Pogoda decyduje o wszystkim
Trzy odmianowe filary produkcji borówek w Polsce to Duke, Bluecrop i Chandler, który po przymrozkach prezentuje się zdecydowanie najgorzej.
– Spotykam się z opinią, że „Duke’owa górka” to hasło wymyślone przez handel. Nie oszukujmy się. Nasadzenia tej odmiany są w Polsce na tyle duże, że nie potrzeba żadnej zmowy czy spisku, żeby ceny spadły w drugiej połowie lipca. Tak działa ekonomia i widzimy to również teraz, chociaż musimy zacząć od początku – wyjaśnia nam Marceli Dubczyk.
Prezes Stowarzyszenia Polskich Plantatorów Borówki podkreśla, że susza i upały wprowadziły rośliny w silny stres jeszcze przed dojrzewaniem. Gdy owoce zaczęły dojrzewać, proces ten skutecznie spowolniły ochłodzenie i opady deszczu.
– Wegetacji jednak nie zatrzymamy i obecnie obserwujemy skumulowane dojrzewanie owoców odmiany Duke. Ta zwiększona podaż negatywnie przekłada się na ceny – dodaje M. Dubczyk.
Z drugiej strony deszczowa aura w 30. tygodniu roku, czyli od 20 do 26 lipca, nie pozwala na prowadzenie zbiorów w całym kraju. Te opóźnienia ograniczają kumulację podaży i zapobiegają kolejnym obniżkom.
Spadek cen skupu tydzień do tygodnia
Na początku minionego tygodnia owoce o średnicy powyżej 12 mm można było bez problemu sprzedać za 20,00 zł/kg i więcej. Pod koniec tygodnia było to już około 15,00 zł/kg. Bieżący tydzień przyniósł kolejne obniżki. Dwie duże grupy z zagłębia grójeckiego oferują dziś za owoce dostarczone luzem od 11,50 do 13,00 zł/kg, w zależności od ilości oraz od tego, czy dostawca jest członkiem grupy.
W odniesieniu do stawek za borówki na mrożenie mówimy o różnicy w cenie, która w zasadzie odpowiada kosztowi zbioru ręcznego. Dlatego wśród plantatorów nie brakuje opinii, że aktualne cenniki są rozczarowujące.
– W ostatnich dniach w branży dużo mówi się o zwrotach borówek z centrów logistycznych marketów. Owszem, część borówek może mieć nieco niższą jakość z powodu wielu czynników stresowych i wyjątkowo dynamicznych zmian pogody. Niemniej może to być również strategia mająca na celu kumulację owoców na rynku i skłonienie dostawców do zaakceptowania niższych cen – dodaje plantator i działacz.
Widoki na sierpień i wrzesień
– Trudno cały czas na bieżąco szczegółowo śledzić doniesienia z rynku globalnego, kiedy codziennie trzeba podchodzić do zbiorów. Ale w stowarzyszeniu mówimy o wzmagającym się zjawisku El Niño, które ma kluczowe znaczenie dla Peru. A jak wiemy, jest to największy eksporter borówek na świecie. Im później zaczną się tam zbiory, tym większe niedobory w Europie zanotujemy w październiku i listopadzie – kontynuuje.
W opinii naszego rozmówcy w lipcu nie oszukamy praw ekonomii, ale w sierpniu podaż polskiej borówki wyraźnie spadnie. Dlaczego? Obecnie ze zbiorami jesteśmy na bardziej zaawansowanym etapie niż przed rokiem o tej samej porze. Początek sierpnia może być więc terminem, kiedy odbiorcy będą szukać owoców i oferować wyższe kwoty.
Po drugie, będziemy już po szczycie zbiorów Bluecropa. Równocześnie plonowanie Chandlera będzie wyraźnie niższe. W opinii M. Dubczyka owoców tej odmiany będzie o 60 proc. mniej niż przed rokiem i, jak dodaje, mówi to z pełną odpowiedzialnością.
Ponadto plantatorzy cały czas mierzą się ze skutkami mroźnej zimy. Uszkodzone wiązki przewodzące prowadzą do zamierania całych krzewów…
