Jedni płacą 1,30 zł, a inni płacili 2,50 zł/kg
To normalne, że każdy pracownik chce zarobić jak najwięcej. To również naturalne, że pracodawca chciałby zapłacić jak najmniej. Wszyscy są świadomi, że przed sezonem zbioru każdego gatunku nie brakuje plotek i spekulacji, aby przeciągnąć szalę stawek na swoją korzyść.
W tym sezonie część sadowników przystała na pierwsze propozycje pracowników około 15 lipca. Argumentem była szybko rosnąca cena, wysokie koszty utrzymania się i ubiegłoroczne stawki od zbioru, które wszystkim zapadły w pamięci. W efekcie byli tacy, którzy hojnie oferowali za każdy zerwany kilogram 2,00, a nawet 2,50 zł/kg.
Tak to już jest, że pracownicy bardzo szybko dowiadują się o wzroście cen w skupach. W efekcie mają argument do podnoszenia swoich oczekiwań. Dziwnym trafem nie docierają do nich informacje o obniżkach… Wszyscy sadownicy doskonale wiedzą, jak trudno jest obniżyć stawki godzinowe czy stawki za każdy zebrany kilogram owoców. W tym miejscu część czytelników zapewne skomentuje te rozważania opinią, że „cena sprzedaży owoców w ogóle nie powinna interesować pracowników”.
Nie psuj komuś sezonu!
Dziś warto zapytać tych szczodrych sadowników, ile obecnie płacą za zbiór? Cena w skupach spadła w pięć dni o 35% lub więcej. Jak wyglądają ich finanse i czy zostali przy 2,00 zł/kg, dzieląc się dochodem ze sprzedaży po połowie? Jeśli skończyli zbiory przy wyższych cenach, to problem ich nie dotyczy…
Problem dotyczy natomiast sadowników, którzy zaczęli zbiory przy stawce 4,00–4,20 zł/kg. Tym omawiani hojni pracodawcy zrobili przysłowiową „krecią robotę”, ponieważ to naturalne, że Polacy, którzy zarabiali 2,00 zł od kilograma, nadal chcieliby zarabiać tyle samo.
Nie wiemy, czy wiśnie w następny poniedziałek będą kosztowały 2,00 czy 7,00 zł/kg. Niech tegoroczny sezon będzie dla nas najlepszą nauczką, że jako branża musimy – w miarę możliwości – mieć spójną politykę wynagrodzeń. Po drugie, sezon wiśniowy 2026 to też nauczka, że ze stawkami nie ma co „szarżować”.
