Sad24
StoryEditorCeny detaliczne

Jabłka droższe o złotówkę? Polak wydałby 12 zł więcej rocznie

Data:  03 listopada 2026Autor:
03 listopada 2026

Podwyżka ceny jabłek o złotówkę za kilogram oznaczałaby dla przeciętnego Polaka wydatek większy o zaledwie 12 zł rocznie. Dla sadowników i grup producenckich mogłaby jednak oznaczać znaczną poprawę rentowności. Dlaczego więc postulat, z którym sadownicy protestowali pod centralą właściciela Biedronki już pięć lat temu, wciąż pozostaje niezrealizowany?

Podwyżka ceny jabłek o złotówkę za kilogram oznaczałaby dla przeciętnego Polaka wydatek większy o zaledwie 12 zł rocznie. Dla sadowników i grup producenckich mogłaby jednak oznaczać znaczną poprawę rentowności. Dlaczego więc postulat, z którym sadownicy protestowali pod centralą właściciela Biedronki już pięć lat temu, wciąż pozostaje niezrealizowany?

Spożycie jabłek w Polsce spada

Średnie roczne spożycie jabłek w UE, w tym w Polsce, niestety spada. Wyniki badań nie pozostawiają wątpliwości. W latach 90. było to nawet 20 kg na osobę, a dziś 11–12 kg, zależnie od metodologii. Dziś skupimy się na aspekcie najważniejszym, czyli na pieniądzach.

Złotówka więcej za każdy kilogram jabłek

Przyjmijmy, że każdy Polak zjada średnio 12 kg jabłek rocznie. Jeśli przemnożymy to przez najczęściej spotykaną cenę detaliczną w dyskontach – 4,49 zł/kg – otrzymamy 53,88 zł rocznie. W skali roku to bardzo mały wydatek i chyba wszyscy się z tym zgodzą.

Jeśli ten sam przeciętny konsument zapłaciłby za każdy kilogram, niezależnie od ceny detalicznej, o złotówkę więcej, oznaczałoby to wydatek wyższy o 12 zł. Czy to dużo w skali roku? Tyle wrzucamy nierzadko do parkometru w większym mieście... Tyle kosztują dwa chleby...

Ceny detaliczne muszą być wyższe

Istota postulatu jest taka, że jeśli ze wspomnianej złotówki sadownik otrzyma 50 groszy więcej, a grupa producencka zarobi kolejne 50 groszy, rentowność obu biznesów diametralnie się poprawi. Natomiast kondycja finansowa konsumenta na tym nie ucierpi. Oczywiście przy naszej skali produkcji nie wrócimy już raczej do rentowności sprzed 30 lat, ale sytuacja wyraźnie by się poprawiła.

Pomysł pojawił się po raz pierwszy podczas protestu Związku Sadowników RP we wrześniu 2021 roku. Wówczas sadownicy protestowali pod centralą firmy Jeronimo Martins, właściciela sieci Biedronka.

Jak przekonać markety?

Postulat jest dziś jeszcze bardziej aktualny. Niestety, jako branża jesteśmy „na łasce” dyskontów, które walczą o klienta przede wszystkim ceną i mają nad sadownikami niewyobrażalną przewagę kontraktową. Żeby przedsięwzięcie miało sens, podobne decyzje musiałoby podjąć co najmniej 6–7 największych sieci, każda niezależnie od pozostałych. Bez silnej, skonsolidowanej branży trudno jednak przekonać tak duże korporacje do poprawy warunków współpracy z dostawcami. I nie powinniśmy sami siebie oszukiwać.

Nie oznacza to, że jest to niewykonalne. Jeśli jeden z gigantów handlu detalicznego porozumiałby się z ZSRP i dostawcami, a w zamian zyskałby niemożliwy do oszacowania pozytywny rozgłos i lepszy wizerunek marki w naszej branży, pozostali chcieliby tego samego. Gdyby sadownicy informowali w internecie, że robią zakupy wyłącznie w sieci X, bo ta gra uczciwie z dostawcami jabłek, pomysł miałby większe szanse na powodzenie.

Inflacja wciąż nie dotyczy jabłek

Na końcu jest konsument, który musi za wszystko zapłacić więcej, i taką argumentację zapewne przyjęłyby korporacje. Problem w tym, że nikt nie przejmuje się konsumentem, który płaci więcej za chleb, energię elektryczną czy paliwa. Sadownicy też płacą więcej, bo za wiele podwyżek odpowiedzialna jest inflacja. Dlaczego ta sama inflacja wciąż omija jabłka i mamy swoją rentownością fundować detalistom tanie owoce?

03. listopad 2026 09:02