Sad24
StoryEditor

Miejsce na grusze jest. Pytanie, czy jest miejsce na kolejne błędy

Data:  20 luty 2026Autor:
20 luty 2026

Polskie sady gruszowe rozwijają się szybciej niż jeszcze kilka lat temu, ale rośnie też liczba znaków zapytania. W teorii jest miejsce na kolejne hektary, ale nie wystarczy ich po prostu posadzić. Bez świadomej promocji i lepszej organizacji sprzedaży grusze mogą łatwo powtórzyć błędy znane z rynku jabłek. O swoich spostrzeżeniach opowiada dr Tomasz Lipa (UP w Lublinie), który sam również uprawia grusze.

Polskie sady gruszowe rozwijają się szybciej niż jeszcze kilka lat temu, ale rośnie też liczba znaków zapytania. W teorii jest miejsce na kolejne hektary, ale nie wystarczy ich po prostu posadzić. Bez świadomej promocji i lepszej organizacji sprzedaży grusze mogą łatwo powtórzyć błędy znane z rynku jabłek. O swoich spostrzeżeniach opowiada dr Tomasz Lipa (UP w Lublinie), który sam również uprawia grusze.

Na webinarze gruszowym zorganizowanym w ramach Sadowniczego Tygodnia Online dr Tomasz Lipa poruszył kilka bardzo ciekawych kwestii dotyczących uprawy grusz. Warto je przytoczyć.

Nadal niszowy, ale z potencjałem

Dr Tomasz Lipa przypomina, że w porównaniu z jabłonią grusza wciąż jest gatunkiem niszowym. Szacunkowo relacja powierzchni upraw i wolumenu produkcji to około 1 do 40 na korzyść jabłoni. To oznacza, że w teorii w Polsce jest jeszcze miejsce na zwiększenie produkcji gruszek. Przeanalizujmy jednak jeszcze kilka wątków.

Zbyt mało gruszek na polskich stołach

Pomijając na razie wyzwania agrotechniczne, powinniśmy najpierw zwrócić uwagę na stosunkowo niskie spożycie gruszek w Polsce. Przeciętny konsument zjada zaledwie około 1,5–2 kg gruszek rocznie. To ułamek spożycia jabłek.

Przy takim poziomie konsumpcji krajowy rynek wchłania mniej więcej 70 tysięcy ton owoców. To wciąż mniej niż obecna produkcja. Najlepszym krokiem byłoby zatem zwiększenie krajowego spożycia. Jednak – jak zaznacza dr Lipa – nie wydarzy się to samoistnie. Potrzebna jest systematyczna praca nad promocją gruszek.

Jak na razie sieci handlowe nie wykorzystują w pełni potencjału tych owoców. Ekspozycje często nie zachęcają do zakupu, a sklepy nie edukują konsumenta w sprawie odmian, dojrzałości czy walorów smakowych. W takich warunkach nawet bardzo dobra odmiana nie zbuduje pozycji rynkowej bez wsparcia.

Importowane gruszki zamiast polskich

Co więcej, dr Tomasz Lipa pokazał podczas prezentacji zdjęcia z polskich sklepów, które dobrze ilustrują skalę importu. W dużych sieciach można było zobaczyć Abate Fetel z zagranicy, odmianę Rocha z Portugalii, a także czerwone mutacje Konferencji z Holandii, podczas gdy w tym samym czasie polska Konferencja wciąż jest w chłodniach.

Dr Lipa podkreśla, że nie chodzi tylko o sam fakt importu, ale o to, że w brakuje silnej obecności polskich gruszek i wyraźnego oznaczenia ich pochodzenia.

Bez lepszej organizacji podaży, wspólnych działań marketingowych i presji na czytelne znakowanie krajowego pochodzenia nawet bardzo dobrze wyprodukowana polska gruszka przegra walkę z ładnie opakowanym towarem z zagranicy. To kolejny argument za tym, że sama produkcja bez promocji i współpracy nie wystarczy.

Konferencja rządzi, ale to niebezpieczna wygoda

Idźmy dalej – na rynku dominuje Konferencja. Jest dobrze znana, akceptowana przez handel i konsumentów, a technologia jej uprawy jest coraz lepiej opanowana. Z punktu widzenia pojedynczego gospodarstwa to wygodne. Z punktu widzenia całej branży – ryzykowne.

Dr Lipa podkreśla, że opieranie się głównie na jednej odmianie i jednym terminie zbioru powoduje koncentrację podaży w krótkim okresie oraz ogromne zapotrzebowanie na siłę roboczą w jednym momencie.

Warto też zwrócić uwagę, że sytuacja na rynku się zmienia. Przez lata handel przyjmował każdą ilość drobnych gruszek. W tym sezonie handlowym drobne gruszki są praktycznie niesprzedawalne. Część trafiła do długiego przechowywania, psując rynek także dla owoców o odpowiedniej wielkości.

To przykład, że gruszek nie da się już „sprzedać każdej ilości, w każdej jakości”. Liczy się jakość. Bez tego nowe nasadzenia Konferencji szybko napotkają barierę zbytu.

