Sad24
StoryEditorPrzymrozki

Białośliwie po przymrozkach czwarty rok z rzędu. W tych sadach stawką jest już przetrwanie

Data:  05 maj 2026Autor:
05 maj 2026

Sadownicy z okolic Białośliwia notują dotkliwe straty po przymrozkach praktycznie czwarty rok z rzędu. Sytuację mogą poprawić tylko konkretne inwestycje, a nie coroczna pomoc na przetrwanie.

Sadownicy z okolic Białośliwia notują dotkliwe straty po przymrozkach praktycznie czwarty rok z rzędu. Sytuację mogą poprawić tylko konkretne inwestycje, a nie coroczna pomoc na przetrwanie.

Przymrozki w wielkopolskich sadach

Sadownictwo w Polsce to nie tylko „Grójec” i „Sandomierz”. To także mniejsze zagłębia. Jednym z nich są miejscowości takie jak Białośliwie, Okaliniec i Pobórka Wielka w powiecie pilskim. Razem to około 700 hektarów sadów. Tutaj również ostatni tydzień kwietnia minął pod znakiem przymrozków. Równocześnie jest to czwarty sezon, w którym notowane są duże straty po spadkach temperatury.

– Sytuacja u nas wygląda podobnie jak w innych zagłębiach. Krótko mówiąc, jest bardzo źle. Czwarty z rzędu przymrozkowy sezon to już nie walka o cenę czy plon, ale walka o przetrwanie gospodarstw – mówi nam Sławomira Król, przewodnicząca oddziału ZSRP w Pobórce Wielkiej.

W tej okolicy trudno znaleźć zdrowe zawiązki na jabłoniach. Odsetek uszkodzeń szacowany jest wstępnie na 95–100%. W najlepszym scenariuszu oznacza to przeciętne zbiory przy bardzo dużym odsetku jabłek nadających się wyłącznie do przetwórstwa. Co zaskakujące, przymrozki dość dobrze zniosły śliwy, ale nie stanowią one trzonu produkcji. Temperatury spadały tu do minimum -6,6°C na wysokości 1,5 metra. Lokalnie kończyły się nawet możliwości zraszania nadkoronowego.

Czy ochrona przyniesie efekty?

Nasza rozmówczyni zakupiła maszyny do podnoszenia temperatury w sadzie. W czereśniach palono także piecyki. – Chroniliśmy 5,5 hektara sadu czereśniowego i zużyliśmy do tego dwa tiry brykietu torfowego. Jak dotąd nie widzimy pozytywnych efektów. Można powiedzieć, że drzewa „zatrzymały się” – dodaje działaczka.

Duże koszty i niepewne efekty to jedno. Do tego dochodzi także ogromne zmęczenie. Rozpalanie i pilnowanie piecyków od 22:00 do 6:00 rano. Później sen do południa, obiad i rozpoczęcie przygotowań do kolejnej mroźnej nocy, i tak cztery razy… Sadownicy w całym kraju byli w minionym tygodniu dosłownie wykończeni.

Konieczne zmiany systemowe!

Pani Sławomira jest zdania, że doraźna pomoc jest potrzebna dla dalszego funkcjonowania gospodarstw, ale nie uzdrowi branży. Musimy wreszcie wprowadzić system powszechnych ubezpieczeń. – Ubezpieczać powinni się dosłownie wszyscy. Widzimy, że z roku na rok ma miejsce coraz więcej ekstremalnych zjawisk pogodowych. Możliwość ubezpieczania się przez minuty czy godziny to przecież farsa – podsumowuje.

Ponadto apeluje nie o coroczne wsparcie po katastrofalnych przymrozkach, suszach czy gradobiciach, ale o dofinansowania do zakupu technologii, które nas przed nimi ochronią. W przypadku przymrozków będą to przeróżne maszyny i systemy zraszania nadkoronowego wraz ze stawami. Potrzebne są także fundusze, które pozwolą w większym stopniu pokryć polskie sady siatkami przeciwgradowymi i foliowymi osłonami w przypadku czereśni. – Nie potrzebujemy corocznej „kroplówki” na przetrwanie, tylko inwestycji, które przynajmniej w jakimś stopniu uniezależnią nas od coraz bardziej kapryśnej pogody – kwituje naszą rozmowę.

05. maj 2026 14:28