Cały komunikat sadowniczy Mateusza Nowackiego możecie obejrzeć tutaj:
Zielonej tkanki przybyło
Cieplejsza niedziela wielkanocna i deszcz wyraźnie pobudziły sady. Jak mówi Mateusz Nowacki, po poniedziałku zielonej tkanki było już więcej i na części odmian można mówić o początkach zielonego pąka. To jednak nadal bardzo wczesny etap. Początek sezonu stoi dziś bardziej pod znakiem chłodu, wiatru i suszy niż intensywnej ochrony.
Jabłonie na razie bez większych obaw
Najwięcej pytań dotyczy dziś przymrozków. Zdaniem doradcy przy spadkach rzędu -3 czy -4°C nad ranem, nawet jeśli utrzymają się kilka godzin, jabłonie w tej fazie nie powinny ucierpieć. Większy problem zacząłby się dopiero przy dużo niższych temperaturach, zwłaszcza tam, gdzie po zimie widać już osłabienie pąków albo słabszą kondycję drzew. – Jeśli to będzie minus 3–4 stopnie nad ranem czy nawet na kilka godzin, to w tej fazie myślę, że tutaj nie mamy się o co obawiać – mówi Mateusz Nowacki.
Doradca zwraca jednak uwagę, że nie da się dziś odpowiedzieć jednym zdaniem za wszystkie kwatery. W jednych uszkodzeń mrozowych po zimie nie ma, w innych są. Dużo zależy też od tego, jak przebiega regeneracja podstawy pąka.
Susza przeszkadza dziś bardziej niż parch
W ocenie doradcy to właśnie susza jest dziś największym problemem. Opadów było mało, a silny wiatr dodatkowo osusza glebę i rośliny. Przy takiej pogodzie nie ma też na razie realnej presji ze strony parcha. Dlatego w ochronie jabłoni doradca nadal stawia na miedź. Sam taki zabieg wykona prawdopodobnie jutro. Jak tłumaczy, po tygodniu warto znów zabezpieczyć tkankę, która dopiero się pojawia. Do zabiegu planuje dodać niewielką ilość saletry potasowej, około 3–4 kg, żeby wesprzeć regenerację po zimie i ograniczyć skutki wahań temperatury. To dziś wystarczy. Mocniejsze rozwiązania pod kątem parcha nie są jeszcze potrzebne.
Na cynk, bor i inne odżywki jeszcze za wcześnie
Pytania dotyczą też zabiegów dolistnych przed kwitnieniem, zwłaszcza cynku i boru. Na razie jest za wcześnie. Przy temperaturze około 4°C roślina funkcjonuje jeszcze zbyt wolno, żeby dobrze wykorzystać takie zabiegi.
Jego zdaniem czasu do kwitnienia jest jeszcze dość dużo, więc na cynk, bor i inne odżywki przyjdzie pora, gdy zrobi się wyraźnie cieplej.
Ze szkodnikami też bez pośpiechu
Podobnie wygląda sytuacja ze szkodnikami. Pojawiają się już głosy, że trzeba szybko reagować, bo w sadach widać pierwsze mszyce. Doradca uważa jednak, że największe zagrożenie jest jeszcze przed nami. Wczesnowiosenne zabiegi pyretroidami są możliwe, bo działają w niższych temperaturach, ale nie oznacza to jeszcze początku głównej walki ze szkodnikami. Jeśli zrobi się cieplej i tkanka ruszy mocniej, zabiegi i tak będzie trzeba planować od nowa.
Sadownicy są gotowi, ale pogoda zatrzymała sezon
Mateusz Nowacki zwraca uwagę, że wielu sadowników jest już przygotowanych do intensywnej pracy, bo w ostatnich latach połowa kwietnia oznaczała często szczyt zabiegów. W tym sezonie sytuacja jest inna. Zima była chłodniejsza, gleba pozostała sucha, a nocami temperatury stale hamowały rozwój roślin. To dlatego sezon nadal nie przyspiesza tak, jak wielu się spodziewało. Na razie najważniejsze są spokojna ocena kwater, obserwacja przymrozków i kontynuacja prostych zabiegów zabezpieczających. Na mocniejsze ruchy przyjdzie jeszcze czas.
