Sezon klęsk w sadach i na plantacjach
Jak przyznaje w rozmowie Grzegorz Socha, wicemarszałek województwa świętokrzyskiego, w tym roku mamy prawdziwą kumulację klęsk w sadach i na plantacjach. Wiosną były przymrozki. Kilka dni temu zmagaliśmy się z falą rekordowych upałów. Na plantacjach czarnej porzeczki temperatura między krzewami dochodziła nawet do 46°C. Skutki widać nie tylko w postaci spalonych owoców jagodowych. Miejscami doszło również do uszkodzeń samych roślin. Z całego kraju płyną informacje o ogromnej skali zniszczeń.
Przedwczoraj w Świętokrzyskiem przyszła kolejna klęska. Chociażby w gminie Obrazów, gdzie pan Grzegorz prowadzi własne gospodarstwo, przeszła ulewa z gradem. Opad sięgał tam nawet 70–80 litrów wody na metr kwadratowy. Jednak najgorsze są zniszczenia spowodowane przez grad. W jego kilkuhektarowym sadzie wiśniowym straty są ogromne.
– Po przejściach z wiosennymi przymrozkami jest to po prostu nie do uwierzenia, żeby w jednym roku tyle klęsk spadło na rolników – mówi wicemarszałek.
W czarnej porzeczce straty sięgają nawet 90%
Dziś najtrudniejszym tematem jest czarna porzeczka. Jak mówi nasz rozmówca, plantatorzy przesyłają mu zdjęcia i informacje z gospodarstw, gdzie opad owoców spowodowany uszkodzeniami termicznymi sięga nawet 90%. W wielu przypadkach plon jest minimalny. Duża część plantatorów ma dziś także kłopot ze skupem i sprzedażą tego, co jeszcze zostało na plantacjach. Do tego dochodzą szkody w młodych nasadzeniach.
A niestety, skutki wysokiej temperatury i uszkodzenia termiczne nie są dziś objęte pomocą klęskową.
To oznacza, że większość plantatorów czarnej porzeczki zostaje bez wsparcia, mimo bardzo dużych strat. W ocenie wicemarszałka potrzebna jest szybka zmiana prawa, która pozwoli objąć pomocą także plantatorów owoców jagodowych poszkodowanych przez upał.
– Rolnicy oczekują bardzo szybkiej ścieżki legislacyjnej i zmiany przepisów, które umożliwiałyby pomoc producentom takich owoców jak porzeczka czy malina – mówi.
Kolejna pożyczka nie rozwiązuje problemu
Grzegorz Socha zwraca uwagę, że to nie jest pierwszy zły rok. Część rolników ma już za sobą wcześniejsze straty i wcześniejsze zobowiązania. W takiej sytuacji dokładanie kolejnej pożyczki nic nie zmienia.
– Niektórzy mają już jedną czy dwie pożyczki. Trzecia pożyczka to tylko przybliżanie się do bankructwa – mówi wicemarszałek.
W jego ocenie rolnicy nie czekają dziś na następny kredyt. Czekają na przepisy, które pozwolą przetrwać ten rok i zmienią sytuację również w przyszłości.
Sadownicy chcą się ubezpieczać, ale często nie mogą
Nasz rozmówca zwraca też uwagę, że po każdej klęsce wraca ten sam komentarz: rolnicy mogli się ubezpieczyć. Jak mówi, to wygodne zdanie dla tych, którzy nie znają realiów sadownictwa i produkcji owoców.
Niewygodna prawda jest taka, że po wcześniejszych szkodach część gospodarstw trafia na tzw. czarne listy. Jeśli w danym gospodarstwie w poprzednich latach wystąpił grad, później uzyskanie ubezpieczenia staje się bardzo trudne, a najczęściej po prostu niemożliwe.
– Każdy z rolników chciałby się ubezpieczyć. Ja też mam 5 hektarów wiśni i chciałbym się ubezpieczyć, a nie mogę – mówi.
Podkreśla, że zmieniający się klimat wymusza zmiany w prawie, w systemie pomocy i w systemie ubezpieczeń. Bez tego ten sam scenariusz będzie wracał po każdej następnej fali mrozów, upałów czy gradu.
Potrzebny jest nowy system ubezpieczeń
W jego ocenie trzeba natychmiast rozważyć konkretne rozwiązania. Wśród nich wskazuje Państwowy Fundusz Ubezpieczeń Rolnych, w którym państwo przejmowałoby część ryzyka katastroficznego przy gradzie, przymrozkach i suszy, tak aby firmy ubezpieczeniowe nie wycofywały się z rynku. Mówi też o obowiązku oferowania polis z dopłatą państwa przez ubezpieczycieli uczestniczących w tym programie, bez zamykania sprzedaży w środku sezonu po wyczerpaniu limitów. Kolejne postulaty to wyższe dopłaty do składek, państwowa reasekuracja przy największych stratach oraz wieloletni fundusz klęsk rolniczych, finansowany z budżetu państwa i środków unijnych, uruchamiany automatycznie po wystąpieniu klęski. W jego ocenie bez takich rozwiązań dostępność ubezpieczeń będzie dalej spadać, a pomoc po stratach nadal będzie przychodziła za późno.
Nie urlopy, tylko pilne przepisy
Jak mówi, temat strat jest nośny przez chwilę – tylko wtedy, gdy kolejna klęska uderzy w sad albo plantację, a potem przechodzimy do porządku dziennego.
W jego ocenie nie ma już czasu na przeczekanie tematu do końca sezonu ani na urzędowe tempo. Mówi wprost, że posłowie i minister powinni wrócić z urlopów i pilnie przygotować przepisy, które pozwolą uruchomić pomoc dla gospodarstw po tych stratach. Działania są potrzebne tu i teraz, bo w wielu sadach i na plantacjach problemem nie jest już tylko niższy plon, ale dalsze utrzymanie produkcji.
