Marzena, Krzysztof i Sławomir Rafalscy Sad24
StoryEditor

W Złotej bronili czereśni na kilka sposobów. Ochrona przyniosła efekt

Data:  19 maj 2026Autor:
19 maj 2026

W gospodarstwie państwa Rafalskich w Złotej koło Sochaczewa czereśnie chroniono przed przymrozkami na kilka sposobów jednocześnie. Mimo dwóch fal przymrozków i strat ocenianych dziś na około 50% gospodarze oceniają efekt ochrony dobrze, bo przy tak niszczących przymrozkach udało się uratować dużą część plonu. Najlepszy wynik dało połączenie zraszania podkoronowego, piecyków i zraszania zadaszeń.

W gospodarstwie państwa Rafalskich w Złotej koło Sochaczewa czereśnie chroniono przed przymrozkami na kilka sposobów jednocześnie. Mimo dwóch fal przymrozków i strat ocenianych dziś na około 50% gospodarze oceniają efekt ochrony dobrze, bo przy tak niszczących przymrozkach udało się uratować dużą część plonu. Najlepszy wynik dało połączenie zraszania podkoronowego, piecyków i zraszania zadaszeń.

Złota koło Sochaczewa i 17 odmian czereśni

Gospodarstwo państwa Rafalskich, które prowadzą pani Marzena i pan Krzysztof razem z synem Sławomirem, jest dobrze znane z uprawy czereśni. Oprócz czereśni uprawiane są również jabłonie, jeżyny i truskawki, ale to właśnie czereśnie są najważniejszą częścią produkcji, z której zresztą gospodarstwo słynie.

W sadzie jest aż 17 odmian. Podstawę stanowią Kordia, Regina, Areko oraz kilka odmian z serii Sweet. Pozostałe są obserwowane i oceniane pod kątem tego, jak sprawdzą się właśnie w tym gospodarstwie. Większość z nich to nowości w naszym kraju, więc takie testy są konieczne.

Dwie fale przymrozków i tydzień bez snu

Także tu przymrozki przysporzyły ogromnych problemów. Pierwsza fala, ta z początku kwietnia, nie była jeszcze zbyt groźna. Jak ocenia pan Sławomir, wówczas z powodzeniem wystarczyło zraszanie podkoronowe, które jest zainstalowane na całej powierzchni sadu czereśniowego. Wtedy nie odnotowano w zasadzie żadnych strat.

Znacznie trudniejszy był ostatni tydzień kwietnia, począwszy od nocy z niedzieli na poniedziałek, z 26 na 27 kwietnia. Jak mówią gospodarze, tak jak w większości gospodarstw czereśniowych w Polsce, był to tydzień całkowicie nieprzespany. Najniższa odnotowana temperatura to -6 stopni Celsjusza, jednak pp. Rafalscy uważają, że mogło być jeszcze zimniej, bo trzeba brać pod uwagę, że niemal cały sad był chroniony, co na pewno podniosło temperaturę.

image
Kwatera z odmianą Regina 
FOTO: Sad24

W gospodarstwie wykorzystano większość dostępnych metod ochrony przeciwprzymrozkowej. Całość była zraszana podkoronowo, przy rozstawie zraszaczy co 4 metry. Na części kwater pracowała instalacja zraszania nadkoronowego, z wykorzystaniem zraszaczy pełnoobrotowych Vyrsa. Palono też ogniska i kominki sadownicze. Tam, gdzie pozwalała na to infrastruktura, zraszacze pracowały również nad osłonami przeciwdeszczowymi, co pomagało ograniczyć utratę ciepła.

W tym roku problemem nie był tylko sam spadek temperatury, ale też charakter przymrozków. Przy typowych przymrozkach radiacyjnych łatwiej ograniczyć straty, zwłaszcza tam, gdzie działa zraszanie podkoronowe. Znacznie trudniej chronić sad wtedy, gdy dochodzi do napływu zimnego powietrza i przymrozków adwekcyjnych.

image
Kordia - potencjał plonowania był bardzo duży. Niestety, tą kwaterę udało się ochronić w niewielkim stopniu
FOTO: Sad24

Każda metoda ma swoje ograniczenia

Każda z metod ochrony przeciwprzymrozkowej ma swoje zalety i wady. Jak wyjaśniają nam państwo Rafalscy, zraszanie podkoronowe bardzo dobrze sprawdza się właśnie przy typowych przymrozkach radiacyjnych. Ich zdaniem w ten sposób można skutecznie ochronić sad, jeśli temperatura nie spada poniżej -4°C. Niestety w tym roku mieliśmy do czynienia także z przymrozkami adwekcyjnymi, a to mocno komplikowało sytuację.

