Sad24
StoryEditor

Sady zakładamy na 20 lat. A dziś nie wiemy, co będzie za pół roku

Data:  02 listopada 2026Autor:
02 listopada 2026

Możemy dalej kłócić się o ceny jabłek, obwiniać pośredników, grupy producenckie i markety. Tylko czy od tych sporów będzie nam łatwiej sprzedać owoce? Piotr Zieliński przyznaje, że sam nie ma recepty na naprawę rynku. Jednego jest jednak pewien: jeśli nie znajdziemy sposobu, żeby działać razem, za kilka lat część gospodarstw może już nie istnieć.

Możemy dalej kłócić się o ceny jabłek, obwiniać pośredników, grupy producenckie i markety. Tylko czy od tych sporów będzie nam łatwiej sprzedać owoce? Piotr Zieliński przyznaje, że sam nie ma recepty na naprawę rynku. Jednego jest jednak pewien: jeśli nie znajdziemy sposobu, żeby działać razem, za kilka lat część gospodarstw może już nie istnieć.

Piotr Zieliński zna branżę jako sadownik, doradca i przedsiębiorca. Rozmawia z innymi sadownikami, ale także z sieciami handlowymi i zakładami przetwórczymi. Jak mówi, widząc, co dzieje się na świecie, już w czerwcu i lipcu spodziewał się, że sezon może nie być tak dobry, jak wszyscy oczekiwali. Po stratach przymrozkowych zakładał jednak, że mniejsza ilość owoców przełoży się na lepszą sytuację w handlu. Tymczasem do niższych plonów doszły słabsze ceny i problemy ze sprzedażą. – Pierwszy raz, odkąd jestem w tym biznesie, nie wiem, jakie jest źródło tej obecnej sytuacji – przyznaje.

Nie zbudujemy współpracy, obrażając się w komentarzach

Przy takich problemach ze sprzedażą owoców o złość nietrudno i nikt nie powinien się temu dziwić. Każdy ponosił koszty przez cały rok, a sytuacja jest, jaka jest. Tylko że przerzucanie się oskarżeniami nie przybliża nas do odpowiedzi na pytanie, jak gospodarstwa mają sobie poradzić za pięć czy dziesięć lat. Co więcej, kłopoty sadowników to kłopoty grup, pośredników i dosłownie całej branży. Tylko że nie do wszystkich to jeszcze dociera.

Zdaniem naszego rozmówcy potrzebujemy merytorycznej rozmowy i współpracy. Nie możemy widzieć w sobie wyłącznie przeciwników: sadownik w pośredniku, jedna grupa w drugiej, sadownik w innym sadowniku. Owszem, każda strona ma inny interes, ale trzeba zacząć szukać spraw, w których możemy działać razem. Jego zdaniem dalsze rozdrobnienie będzie tylko pogłębiać słabą pozycję gospodarstw wobec większych odbiorców.

Sadownicy muszą się zorganizować. Ale w jaki sposób?

Piotr Zieliński rozumie, dlaczego sadownicy są nieufni wobec kolejnych pomysłów na wspólne działanie. – Ja sam kiedyś myślałem, że grupy producenckie będą chronić interesy sadowników. Ale przy ich zakładaniu popełniono błędy, część przedsięwzięć była źle zaplanowana i dziś wielu producentów źle je ocenia. Podobnie jest ze spółdzielniami, które nadal kojarzą się z dawnym, nakazowym sposobem gospodarowania – mówi Piotr Zieliński.

Trudno się temu dziwić. Tylko co dalej? Mamy dalej działać każdy na własną rękę, podczas gdy coraz silniejsi odbiorcy dyktują nam warunki? – Ja mam swoje przemyślenia, ale czy wiem, jak to zrobić? Nie wiem. Nie mam takiego pomysłu, że jest jedna recepta i na pewno wyjdziemy z kryzysu. Uważam jednak, że jeśli nie zaczniemy rozmawiać między sobą i wyciągać wniosków z dzisiejszej sytuacji, to będą tylko bankructwa – mówi.

Dlatego Piotr Zieliński zachęca do kontaktu wszystkich sadowników, także tych, którzy zupełnie się z nim nie zgadzają. Jeśli ktoś ma inny pomysł na zorganizowanie producentów, chciałby go poznać i przedyskutować. Nie wie, jaka forma współpracy okaże się najlepsza, ale jest przekonany, że dalsze działanie każdego na własną rękę niczego nie zmieni.

Sad zakładamy na 20 lat. A co będzie za pięć?

W jego opinii nie powinniśmy się dziś zastanawiać tylko nad tym, czy ceny wzrosną i o ile. To oczywiście ważne, ale przecież za rok znów będziemy mieli kolejny sezon, kolejne koszty i kolejne decyzje do podjęcia. A co będzie za pięć czy dziesięć lat? Zakładając nową kwaterę, myślimy o perspektywie 15–20 lat, a w przypadku niektórych upraw – jeszcze dłuższej. Jak przypomina, nie zmienimy profilu produkcji sadowniczej w jeden sezon tylko dlatego, że ceny nas rozczarowały.

Oczywiście sad można wykarczować. Tylko co dalej? Każda kolejna specjalizacja wymaga wiedzy, jakości i odpowiedniego sprzętu. Nawet w warzywnictwie, gdzie łatwiej zmienić uprawiany gatunek z sezonu na sezon, potrzebne są przecież specjalistyczne maszyny, a i tam sytuacja wcale nie jest lepsza.

Dostawcy boją się stracić odbiorców. Tak wygląda handel jabłkami z marketami

Zdaniem naszego rozmówcy największym problemem polskiego sadownictwa jest handel z marketami. Sieci mają dziś ogromną przewagę nad dostawcami i nie znikną z rynku tylko dlatego, że sadownicy są niezadowoleni z warunków współpracy. Trzeba więc znaleźć sposób, żeby skuteczniej z nimi rozmawiać.

