Na południowym zachodzie Opolszczyzny sezon ruszył szybciej
W wielu sadach w Polsce sadownicy dopiero zastanawiają się, czy przed świętami wykonać pierwsze zabiegi. W gospodarstwie Marty i Arkadiusza Lechoszest z Grudyni Wielkiej w gminie Pawłowiczki ten etap jest już dawno za nimi. W tym rejonie przyroda zwykle budzi się wcześniej niż w centrum kraju. W tym sezonie różnica jest jednak większa niż zwykle i sięga około 7–10 dni.
To widać nie tylko po tempie rozwoju drzew, ale przede wszystkim po decyzjach, które trzeba było podjąć dużo wcześniej niż w głównych zagłębiach sadowniczych.
W wielu rejonach to dopiero początek
Na Mazowszu, w rejonie Sandomierza czy na Lubelszczyźnie sytuacja wygląda dziś spokojniej. Doradcy publikują zalecenia, firmy handlowe przekazują kolejne komunikaty, a sadownicy analizują, czy wykonać pierwsze zabiegi jeszcze przed świętami.
Część gospodarstw ma już za sobą zabieg olejowy i miedziowy. Na cieplejszych stanowiskach, zwłaszcza na Ligolu czy Idaredzie, widać też więcej zielonej tkanki. Mimo to w większości sadów sezon dopiero się rozpędza i presji czasu jeszcze nie ma.
Tu miedź była już trzy razy
W sadzie Państwa Lechoszest spokojne czekanie nie wchodzi już w grę. Pan Arkadiusz wykonał już trzy zabiegi miedziowe i przygotowuje się do kolejnego ruchu – zabiegu z ditianonem. Wynika to zarówno z szybszego rozwoju wegetacji, jak i z pogody.
W tym rejonie spadło więcej deszczu niż w środkowej Polsce, a tkanka liściowa jest już bardziej rozwinięta i wymaga ochrony. Dobrze widać to choćby na Jonagoldach.
Na samej ochronie się nie kończy. Jak wyjaśnia sadownik, najbliższy zabieg będzie połączony z drugim dokarmianiem. Cel jest prosty: dobrze przygotować drzewa do kwitnienia.
Gdy wyprzedzasz resztę kraju, musisz decydować sam
Nasz rozmówca przyznaje, że w tym sezonie musi jeszcze bardziej niż zwykle opierać się na własnych obserwacjach i własnej wiedzy. W głównych rejonach sadowniczych dostęp do informacji jest łatwiejszy – można porównywać sytuację z sąsiednimi gospodarstwami i odnosić zalecenia do bardzo podobnych warunków.
W rejonie Grudyni Wielkiej wygląda to inaczej. Gdy wegetacja wyprzedza resztę kraju o 7–10 dni, nie da się po prostu kopiować decyzji z innych regionów. Tym bardziej na takim etapie rozwoju, kiedy wszystko zmienia się błyskawicznie. Pan Arkadiusz podkreśla, że nieocenione są porady dr Andrzeja Soski z Soska Konsuling i Marcina Piesiewicza, ale tak czy inaczej decyzja jest po jego stronie.
Jak podkreśla, jest przyzwyczajony do tego, że decyzje podejmuje w 100% sam. Jego zdaniem właśnie tak powinien działać każdy sadownik – zabiegi trzeba wykonywać na podstawie własnych obserwacji sadu, a nie dlatego, że ktoś inny już coś zrobił.
Początek sezonu może zdecydować o jakości
Zdaniem sadownika szczególnie ważny jest początek sezonu – jeszcze przed kwitnieniem i zawiązaniem owoców. Jeśli wtedy dopilnuje się ochrony, dalsza część sezonu jest po prostu łatwiejsza.
W jego gospodarstwie ma to szczególne znaczenie, bo duża część jabłek sprzedawana jest poprzez ich własną sieć jabłkomatów. W takim modelu nie ma miejsca na błędy. Większy wysiłek włożony teraz ma się później przełożyć na jabłka, które będą dobrze wyglądały, dobrze smakowały i spełnią oczekiwania klientów.