Jeśli chodzi o zraszanie nadkoronowe, to oprócz typowych problemów przy dużych spadkach temperatury, takich jak odpowiedni moment uruchomienia i wyłączenia instalacji, właściwy wydatek wody i odpowiednia gęstość zraszaczy, dochodzi jeszcze problem presji chorób bakteryjnych, zwłaszcza Pseudomonas.

Jak wyjaśniają państwo Rafalscy, już w ubiegłym sezonie problem był duży. W tym roku wdrożono specjalny program, który ma za zadanie wzmacniać mechanizmy odpornościowe roślin, oparty na Bisteranie. Zrezygnowano z zabiegów miedziowych. Chociaż na niektórych drzewach w kwaterach, gdzie pracowała instalacja zraszania nadkoronowego, nastąpił rozwój choroby, na ten moment sytuacja wydaje się już opanowana.

Państwo Rafalscy przyznają jednak, że chociaż zraszanie nadkoronowe jest jedną z prostszych metod ochrony przeciwprzymrozkowej, stopniowo będą od niej odchodzić na rzecz innych rozwiązań, właśnie ze względu na presję raka bakteryjnego.

image
Sweet Saretta dobrze zniosła przymrozki
FOTO: Sad24

Piecyki pomagają, ale nie wystarczą same

Piecyki i kominki sadownicze są dobrym, choć kosztownym rozwiązaniem. Przy tak dużych mrozach muszą jednak działać razem z innym sposobem ochrony, chociażby zraszaniem osłon. Także tu pojawia się dodatkowe wyzwanie. Przez całą noc trzeba kontrolować stan oblodzenia, żeby nie dopuścić do uszkodzeń konstrukcji.

Mimo tych trudności najlepsze wyniki w tym gospodarstwie dało połączenie zraszania podkoronowego, piecyków i zraszania osłon przeciwdeszczowych. Właśnie tam czereśnie obroniły się najlepiej.

image
Odmiana Regina. Na taki efekt zapracowało zraszanie podkoronowe, piecyki i zraszanie osłon
FOTO: Sad24
image
Regina
FOTO: Sad24
image
Takie zawiązanie cieszy. 
FOTO: Sad24
image
FOTO: Sad24
image
FOTO: Sad24
image
Jedna z odmian hodowli włoskiej. 
FOTO: Sad24

Widać, gdzie weszło zimne powietrze

Biorąc pod uwagę siłę tegorocznych przymrozków, trzeba powiedzieć, że ochrona w dużym stopniu się powiodła. O skali zagrożenia najlepiej świadczą dwa przykłady. Wystarczy lustracja dwuletniej kwatery czereśni odmiany Areko, która nie była chroniona. Przy tak dużej powierzchni nie było możliwości chronić wszystkich kwater, więc podjęto decyzję, że młode nasadzenie zostanie bez ochrony. Niestety ocalały tam tylko pojedyncze zawiązki.

image
2-letnia kwatera z odmianą Areko
FOTO: Sad24
image
Odmiana Areko bez ochrony
FOTO: Sad24

Siłę przymrozków widać też na skrajnych rzędach, które nie były niczym osłonięte poza bocznymi osłonami. Tutaj szkody są bardzo duże. A tam, gdzie rzędy graniczyły z otwartą przestrzenią, straty są całkowite. To dobrze pokazuje, jak silny był napływ zimnego powietrza i jak trudno było zatrzymać go na obrzeżach sadu.

image
Skrajny rząd czereśni, odmiana Regina
FOTO: Sad24
image
Bez względu na odmianę uszkodzenia w skrajnych rzędach są bardzo duże
FOTO: Sad24
image
Skrajny rząd czereśni, odmiana Regina
FOTO: Sad24

Zawiązki już pokazują skalę uszkodzeń

Na ten moment trwa różnicowanie zawiązków i coraz lepiej widać, które zostaną na drzewach, a które opadną. To już pozwala ocenić, jak skuteczna była ochrona w poszczególnych częściach sadu. Biorąc pod uwagę początkowy potencjał plonowania, trzeba powiedzieć, że straty są duże. Jednak w tych kwaterach, gdzie stosowano kilka metod ochrony, uda się zebrać bardzo dobry plon.

Państwo Rafalscy mówią dziś o ostrożnym optymizmie, ale nie ukrywają, że nie pamiętają sezonu, w którym trzeba było ponieść aż takie nakłady tylko po to, by uratować część plonu.

 

19. maj 2026 10:14