Indywidualni dostawcy są rozgrywani na każdym kroku. Wielu nie mówi o tym głośno, bo boi się stracić odbiorcę. Są też więksi dostawcy, ale nadal za mali, żeby dyktować warunki. Jak ocenia Piotr Zieliński, w Polsce nie ma dziś podmiotu, który miałby wystarczającą siłę, żeby czegoś od marketów wymagać.

I trudno się dziwić, że rynek wygląda tak, jak wygląda, skoro nawet więksi dostawcy obawiają się otwarcie mówić o problemach we współpracy. Jeśli każdy negocjuje osobno i każdy boi się utraty odbiorcy, trudno oczekiwać, że warunki handlu nagle się poprawią. Właśnie dlatego nasz rozmówca tak mocno przekonuje do konsolidacji. Nie chodzi o to, żeby wszyscy sprzedawali jabłka w ten sam sposób, ale żebyśmy w końcu mieli silniejszą pozycję wobec kupujących.

Mniej jabłek, słabsze ceny. Nawet przymrozki nie pomogły

Zdaniem Piotra Zielińskiego przez ostatnie lata o lepszych cenach w dużej mierze decydowała pogoda. Tylko że to droga donikąd. Z wyższych stawek mogli przecież cieszyć się głównie ci, których przymrozki czy inne niekorzystne zjawiska oszczędziły. Nie brakuje gospodarstw, które kolejny rok z rzędu ponoszą straty. A obecny sezon dodatkowo pokazał, że nawet mniejszy plon wcale nie gwarantuje dobrych cen i zbytu.

Oczywiście każdy ma swój interes i nie można wierzyć, że przetwórca, pośrednik czy market będą się zastanawiać, czy sadownicy sprzedają jabłka z zyskiem, czy ledwo wiążą koniec z końcem.

O sytuację obwiniamy też przetwórców. Ale jak mówi Piotr Zieliński, trzeba też uczciwie przyznać, że odbiorcy produktów z jabłek bardzo ostrożnie podchodzą do zakupów. Nie wiedzą, jak będzie wyglądał handel za miesiąc, dwa czy pół roku, więc nie chcą podejmować pochopnych decyzji. Są zakłady, które stały, zamiast kupować jabłka. Co za to odpowiada? Niepewność na pewno, ale faktem jest też, że import jest ogromny i są osoby, które podejrzewają, że nie zawsze jest on rejestrowany.

Monitoring plonów i ubezpieczenia sadów. Od czego zacząć zmiany?

Piotr Zieliński uważa, że jednym z pierwszych kroków powinien być rozwój monitoringu plonów. Prace już trwają, ale chodzi o to, żeby mieć możliwie dokładną wiedzę, ile owoców produkujemy, jakiej są jakości i w których rejonach się znajdują.  Bo jeśli będziemy wiedzieć, jakimi plonami dysponujemy, łatwiej będzie rozmawiać z odbiorcami i myśleć o konkretnych kontraktach. Dziś często trudno przewidzieć wielkość produkcji, a później jeszcze trudniej zaplanować sprzedaż.

Kolejna sprawa to ubezpieczenia. Plony trzeba przecież zabezpieczać, a obecnie w wielu przypadkach jest to niemożliwe lub nieopłacalne. Ubezpieczyciele nie chcą zawierać polis, ponieważ ryzyko w sadownictwie jest zbyt duże. Czy łatwo będzie to zmienić? Nie. Ale bez rozwiązania tego problemu trudno mówić o spokojnym planowaniu wieloletnich inwestycji.

Zdaniem naszego rozmówcy potrzebujemy więc zarówno lepszej wiedzy o produkcji, jak i możliwości jej zabezpieczenia. Tylko że nawet jeśli będziemy wiedzieć, ile mamy jabłek i uda się je ubezpieczyć, nadal pozostanie pytanie, jak skuteczniej je sprzedać. A tutaj znów wracamy do współpracy między producentami.

Piotr Zieliński zaprasza do rozmowy

Nasz rozmówca nie ukrywa, że jego zdaniem jedyną organizacją, która dziś działa wyłącznie w imieniu sadowników, jest Związek Sadowników RP. Ale przecież nie wszyscy muszą podzielać tę opinię. Sam przyznaje, że również na spotkaniach związkowych dochodzi do sporów. Tylko że tam można się pokłócić, przedstawić argumenty, a później spróbować dojść do porozumienia. I właśnie takiej rozmowy chciałby również poza związkiem. Zachęca do kontaktu także sadowników niezrzeszonych i tych, którzy mają zupełnie inne pomysły na przyszłość branży. Być może trzeba zorganizować otwarte spotkanie? Nawet bez kamer, jeśli dzięki temu łatwiej będzie porozmawiać. Ktoś może mieć przecież dobry pomysł, ale nie mieć możliwości, żeby samemu go zrealizować. Dlaczego więc nie spróbować wspólnie?

– Krytyki się nie uniknie, ale uznałem, że jeśli nie będziemy głośno mówić o tym, co się dzieje, na pewno nic się nie zmieni. Wszyscy w tej branży działamy i wszyscy mamy problemy. Zapraszam do dyskusji wszystkich – mówi.

Oczywiście można się z Piotrem Zielińskim nie zgadzać. Można mieć zastrzeżenia do działalności Związku Sadowników RP, do grup producenckich czy do pomysłów na konsolidację. Tylko co w takim razie proponujemy w zamian? Zachęcamy do dyskusji. Do części problemów poruszonych w dzisiejszej rozmowie wrócimy w kolejnych artykułach na SAD24.

 

02. listopad 2026 12:41