Na plantacjach porzeczek uwaga skupia się dziś głównie na mączniaku, mszycach i stymulacji rozwoju owoców. Warto jednak wrócić do jeszcze jednego zagrożenia. Chodzi o wielkopąkowca, który na części plantacji nadal jest poważnym problemem. Z lustracji prowadzonych przez mojego kolegę z zespołu, Sławomira Sońtę, w okolicach Zwolenia, Lipska i szerzej na południowym Mazowszu wynika, że szkodnik właśnie migruje z pąków wzdłuż pędów i szuka miejsc do zasiedlenia na kolejny sezon.
Szkodnik migruje z pąków
Wielkopąkowiec najczęściej kojarzy się z okresem wczesnej wiosny, kiedy wykonuje się pierwsze zabiegi. To jednak nie znaczy, że później przestaje być zagrożeniem. Są plantacje, które miejscami są bardzo mocno porażone przez tego szkodnika.
Szczególną uwagę warto zwrócić na plantacje, które były porażone w minionych sezonach i gdzie objawy były widoczne już wiosną. Długa wiosna i wydłużony okres ocieplania się sprawiły, że zabiegi wykonane wcześniej nie wszędzie zadziałały w pełni skutecznie. Część szkodnika przetrwała w pąkach i teraz migruje dalej. Dlatego nie warto patrzeć tylko na to, co dzieje się pod liśćmi. Trzeba dokładnie oglądać także pędy.
Ortus plus Siltac przy najbliższym ociepleniu
W obecnej sytuacji można wykorzystać produkt zarejestrowany do zwalczania przędziorka, czyli Ortus. Taki zabieg będzie równocześnie pobocznie ograniczał wielkopąkowca. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że to raczej pozytywne działanie poboczne i samo to rozwiązanie nie da pełnej skuteczności.
Dlatego zabieg warto połączyć z produktem o działaniu mechanicznym, takim jak Siltac. Przy najbliższym ociepleniu, gdy będzie sucho i ciepło, taką mieszaninę można wykonać. Mówimy o Ortusie oraz 1,5 litra Siltacu na 1000 l wody, czyli stężenie 0,15%.
Po 5–6 dniach kolejny krok
To jednak nie koniec działań. W najbliższym czasie warto dalej utrudniać rozwój tego szkodnika. Około 5–6 dni po zabiegu akarycydowym można wykonać kolejny zabieg Miligardem.
W tym rozwiązaniu chodzi z jednej strony o działanie nawozowe, czyli fosfor i potas dla rozwijających się zawiązków oraz pierwiastki energetyczne dla rośliny. Z drugiej strony ma ono również działanie wysuszające na to, co znajduje się na roślinie.
Na plantacjach porzeczek nie można dziś skupiać się wyłącznie na mączniaku, mszycach i kondycji zawiązków. Warto dokładnie obejrzeć również pędy, szczególnie tam, gdzie wielkopąkowiec dawał o sobie znać już wcześniej. To właśnie teraz jest moment, żeby sprawdzić, czy szkodnik nie przemieszcza się i nie buduje potencjału na kolejne miesiące.
