zdjęcie poglądoweSad24
StoryEditorOwoce w marketach

Żabka sprzedaje owoce na sztuki. Rewolucji nie ma, ale pomysł warto obserwować

Data:  27 sierpnia 2026Autor:
27 sierpnia 2026

Jedno jabłko można było kupić od zawsze, więc sama sprzedaż na sztuki niczego nie zmienia. Ale jeśli jabłko zaczyna konkurować z batonikiem, drożdżówką czy kanapką jako szybka przekąska, dyskusja robi się znacznie ciekawsza.

Jedno jabłko można było kupić od zawsze, więc sama sprzedaż na sztuki niczego nie zmienia. Ale jeśli jabłko zaczyna konkurować z batonikiem, drożdżówką czy kanapką jako szybka przekąska, dyskusja robi się znacznie ciekawsza.

Informacja pojawiła się jeszcze w lipcu i właściwie przeszła w naszej branży bez większego echa. A mówimy o sieci liczącej 12 800 sklepów. Warto więc jednak zatrzymać się przy tym pomyśle trochę dłużej.

Żabka chce sprzedawać wybrane owoce na sztuki i przedstawiać je nie jako część większych zakupów spożywczych, ale jako szybką przekąskę. W letniej ofercie znalazły się między innymi nektarynki czy polskie pomidory. I o ile sama sprzedaż „na sztuki” niczego nie odkrywa, o tyle może otworzyć ciekawą dyskusję. Do tego, żeby taka forma sprzedaży rzeczywiście przyniosła jakiś pozytyw dla branży, jeszcze długa droga, ale przypomnijmy sobie, ile razy pozytywnie komentowaliśmy jabłka z Południowego Tyrolu sprzedawane na sztuki w ładnym opakowaniu?

Nie kilogram jabłek. Jedno jabłko teraz

Spotkaliśmy się już z kilkoma głosami, że sprzedaż na sztuki to żadna rewolucja, bo jedno jabłko można kupić od zawsze. Ale spójrzmy na to inaczej. Klient wchodzi do Żabki po kawę, kanapkę, batonik albo coś do zjedzenia po drodze. Jeśli obok tych produktów dostaje dobrze wyglądające jabłko i komunikat: to też jest przekąska, weź jedną sztukę – wygląda to już nieco inaczej.

Bo z czym konkuruje wtedy jabłko? Nie tylko z bananem, gruszką czy inną odmianą jabłek. Konkuruje z batonikiem, drożdżówką, ciastkiem i całą półką produktów kupowanych pod wpływem chwili. A przecież to na tym polu jabłka potrzebują dziś marketingu. Od lat dużo mówimy o spadającej konsumpcji, o tym, że trzeba promować jabłka, przypominać o ich walorach, zachęcać młodszych konsumentów. Tylko samo mówienie: „jedzmy polskie jabłka”, nie przynosi takiego skutku jakiego oczekujemy...

Jedną sztukę można było kupić zawsze

I tutaj zgoda z krytykami tego pomysłu. Technicznie nie ma w nim niczego nowego. W markecie również możemy wziąć jedno jabłko, zważyć je przy kasie i zapłacić kilkadziesiąt groszy. Nie musimy kupować dwóch kilogramów. Dlatego nie przekonuje nas opowiadanie o samej sprzedaży na sztuki jako czymś wyjątkowym. Znacznie ciekawsze jest pytanie, czy zmiana sposobu prezentowania owoców rzeczywiście zwiększy ich sprzedaż.

A gdyby pójść krok dalej?

I tutaj dochodzimy do czegoś, co naszym zdaniem byłoby jeszcze ciekawsze. Wyobraźmy sobie nie anonimowe „jabłko – 1 szt.”, ale konkretne, dobrej jakości jabłko sprzedawane pod marką. Z nazwą, charakterystycznym opakowaniem albo naklejką, powtarzalnym smakiem i konkretną odmianą. Być może jest to ciekawy pomysł dla gospodarstw sadowniczych, które sprzedają jabłka pod własną marką?

27. sierpień 2026 11:22