Wycofywanie substancji czynnych środków ochrony roślin (ś.o.r.) odbywa się w UE i Polsce już od wielu lat, co w znaczący sposób redukuje ich asortyment i utrudnia racjonalną ochronę roślin. W ostatnich latach trwają przygotowania do nie mniej uciążliwego, ilościowego ograniczenia zużycia preparatów. Jeszcze kilka miesięcy temu nie dawaliśmy wiary, że to w ogóle będzie możliwe i czy kiedykolwiek zostanie wprowadzone do praktyki sadowniczej.
Okazuje się, że plany wprowadzenia „Zielonego Ładu”, przewidujące m.in. redukcję zużycia ś.o.r. o 50%, stają się coraz bardziej prawdopodobne. Choć wszystko wskazuje, że w związku z toczącą się wojną w Ukrainie, w tym zwłaszcza z trudnościami na przejściach granicznych, wprowadzenie wymienionych powyżej wymogów zostanie opóźnione w czasie, ale mało już kto wierzy w możliwość całkowitego wycofania się z tych regulacji. Wprawdzie można jeszcze liczyć na polityków, będących pomysłodawcami tych restrykcyjnych przepisów, ale z konsumentami już tak łatwo nie będzie.
Wysoka podaż coraz tańszych i lepszych jakościowo owoców zwiększa oczekiwania konsumentów, którzy poszukują owoców pozbawionych pozostałości ś.o.r. Jak mocne jest to narzędzie, mieliśmy okazję przekonać się podczas gorączki zakupów przed Świętami Wielkanocnymi, gdy dwie ogólnokrajowe sieci supermarketów walczyły między sobą, wykorzystując jako oręż poziom pozostałości ś.o.r. w jabłkach. Wprawdzie ilość pozostałości mieściła się w obowiązujących normach, to informacja, że w owocach są w ogóle jakieś pozostałości ś.o.r., odbiła się szerokim echem społecznym i jestem głęboko przekonany, że dyskusja na ten temat odbywała się także przy wielu świątecznych stołach. O ile „Zielony Ład” można jeszcze przesunąć w czasie, to oczekiwań zdezorientowanych „konsumentów” nie da się zmienić, mając na uwadze, że poszukują oni owoców zawierających mniej niż dotąd pozostałości ś.o.r.
Takie „wojenki” będą organizowane coraz częściej i byłaby wielka szkoda, gdyby z powodu braku elementarnej wiedzy z tego zakresu spadło spożycie jabłek w Polsce, które i tak jest o 20% niższe niż średnia w UE. Dlatego też konieczne są akcje informacyjne skierowane do konsumentów, mające na celu przekazanie podstawowych informacji np. czym są pozostałości ś.o.r. i w jakich ilościach są one wykrywane. Należy jednak mieć na uwadze, że nawet najlepsze akcje informacyjne nie zastąpią potrzeby redukcji zużycia ś.o.r.
Choć obecnie nie da się przewidzieć ostatecznej wersji aktów wykonawczych związanych z „Zielonym Ładem”, to jednego można być pewnym, że nie obejdzie się bez zmniejszenia zużycia ś.o.r. Z tego powodu potrzebne będą „oszczędnościowe” programy ochrony i techniki opryskiwania. Dlatego już dzisiaj warto przygotowywać się do czekających nas wyzwań. Dla producentów owoców pozostaje wykorzystanie wszelkich możliwych rezerw związanych nie tylko z prawidłowym doborem rodzaju i terminu użycia preparatów, lecz także z zakresu techniki ich stosowania. Szczególną rolę w redukcji zużycia ś.o.r. będzie odgrywała techniczna strona wykonania zabiegu, w tym zwłaszcza sposób wyrażania dawek ś.o.r. i precyzyjna technika opryskiwania. Każdy z tych tematów jest na tyle obszerny, że wymaga co najmniej oddzielnego felietonu, dlatego teraz sygnalizuję tylko ogólną wagę problemu.
Dyskusja nad sposobem wyrażania dawek w Polsce i na świecie toczy się już od ponad 30 lat, a konkretnych efektów, jak nie było, tak nie ma. Choć już podejmowane są w Europie próby uporania się z tym problem, to nadal mamy co najmniej 6 różnych sposobów wyrażania dawek ś.o.r. w sadach. Najpopularniejsza jest metoda „stężeniowa”, która jest stosowana m.in. w Holandii, Hiszpanii i Włoszech. W Niemczech i Austrii dawka ś.o.r. jest odnoszona do każdego metra wysokości korony drzew, a w Szwajcarii do objętości koron drzew. Zdziwienie także budzi fakt, że w Polsce nadal obowiązuje system najgorszy z możliwych, w którym dawka ś.o.r., w litrach lub kilogramach na hektar, jest odnoszona do powierzchni sadu, bez względu na wielkość, gęstość i rozstawę posadzonych drzew. W związku z tym trudno znaleźć uzasadnienie, dlaczego według obecnie obowiązujących zasad należy jednakowo traktować dopiero co założony sad, jak i 20-letni sad półkarłowy. Małe pocieszenie w tym, że podobne zasady jak w Polsce obowiązują np. we Francji, będącej największym „konsumentem” ś.o.r. w Europie, no i fakt, że sadownicy modyfikują dawki ś.o.r. we własnym zakresie, kierując się lokalnymi warunkami i własnym doświadczeniem, tyle że jednym to wychodzi, a innym nie zawsze. Obecnie nic nie wskazuje na zmianę sposobu wyrażania dawek ś.o.r. w Polsce, a sprawa jest nagląca w związku z czekającą nas nieuchronnie redukcją zużycia ś.o.r.
Prof. dr hab. Ryszard Hołownicki, IO – PIB, Skierniewice

