Polskich borówek jeszcze nie ma
Na pierwsze polskie borówki z tuneli trzeba będzie poczekać jeszcze kilka dni. Nawet na początku przyszłego tygodnia będą to w skali kraju nieduże ilości. Przede wszystkim dlatego, że rosnąca produkcja na całym świecie przez lata zmniejszała opłacalność przyspieszanej uprawy w Polsce. Tak czy inaczej, początkowo będą to ilości, które nie zagwarantują pełnego zaopatrzenia tysięcy marketów i rynków hurtowych w Polsce.
W tym miejscu pojawiają się markety, które od określonej daty chcą mieć w ofercie borówkę w przystępnej cenie. Gigantów handlu detalicznego „nie interesuje”, skąd ta borówka pochodzi. Owoce mają być na półkach i już. Jeśli nie dostarczy ich podmiot A, zrobi to podmiot B.
Podmioty, które działają w interesie plantatora?
W tym miejscu pojawia się bardzo kontrowersyjny proceder, w którym firmy handlują owocami importowanymi tuż przed rozpoczęciem sezonu zbiorów w Polsce. W poprzednich latach dotyczył on przede wszystkim borówek i śliwek. W tym roku przybyło doniesień o przerzucaniu serbskich truskawek. Przedstawiciele grup bronią się argumentami, że „to jedynie dwie ciężarówki”, „grupa musi zarabiać” albo że „market się uparł”.
W ostatnich dniach docierają do nas doniesienia od plantatorów borówek, że kolejny rok z rzędu serbskie owoce odmiany Duke lada dzień trafią do podmiotów, które powstały po to, by stabilizować polski rynek owoców. Niestety, handlując importem, tak naprawdę go destabilizują. Im większa podaż borówek z Serbii czy Rumunii w drugiej połowie czerwca, tym sprzedaż krajowych owoców rozpocznie się od niższych cen. Ten fakt jest chyba oczywisty dla wszystkich uczestników rynku. Nie działa tu nawet argument niedużych ilości. Pierwsze zbiory krajowych owoców będą sprzedane taniej, niż mogłyby być sprzedane. Producenci borówek zamierzają bacznie obserwować to, co będzie przyjeżdżało i wyjeżdżało z sortowni.
Plantatorzy są sfrustrowani
Rosnące z roku na rok koszty produkcji, wiele tygodni pracy, ochrony i pielęgnacji sprawiają, że plantatorzy nie kryją oburzenia wobec wspomnianych działań. W przypadku mniejszych podmiotów bywa to zmiana kraju pochodzenia na etykiecie. Więksi gracze tego nie robią, ale pakują importowane owoce w opakowania sugerujące polskie pochodzenie. Wszystko dlatego, że „market się uparł i chce borówki od 10 czerwca”.
„I my, i pośrednicy nie możemy być niewolnikami kaprysów wielkich detalistów”. Nasi rozmówcy zapowiadają dalsze i bardziej zdecydowane działania, jeśli proceder będzie kontynuowany w tym sezonie także w przypadku borówek.
