Sad24
StoryEditor

Nalot na borówce łatwo stracić. Chwasty, wiatr i zraszanie mogą obniżyć owoców

Data:  07 lipiec 2026Autor:
07 lipiec 2026

Owoc może być zdrowy, a mimo to stracić wartość handlową. W borówce wystarczy wytarty nalot, ślady po adiuwantach albo osad po zraszaniu, by plon wyglądał słabiej. Do tego dochodzą chwasty w dolnej części krzewu i niefortunne zabiegi na szkodniki...

Owoc może być zdrowy, a mimo to stracić wartość handlową. W borówce wystarczy wytarty nalot, ślady po adiuwantach albo osad po zraszaniu, by plon wyglądał słabiej. Do tego dochodzą chwasty w dolnej części krzewu i niefortunne zabiegi na szkodniki...

Nalot i jędrność decydują o jakości

Zdrowe owoce. O to walczymy i to podstawa, ale to jeszcze za mało. Borówka musi jeszcze dobrze wyglądać i zachować jędrność. Dużą rolę odgrywa tu trwały, równy nalot. Można go częściowo utrwalać, ale to nie pomoże, jeśli będzie się ścierał na wietrze.

Dlatego ważne są osłony od wiatru, ale także usunięcie chwastów z dolnej części krzewu. Chwasty przerastają między owoce, ocierają się o nie i pogarszają jakość plonu w dolnych partiach roślin. To właśnie tam owoce najczęściej wyglądają słabiej. Mniejsza ilość chwastów to także niższa wilgotność u podstawy krzewu, a więc mniejsza presja chorób. To kolejny element prowadzący do zdrowego owocu.

Uważać na oleje, silikony i adiuwanty

Nalot można też uszkodzić podczas zabiegów przeciw szkodnikom. Trzeba zwrócić uwagę na mieszaniny zbiornikowe. Jeżeli do zwalczania szkodników używane są rozwiązania działające mechanicznie, na przykład pochodne silikonów albo produkty oparte na naturalnych olejach, które podaje się w dużej dawce na hektar i które częściowo pokrywają roślinę, mogą one zostawiać ślady na nalocie.

Podobny efekt daje nadużywanie adiuwantów opartych na woskach roślinnych lub olejach. Mogą zmywać nalot albo powodować zacieki na owocach. Dlatego mieszaniny zbiornikowe trzeba układać ostrożnie i nie przesadzać z liczbą dodatków.

Zabiegów na szkodniki raczej nie zabraknie

Takie dodatki najczęściej trafiają do zabiegów insektycydowych. A wiele wskazuje na to, że w tym sezonie takich zabiegów będzie kilka (oczywiście w zależności od odmiany). Wiosną panował pozorny spokój. Było chłodno, rozwój szkodników nie był dynamiczny, więc przed kwitnieniem i tuż po nim nie udało się zrobić zbyt wiele.

Teraz trzeba szczególnie pilnować mszyc, które mogą mocno dać się we znaki. Nie można też zapominać o muszce plamoskrzydłej, bo zima najpewniej jej nie ograniczyła.

Zraszacze nadkoronowe nie są do letniego podlewania

Coraz więcej plantacji ma instalacje zraszania nadkoronowego do ochrony przed przymrozkami. Część plantatorów kusi, by wykorzystać je także do nawadniania. W teorii wygląda to dobrze. Taki opad poprawia uwilgotnienie, pobudza trawę w międzyrzędziach, uruchamia nawozy posypowe i zmywa kurz z liści.

Problem zaczyna się wtedy, gdy plantacja korzysta z twardej wody. Najczęściej zawiera ona dużo wapnia, żelaza i magnezu. Podana od góry na krzew dobrze nawodni roślinę, ale jednocześnie zostawi na owocach trwały osad. Taka skorupa nie zmywa się i nieodwracalnie szpeci borówkę.

Granicznym terminem dla takiego zabiegu jest według mnie koniec maja. To moment końca kwitnienia i początku intensywnego wzrostu jagód. Wtedy osad na owocu może się jeszcze częściowo rozciągnąć i popękać wraz ze wzrostem owocu. Późniejsze zraszanie przy słabej jakości wodzie oznacza już pewną dyskwalifikację plonu.

Inaczej może być tylko tam, gdzie do zraszania używa się miękkiej, cieplejszej wody ze zbiorników otwartych. W takim układzie można sobie pozwolić na taki zabieg nieco później.

Długie zwilżenie samo tworzy problem

Trzeba też pamiętać, że takie podlewanie ma sens tylko wtedy, gdy trwa kilka godzin i daje opad co najmniej 20 mm, a najlepiej więcej. To oznacza bardzo długie zwilżenie całej rośliny, także owoców.

A wtedy plantator sam buduje ryzyko infekcji. Rośnie zagrożenie szarą pleśnią, a przy ciepłej pogodzie także antraknozą.

Michał Malicki 

07. lipiec 2026 11:37