Najpierw północ i północny wschód
Według FruitVeB pierwsza fala chłodu najmocniej uderzyła w północną i północno-wschodnią część Węgier. Temperatury spadały tam lokalnie od -2 do -8 stopni Celsjusza. Najtrudniejsza była noc z 10 na 11 kwietnia. Organizacja zwraca przy tym uwagę, że właśnie w tej części kraju znajduje się około 60% węgierskich sadów.
Skalę szkód zwiększył moment wystąpienia mrozu. Jak podaje FruitVeB, wiele gatunków znajdowało się wtedy w najwrażliwszych fazach rozwojowych: w kwitnieniu albo w fazie młodych zawiązków. Dotyczyło to między innymi wiśni, śliw, czereśni i grusz. Jabłonie w części regionów już kwitły, a w innych były tuż przed kwitnieniem.
W tych fazach mróz niszczy szybko
Węgierska organizacja przypomina, że w takich fazach temperatury poniżej -2°C powodują już uszkodzenia, a przy dalszym spadku straty szybko rosną. Poniżej -6°C można mówić praktycznie o całkowitej utracie plonu.
Druga fala objęła niemal cały kraj
Jak informuje FruitVeB, druga fala chłodu trwała od 27 kwietnia do 1 maja. Najpierw ponownie uderzyła w północ i północny wschód, ale jeszcze większe znaczenie miały przymrozki z nocy na 1 maja. Wtedy temperatury spadły od -2 do -9°C, a mróz objął już praktycznie cały kraj.
Dotknął także wcześniej oszczędzone rejony produkcyjne w komitatach Bács-Kiskun i Pest, gdzie znajduje się około 20% sadów owocowych. Według FruitVeB szczególnie duże szkody powstały wtedy w rejonach sadowniczych między Dunajem i Cisą.
Straty są duże, ale na pełny bilans trzeba poczekać
FruitVeB podkreśla, że dokładna ocena strat nadal trwa. Na tym etapie nie da się jeszcze precyzyjnie określić poziomu szkód według regionów i gatunków. Organizacja zaznacza jednak, że już dziś można mówić o drastycznych wiosennych stratach przymrozkowych w skali kraju, porównywalnych z ubiegłorocznymi.
Pełniejszy obraz plonu ma być widoczny dopiero pod koniec maja. Poza samymi uszkodzeniami po mrozie problemem jest także susza. To ona może dodatkowo nasilać naturalny opad zawiązków.
Opis sytuacji przedstawiony przez FruitVeB jest więc bardzo zbliżony do tego, co dziś widać w polskich sadach: dwie fale przymrozków, duże uszkodzenia i wciąż otwarte pytanie o ostateczny poziom plonu.
