolizji z sadami, mniej przeciętych gospodarstw i mniejszą skalę codziennych utrudnień. Pan Arkadiusz Sztreflik szacuje, że w samej jego miejscowości taki przebieg mógłby przeciąć ponad 20 gospodarstw.

Protest w sobotę

Sadownicy i mieszkańcy zapowiadają protest na sobotę, 11 kwietnia, o godz. 14.00 w Pniewach przy DK50, w rejonie Urzędu Gminy. Chcą pokazać, że w sadowniczym rejonie nowa trasa to nie tylko kreska na mapie. To także możliwość dalszej pracy tam, gdzie sadownictwo od lat jest ważną częścią lokalnej gospodarki.

08. kwiecień 2026 13:28