Najpierw pożar, potem walka o dalszą pracę
Pożar w gospodarstwie trudno nazwać inaczej niż prawdziwą tragedią. Jedna chwila zabiera dorobek wypracowywany przez lata. Do takiego zdarzenia doszło kilkanaście dni temu w jednym z gospodarstw sadowniczych. W nocy z 14 na 15 marca w gospodarstwie sadownika z Janowa niedaleko Białej Rawskiej ogień zniszczył dużą część zaplecza potrzebnego do prowadzenia produkcji.
Takie zdarzenie zawsze jest tragedią, która wywraca życie do góry nogami, ale wiosną, kiedy w gospodarstwie jest najwięcej prac, to podwójny cios. Bez podstawowych maszyn trudno myśleć o normalnym funkcjonowaniu gospodarstwa.
Najpierw pomagali w cięciu sadu
Jednak po pożarze sadownik nie został sam. Wcześniej sąsiedzi i znajomi z okolicy pomagali mu już przy cięciu sadu. Odbiło się to szerokim echem w sadowniczej społeczności, bo taki gest naprawdę budzi podziw i pokazuje, że dziś nadal możemy mówić o solidarności i bezinteresownej pomocy w obliczu nieszczęścia.
Teraz zrobili coś jeszcze ważniejszego
Tym razem mieszkańcy poszli krok dalej. Jak się dowiedzieliśmy, złożyli się i kupili poszkodowanemu sadownikowi opryskiwacz. Dziś został on przekazany. Złożyło się wspaniale, bo poszkodowany obchodzi dziś 40 urodziny:)
Taka solidarność budzi wielki szacunek
W sadownictwie często mówi się o problemach, kosztach i trudnościach. Tym bardziej warto pokazywać takie historie. Mieszkańcy z Janowa nie ograniczyli się do słów wsparcia. To gest, który budzi ogromny szacunek.
Właśnie dlatego ta historia robi tak duże wrażenie. Bo nie chodzi już tylko o pomoc na jeden dzień czy jeden tydzień. Dzięki temu pojawiła się realna szansa, by dalej prowadzić produkcję.

