Kontrola wykryje. Ale to nie znaczy, że odrzuci
Tyle mówi się o zwiększeniu kontroli owoców i innych produktów sprowadzanych spoza Unii Europejskiej. Intuicyjnie zakładamy więc prostą zasadę: skoro polski sadownik nie może już używać danej substancji, to jej wykrycie w jabłkach z importu powinno oznaczać zatrzymanie partii, utylizację, powrót do nadawcy. Tak to jednak nie działa.
Kontrola sprawdza przede wszystkim, czy pozostałość mieści się w najwyższym dopuszczalnym poziomie, czyli MRL. Jeżeli dla danej substancji i produktu UE pozostawiła określony MRL, samo wykrycie substancji niedopuszczonej już do stosowania przez europejskich sadowników nie oznacza automatycznie odrzucenia towaru. Komisja Europejska potwierdza, że dopiero przekroczenie obowiązującego MRL powoduje niezgodność produktu. Najprościej mówiąc: myślimy, że jeśli jakiejś substancji my już nie możemy stosować, to z automatu, jeśli taka substancja zostanie wykryta w imporcie, to towar musi być odrzucony? Nie, nie każda.
I tu naprawdę trudno mi zrozumieć logikę tego systemu: skoro europejski sadownik nie może już stosować danej substancji, a w części przypadków jej wycofanie wiązało się również z obawami dotyczącymi zdrowia lub środowiska, to dlaczego pozostałości tej samej substancji w jabłkach z importu mogą być nadal akceptowane? Czy po przekroczeniu granicy stają się mniej niebezpieczne?
Skąd więc bierze się taki limit, skoro europejski producent nie może już zastosować środka? Są dwa mechanizmy, które warto znać.
Czym jest tolerancja importowa?
Pierwszy to tolerancja importowa. Najprościej: dana substancja jest legalnie stosowana poza Unią. Producent lub eksporter chce sprzedawać do UE owoce wyprodukowane z jej użyciem. Może więc wystąpić o ustanowienie odpowiedniego poziomu pozostałości. UE ocenia dane i bezpieczeństwo dla konsumenta. Jeżeli ocena na to pozwala, ustala MRL umożliwiający handel takim produktem. I tu znowu rodzi się pytanie: skoro europejski producent nie może tej substancji stosować, dlaczego jej pozostałości w produkcie z importu nadal są akceptowane?
Flutriafol w jabłkach jest bardzo dobrym przykładem. Zatwierdzenie flutriafolu w UE wygasło w 2021 roku, a zezwolenia na środki zawierające tę substancję zostały cofnięte. W Polsce stosowano go m.in. w ochronie zbóż i rzepaku. Jednocześnie UE utrzymała dla jabłek MRL flutriafolu na poziomie 0,4 mg/kg. A na przykład, na Ukrainie flutriafol nadal występuje w środkach zarejestrowanych do stosowania w jabłoni.
Czyli: polski sadownik flutriafolu zastosować nie może, sadownik spoza UE może, a jabłko z jego pozostałością może legalnie trafić na rynek UE, jeżeli wynik nie przekracza unijnego MRL. Kontrola, nawet jeśli będzie przeprowadzona, nic nie zmieni.
Jest jeszcze Codex. Efekt może być podobny
Jest jeszcze Codex Alimentarius, czyli międzynarodowy system norm żywnościowych. W jego ramach również ustalane są maksymalne poziomy pozostałości pestycydów – CXL. Komisja potwierdza, że unijne MRL są dostosowywane do norm Codexu, jeżeli spełniają wymagania dotyczące bezpieczeństwa konsumentów. I tu ponownie może dojść do sytuacji, w której substancji nie wolno już stosować europejskiemu producentowi, ale jej pozostałość nadal może legalnie występować w żywności z importu.
Dla branży sadowniczej dobrym przykładem będzie spirotetramat. Jego zatwierdzenie w UE wygasło 30 kwietnia 2024 roku. Nie złożono wniosku o jego odnowienie. Na Ukrainie środki zawierające spirotetramat są nadal zarejestrowane do stosowania w jabłoni. Unijny MRL dla jabłek nadal wynosi 0,7 mg/kg i odpowiada poziomowi Codexu przyjętemu dla owoców ziarnkowych.
To samo dotyczy malin. Bifentryna nie jest już dopuszczona do stosowania w ochronie roślin w UE. Polski plantator nie może jej zastosować. Tymczasem UE dopuszcza w malinach pozostałość bifentryny do 1 mg/kg. Oznacza to, że wykrycie bifentryny w malinach z importu nie powoduje automatycznie odrzucenia partii.
To nie są pojedyncze przypadki
W kwietniu 2026 roku Instytut Veblena, PAN Europe i foodwatch opublikowały analizę dotyczącą właśnie pozostałości pestycydów niedopuszczonych w UE w importowanej żywności. Według autorów analizy pozostałości co najmniej 88 substancji niezatwierdzonych w UE są nadal dopuszczalne w części produktów importowanych. Organizacje zwracają uwagę zarówno na tolerancje importowe, jak i limity wynikające z Codex Alimentarius.
Nie oznacza to, że każda substancja wycofana z użycia w UE może występować w każdym importowanym owocu. W wielu przypadkach MRL rzeczywiście obniżany jest do granicy oznaczalności. Problem polega na tym, że nie dzieje się tak automatycznie po wycofaniu substancji z europejskiej ochrony roślin.
I wracamy do początku. Można zwiększyć liczbę pobieranych prób. Można dokładniej badać importowane owoce. Ale jeżeli laboratorium znajdzie substancję, dla której w prawie UE nadal obowiązuje wyższy MRL wynikający z tolerancji importowej albo przyjętego poziomu Codexu, towar nadal do nas trafi...
Źródło: Instytut Veblena, Komisja Europejska, EFSA
