Zmowa cenowa na rynku wiśni
Drastyczny spadek cen wiśni przemysłowych sprawił, że o sprawie zrobiło się głośno w ogólnokrajowych mediach. Wnioski o jej zbadanie do UOKiK złożyli Związek Sadowników RP oraz minister Stefan Krajewski. W branży zdecydowanie przeważa opinia, że jest już zbyt późno na jakiekolwiek działanie czy interwencję, ponieważ w tym tygodniu w zasadzie będzie już po sezonie...
Do sprawy odniósł się Andrzej Gajowniczek, prezes Krajowego Stowarzyszenia Przetwórców Owoców i Warzyw, w niedawnym wydaniu programu „Agrobiznes”. Niestety w jego wypowiedzi dominowały tłumaczenia, które sadownicy słyszą od 30 lat. Warto zestawić je z kilkoma pytaniami, których nikt nie zadał rozmówcy „Agrobiznesu”...
Zmowa cenowa jest w Polsce nierealna
– Zmowa cenowa nie może występować, gdy na rynku jest kilkaset skupujących podmiotów. To jest niemożliwe – mówił w piątkowym wydaniu „Agrobiznesu” Andrzej Gajowniczek.
Warto zapytać, jaką część rynku kontroluje pięć największych podmiotów w branży i jaki nieformalny wpływ największe firmy wywierają na dziesiątki mniejszych. Niezależnie od tego, czy zmowa jest, czy jej nie ma, ceny każdego dnia spadają do niemal identycznego poziomu w mroźniach na terenie całego kraju. Ostatecznie stawka „na rampie” różni się zazwyczaj o symboliczne 10 groszy na kilogramie albo danego dnia jest identyczna w większości firm.
„Nie dajemy rady przerobić surowca”
– Zakłady są obłożone. Zakłady nie są w stanie przetworzyć tego, co rynek oferuje, dlatego ceny spadają. To jest zrozumiałe – wyjaśniał w dalszej części materiału.
Ten argument to jeden z dominujacych, które słyszymy od lat 90. Dostawy są tak duże, że przetwórcy nie dają rady ich przerobić... Wystarczy jednak porównać obecną sytuację z ubiegłym sezonem, gdy takiego problemu nie notowaliśmy. Co ciekawe, przed rokiem zebraliśmy więcej wiśni. Teoretycznie przetworzenie zbiorów o 10% mniejszych nie powinno więc stwarzać żadnych problemów, prawda?
Idąc dalej tym tropem, można zapytać, jak zakładom udawało się przerabiać zbiory większe od tegorocznych o 30–40 tysięcy ton. Tyle produkowaliśmy na początku tej dekady.
Argument pana A. Gajowniczka najskuteczniej obala jednak kalendarz. Na początku sierpnia dostawy są już tylko mniejsze. Szczyt zbiorów i dostaw przypadł na okres od 24 do 30 lipca. Obecnie za nami jest już około 80% zbiorów.
Polskie przetwory nie mogą być droższe od konkurencji
– My nie możemy oferować polskich wiśni za 30 czy 50% więcej od naszej konkurencji, bo ich po prostu nie sprzedamy – mówił przedsiębiorca.
Tutaj ma całkowitą rację. Mamy jednak klasyczny punkt widzenia dużego podmiotu z przewagą. Nasze mrożonki i koncentraty nie mogą być droższe od produktów konkurencji. Równocześnie polskie owoce mogą być skupowane po cenach, które nie pokrywają kosztów produkcji, aby spełnić ten warunek...
Nie da się funkcjonować w warunkach unijnych wymogów i produkować owoców po kosztach serbskich czy tureckich. Po raz kolejny konieczność utrzymania konkurencyjności branży przetwórczej jest więc „ufundowana” kosztem polskiego sadownika...
Mamy zapasy...
– Większość tłoczni ma potężne zapasy koncentratu z tamtego roku, na który kupowała wiśnie po 6,00–7,00 zł/kg – kończył swoją wypowiedź pan Gajowniczek.
Niestety to kolejne, chociaż pośrednie, potwierdzenie powyższej tezy.. Z tej wypowiedzi wynika, że przetwórcy mogą lub muszą „odbić” sobie ubiegły sezon niższymi cenami skupu w tym roku. Tańszy surowiec z 2026 roku pozwoli wyprodukować tańszy produkt. W efekcie sprzedaż ubiegłorocznych zapasów nie zakończy się stratą.
Źródło: agrobiznes.tvp.pl
