Nie zawsze musi być tanio
Kupujący nie mogą się pogodzić z tym, że truskawki nie są tak tanie, jakby sobie życzyli. Tak uważa coraz więcej plantatorów, jeśli chodzi o sezon 2026. Czytając setki postów i komentarzy w grupach tematycznych, trudno nie odnieść takiego wrażenia. Mamy koniec maja, a łubianka truskawek „na Goławinie” kosztuje 25–30 zł. To właśnie ceny na tym rynku budzą dziś najwięcej emocji wśród kupujących.
Przez lata stawki na targowisku w Nowym Przybojewie, w różnych momentach sezonu, należały do najniższych w Polsce. To efekt koncentracji podaży. Jest to zarazem główna wada gospodarowania w zagłębiu produkcji, a takim niewątpliwie jest rejon Czerwińska nad Wisłą. Zaopatrywali się tu duzi hurtownicy i przedsiębiorcy zajmujący się przerzutem towaru na inne rynki hurtowe.
Jakich cen oczekują kupujący i konsumenci? Oczywiście jak najniższych. Pośrednicy są zdania, że na przełomie maja i czerwca łubianka powinna kosztować już około 15 zł. W postach i komentarzach pojawiają się pytania, czy plantatorom nie jest wstyd sprzedawać owoce po tak wysokich stawkach. Taki zarzut z anonimowego konta można jedynie skwitować uśmiechem.
Anonimowe konta i „urwane klamki”
O liczbie anonimowych kont w internetowych dyskusjach już pisaliśmy. Odkąd portal Facebook daje taką możliwość, w branży sadowniczej ich liczba urosła do skali plagi. Autorzy takich wpisów najczęściej dezinformują o cenach, a dokładnie próbują je sztucznie zaniżać. Starają się też stworzyć wrażenie dużej podaży, choć rynek tego nie potwierdza.
Prawdziwy obraz rynku w Nowym Przybojewie w trzeciej dekadzie maja to znane w całej Polsce „urwane klamki”. Tym, którzy nie widzieli tego na własne oczy, wystarczy powiedzieć, że przy wjeździe na plac czeka kilkunastu, a czasem kilkudziesięciu kupujących. Gdy plantator zaczyna parkować, próbują jak najszybciej otworzyć samochód, żeby ocenić jakość truskawek i kupić je przed innymi. Wystarczy w dowolnym momencie sprawdzić obraz z kamer internetowych, by to potwierdzić.
Przecież mamy wolny rynek
Po przemianach ustrojowych funkcjonujemy w realiach mniej lub bardziej wolnorynkowych. Gdy owoców na rynku jest zbyt dużo, mechanizm działa bez sprzeciwu i nikogo nie dziwią niskie ceny. W sezonach takich jak ten część kupujących zdaje się jednak o tym zapominać i kieruje pretensje do plantatorów z powodu wysokich stawek.
Tegoroczne ceny nie są wynikiem zmowy cenowej producentów. To efekt relacji podaży i popytu. Niewykluczone, że za rok sytuacja odwróci się na korzyść handlujących i konsumentów. Wracając do wcześniejszego pytania: czy wtedy kupującym będzie wstyd, że za łubiankę zapłacą 9 zł? To pytanie retoryczne.
