Parch jabłoni. To może być „mega-infekcja”
Zacznijmy od tego, że aura w kwietniu zdecydowanie nie sprzyjała wysiewom i infekcjom parcha jabłoni. Opadów było dosłownie jak na lekarstwo. W przykładowej lokalizacji w gminie Mogielnica spadło w kwietniu zaledwie nieco ponad 7 mm deszczu, i to przede wszystkim na początku miesiąca. W pozostałych zagłębiach było podobnie albo niewiele lepiej.
Takie warunki sprawiają, że mamy dziś ogromną liczbę dojrzałych zarodników, gotowych do wysiewów i infekcji. Wspomniany brak opadów sprawił, że brakowało warunków, w których zarodniki workowe mogłyby zagrozić jabłoniom. W efekcie ich pula jest obecnie bardzo duża, co dobrze ilustruje zrzut ekranu z modelu rimpro.
Przy założeniu dłuższego zwilżenia liści w czwartek i piątek z czystym sumieniem możemy mówić o prawdopodobieństwie „mega-infekcji” i nie będzie w tym przesady. Przy prognozowanej temperaturze powyżej 14°C w nocy i nieco wyższej w ciągu dnia patogen potrzebuje niespełna doby zwilżenia liści, aby spowodować silne infekcje.
Konieczne zabezpieczenie sadów
Dobrym rozwiązaniem będzie zastosowanie ditianonu, który lepiej utrzymuje się na powierzchni drzew. Do tego substancje z grupy SDHI. Przykładowa kombinacja to Delan 700WG + Sercadis 300SC.
Pamiętajmy, że mamy pełnię kwitnienia. Duża liczba płatków kwiatowych może nieco ograniczać dotarcie cieczy roboczej. Dlatego warto wykonać zabieg z nieco mniejszą prędkością. Zdajemy sobie sprawę z redukcji plonu po przymrozkach, ale wobec tak dużego ryzyka nie można przejść obojętnie. Jeśli okres zwilżenia liści będzie odpowiednio długi w stosunku do temperatury, to bez wątpienia będziemy mieli do czynienia z największą infekcją w tym sezonie.
Nie wiemy, jak długo będzie padać i jaka będzie finalna suma opadów. Modele pogodowe wskazują na opad rzędu 15–20 mm w zagłębiu grójeckim. Niemniej kluczowy będzie czas zwilżenia, a ten być może przekroczy dobę. Po długim okresie zwilżenia zapewne konieczne będą zabiegi interwencyjne, ale do tego tematu wrócimy pod koniec tygodnia.
Co z sadami po zraszaniu?
Tutaj sytuacja jest nieco inna, jednak ochrony również nie powinniśmy sobie odpuszczać. Po zraszaniu w trakcie mroźnych nocy zarodniki się wysiewały. Równocześnie, ze względu na niskie temperatury, nie dochodziło do infekcji. Nie możemy zapomnieć, że od ostatniej mroźnej nocy do prognozowanych opadów minie ponad 5 dni. Przy panujących temperaturach oznacza to również dużą pulę zarodników gotowych do wysiewu i infekowania tkanek. W związku z powyższym w takich sadach konieczna będzie analogiczna ochrona. Dobrym momentem na zabieg będzie wtorkowy wieczór i noc z wtorku na środę.