Inne odmiany: szansa?

W dyskusji pojawił się szeroki wachlarz odmian: Lukasówka, Patten, Nojabrskaja, Abate Fetel, grusze azjatyckie, czerwone mutanty Konferencji, odmiany lokalne typu Rocha. Dr Lipa zwraca uwagę, że sama obecność odmiany na rynku nie wystarczy, by zbudować dla niej bezpieczną przyszłość.

Dobrym przykładem jest Nojabrskaja. W Polsce jest uprawiana od lat. Długo jednak nie mogła zdobyć popularności rynkowej i zazwyczaj była tańsza od Konferencji. Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy w Holandii i Belgii wprowadzono ją jako odmianę klubową i zaczęto intensywnie promować. Dopiero połączenie odmiany z przemyślaną strategią marketingową i kontrolą podaży zaczęło budować jej wartość.

Inny przykład to odmiana Rocha w Portugalii. Kraj, który z sadownictwem zwykle się nie kojarzy, produkuje ok. 150–200 tysięcy ton jednej, rozpoznawalnej w całej Europie gruszki. Sukces ten opiera się na konsekwentnej promocji i traktowaniu odmiany jako elementu narodowej marki.

Dr Lipa zauważa, że w Polsce brakuje własnej „odmiany wizytówki”. Konsumenci najlepiej rozpoznają tradycyjną Faworytkę (Klapsę), ale jest ona trudna w uprawie i ma poważne ograniczenia, zwłaszcza na pigwie. Bez polskiego odpowiednika Rochy czy dobrze prowadzonej odmiany klubowej pozostajemy zależni od tego, co wymyślą inni.

Grusze azjatyckie i nisze rynkowe

W trakcie dyskusji pojawił się wątek grusz azjatyckich. Zainteresowanie tym segmentem rośnie, ale na razie praktycznie cały towar na półkach pochodzi z importu. Grusze azjatyckie wymagają odmiennych rozwiązań agrotechnicznych, mają też inny profil smakowy. To produkt, który wymaga aktywnej promocji i wyjaśnienia konsumentowi, czym różni się od zwykłej gruszki.

Znowu wracamy do punktu wyjścia – bez wsparcia marketingowego i odpowiedniej skali ryzyko jest bardzo duże i pojedyncze gospodarstwa mają małe szanse w starciu z tańszym importem.

Zablokowany Wschód i silny Zachód

Rynki wschodnie, które kiedyś były kierunkiem zbytu dla owoców z Polski, są dziś w dużej mierze zablokowane z powodów politycznych. Dr Lipa nie spodziewa się szybkiego odblokowania tego kierunku.

Z drugiej strony Zachód nie czeka bezczynnie. Holendrzy i Belgowie wykorzystali kryzys we włoskiej produkcji gruszek. We Włoszech wysokie temperatury i nowe szkodniki mocno zredukowały areał i plony. Producenci z Beneluksu przejęli część tej luki.

Dla Polski oznacza to wejście na rynek, na którym miejsce jest już częściowo zajęte przez lepiej zorganizowanych eksporterów. Konkurowanie wyłącznie ceną będzie coraz trudniejsze, zwłaszcza przy rosnących kosztach pracy i konieczności inwestowania w infrastrukturę.

Dodatkowy czynnik ryzyka to potencjał Ukrainy. Jak podkreśla dr Lipa, tamtejsze gleby i klimat sprzyjają produkcji gruszek na dużą skalę. Jeśli po zakończeniu konfliktu wojennego produkcja sadownicza zostanie tam dynamicznie rozwinięta, może to być silna konkurencja dla Polski.

Koszty założenia sadu jako naturalna bariera

Dr Lipa zwraca uwagę, że jednym z czynników, który realnie powstrzymują zbyt szybki wzrost nasadzeń grusz, są bardzo wysokie koszty założenia sadu i dostępność odpowiedniego materiału szkółkarskiego (drzewka wieloprzewodnikowe). Nowoczesne kwatery na Pigwie wymagają drogich drzewek, konstrukcji przeciwgradowych, systemów nawadniania i fertygacji, często siatek. Do tego dochodzą chłodnie dostosowane do specyfiki przechowywania gruszek.

Sadownicy muszą się organizować

Jednym z najsłabszych punktów polskiej produkcji gruszek jest organizacja handlu. Dr Lipa przywołał sytuację ze spotkania producentów, podczas którego wielu zadeklarowało, że nie będzie sprzedawać Konferencji poniżej 3,50 zł. Sezon pokazał jednak, że część z nich szybko złamała tę nieformalną barierę.

Brak spójnej polityki cenowej i silnych organizacji producentów osłabia pozycję negocjacyjną wobec dużych sieci. Daje także przewagę krajom, które potrafią skoordynować podaż i warunki sprzedaży. Bez poprawy w tym obszarze dodatkowe hektary nasadzeń bardziej powiększą presję na cenę niż faktyczne dochody…

20. luty 2026 09:24