Brak logiki w skupie wiśni
Z rozmów prowadzonych przez Piotra Pasika z członkami Stowarzyszenia i innymi sadownikami wynika, że w wielu rejonach zbiory przekroczyły już półmetek. W niektórych sadach powoli się kończą. Najlepiej widać to w przetwórniach. Kolejki może nie są krótsze, ale za to na ciężarówkach jest mniej surowca.
– Połowa zbiorów za nami. Nie ma tutaj o czym mówić. Jeśli komuś wydaje się, że sadownicy wciąż zwlekają ze zbiorem, jest w błędzie. – podkreśla. Jak zaznacza, rozmawia z sadownikami z wielu regionów i wszędzie słyszy podobne informacje.
Co więcej, tegoroczne zbiory wiśni wyniosą jego zdaniem około połowy podstawowego plonu.
– Mamy 50 proc. podstawowego plonu. Nie jakiegoś wygórowanego, tylko podstawowego. Co więcej, słyszę, że ilości dostarczane do skupów już maleją. We wstępnym szacunku GUS czytamy o plonowaniu na poziomie 125 tysięcy ton. To ponad 10% mniej niż przed rokiem... – dodaje.
Skoro owoców jest znacznie mniej, a duża część została już zebrana, trudno zrozumieć, dlaczego ceny jeszcze nie zaczęły iść w górę.
Dobra cena jest w interesie wszystkich
Zdaniem Piotra Pasika przetwórcy powinni zrewidować swoją politykę zakupową. Mówi się, że niezrozumiale niskie ceny wiśni są pokłosiem nieudanego – z punktu widzenia przetwórców – skupu truskawek i porzeczek. W przypadku tych owoców pogoda pokrzyżowała plany. Plon truskawek był znacząco obniżony, a porzeczki ugotowały się na krzewach. Skup porzeczek wystartował od niskich cen, ale kiedy plony okazały się mizerne, stawki poszybowały w górę. W efekcie owoce najniższej jakości osiągnęły najwyższe ceny. Nie jest to wina sadowników, na których teraz branża chce „odbić” sobie niepowodzenia we wspomnianych gatunkach.
– Liczę, że przy wiśniach nie powtórzymy tego scenariusza, ale dla mnie to jakieś kuriozum. Nie rozumiem, dlaczego owoce najwyższej jakości skupowane są po niskich cenach. A kiedy przetwórcy w końcu uzmysłowią sobie, z jaką sytuacją mamy do czynienia w sadach, może być już za późno – mówi Piotr Pasik.
Przy obecnych stawkach producenci nie chcą zbierać ręcznie, bo po opłaceniu pracowników prawie nic im nie zostaje. Tymczasem to właśnie ręcznie zebrane wiśnie mają najlepszą jakość.
– Najlepszy owoc jest zerwany ręcznie. Tylko jak ludzie mają tak zbierać, jeśli za samo rwanie trzeba zapłacić 1,50 - 1,70 zł, a czasem nawet 2 zł za kilogram? Ja płacę 1,70 zł. Niewiele mi później zostaje – dodaje Piotr Pasik. Jak zaznacza, nastroje wśród producentów są bardzo pesymistyczne.
Nie chodzi o rekordową cenę
Prezes Krajowego Stowarzyszenia Producentów Wiśni podkreśla, że sadownicy nie oczekują stawek oderwanych od rynku. Chcą ceny, która pokryje koszty, pozwoli im cokolwiek zarobić i zostawi pieniądze na dalsze inwestycje.
– Nie chodzi o to, żeby wiśnie kosztowały nie wiadomo ile. Chodzi o to, żeby do kosztów produkcji można było doliczyć złotówkę, może 1,50 zł. Tylko tyle. Nie ma problemu, resztę może zarobić zakład. Ale wreszcie niech rolnik też coś zarobi – mówi.
– Kto będzie kupował maszyny? Kto będzie kupował środki ochrony roślin i nawozy? Kto będzie budował hale i powiększał gospodarstwa, jeśli ludzie nie będą zarabiali na swoim produkcie? – pyta Piotr Pasik.
Cena musi pokrywać koszty produkcji
Chodzi tylko o to, żeby cena pozwalała pokryć koszty produkcji i zostawiała choć niewielką kwotę na dalsze inwestycje.
Przetwórca musi zarobić na surowcu, ale producent również nie może dokładać do zbioru. Bez takiego podejścia nie będzie ani dobrej jakości, ani inwestycji, ani stabilnej produkcji.
