Jest środek sezonu, a nowy opryskiwacz nie działa

opryskiwacze

Sadownik kupił na kredyt nowy opryskiwacz sadowniczy. Po tygodniu wystąpiła usterka, która uniemożliwia wykonanie zabiegów. Producent jest pewny jakości swojej maszyny i gotowych podzespołów. Przed sprzedażą test z cieczą wypadł wzorowo. Jak zakończy się ta sprawa? Miejmy nadzieję, że panowie się „dogadają”.

– Na początku współpraca przebiegała dobrze. Nic nie zwiastowało nadchodzących problemów – mówi Paweł Czerwiński, sadownik z okolic Mogielnicy, kupił nowy opryskiwacz sadowniczy na kredyt. Producent z Szydłowca przywiózł sprzęt do gospodarstwa. Zapłacono gotówką. Niestety, niedługo później zaczęły się kłopoty.

Po tygodniu urwał się jeden z elementów, na którym zamocowany jest wirnik. Pan Paweł zadzwonił do producenta i poinformował o usterce. Ten przyjechał do gospodarstwa i naprawił maszynę. Niestety, w trakcie następnego zabiegu usterka znowu się uaktywniła. W efekcie wirnik zaczął wpadać w nadmierne wibracje, które uniemożliwiają wykonanie zabiegu. Ponadto grożą kolejnymi usterkami, bądź uszkodzeniami pozostałych części maszyny.

Nasz rozmówca po raz kolejny poinformował producenta o poważnej wadzie konstrukcyjnej, która pojawiła w praktycznie nowym opryskiwaczu. Właściciel firmy miał ją naprawić w umówionym terminie. Ani przyjazd, ani naprawa nie miały miejsca. Pan Paweł twierdzi, że od tamtej pory jest zbywany, a producent nie odbiera telefonów.

– Jest środek sezonu. Nie mam ani pieniędzy ani opryskiwacza. Zabiegi wykonuję 30 letnim opryskiwaczem – opowiada. Rozgoryczony sadownik chciał naprawić usterkę na własny koszt w okolicznych warsztatach. Fachowcy twierdzą, że to wina złego wyważenia, jednak odradzają kolejne wydatki. Maszyna podlega gwarancji i wada konstrukcyjna powinna być  naprawiona przez producenta. Zwłaszcza, że doszło do niej po wykonaniu kilku zabiegów.

– Produkuje ponad 100 opryskiwaczy sadowniczych na rok. Ręczę za swoje maszyny –skontaktowaliśmy się również z producentem. Pan Zbigniew Sawicki jest pewny jakości swoich produktów. Zdaniem producenta sadownik próbował naprawiać, bądź modyfikować opryskiwacz na własną rękę i stąd problemy.

Do produkcji opryskiwaczy używamy wirników renomowanej firmy WingFan, które są montowane w wielu markach opryskiwaczy. Zdaniem producenta nie ma możliwości, że wirnik wpada w wibracje bez ingerencji użytkownika. Produkty wspomnianej firmy są poddawane dokładnej kontroli jakości. Co więcej każdy z opryskiwaczy produkowanych przez firmę jest testowany po montażu. Również maszyna pana Pawła wzorowo przeszła praktyczny test z wodą.

Producent opryskiwaczy jest zdania, że sadownik powinien najpierw oddać sprzęt do naprawy zanim zacznie nagłaśniać sprawę. Pan Zbigniew jest zniesmaczony tym, że klient na forum publicznym źle wyraża się o jego produktach, zamiast spróbować dojść do konsensusu.

Drugi z naszych rozmówców zaprasza sadownika do swojej firmy razem z zakupioną maszyną. Tak, aby razem opryskiwacz rozmontować i spróbować się porozumieć. Miejmy nadzieje, że opisany spór skończy się w polubowny sposób.

6 KOMENTARZE

  1. Miałem ten sam problem z jedną z firm produkujących opryskiwacze z Szydłowca jakieś 15 lat temu psuł się na gwarancji raz za razem serwis nie potrafił usunąć usterek . Przyjeżdżali kilka razy i wciąż to samo . Wreszcie ich olałem i Sam naprawiłem działał jeszcze kilka lat bo żeby naprawić to trzeba mieć trochę pojęcia i pomyśleć a nie wymieniać kolejnych podzespołów

  2. Firma i jej produkty są dobre tylko trzeba mieć szczęście i trafić na Sawickiego (przyjemny starszy Pan) bo młody zięć to prosty burak i nie da się z nim dogadać

  3. Do normalnego zjawiska nie należy podczepianie opryskiwacza do auta osobowego i holowanie go z sądu do sadu przy prędkościach wiemy jakich. I zrobienie w zaczepie kika otworów montując zaczep samochodowy. Stąd pękania nawet i konstrukcji. Szanowny Pan redaktor /redaktorka tego artykułu niech o tym napisze i wst8awi jakieś zdjęcie. Maszyna też ma już rok czasu a nie kilka tygodni, proszę pisać troszkę prawdy

    • Nie bronie tu producentów ale znam przypadek jak ktoś /pracownik / wjechał na zakręcie Dominiakiem do otwartej studzienki z zaworami nawodnienia. Resztę sobie sami wyobraźcie jak popierdzielił ramę. A potem ” za słaba rama!!”. I producent naprawia.

  4. Odnośnie powyzszego: pracownik legalnie zatrudniony robiąc szkodę w gospodarstwie pracodawcy odpowiada do wysokości 3 miesięcznej pensji za szkody które wyrządził. Jeśli jest o tym poinformowany, to uważa żeby nie wjechać opryskiwaczem do studzienki. I nie szarpie żeby zdążyć zanim to zobaczy gospodarz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz swoje imię