Sad24
StoryEditor

Owoce z importu jako polskie? IJHARS sprawdzi, kto je sprzedaje w sieci

Data:  28 października 2026Autor:
28 października 2026

Czasem wystarczy spojrzeć na opakowanie, żeby pojawiły się pytania o pochodzenie owoców. W ogłoszeniu ani słowa o imporcie, za to pod nim gorąca dyskusja sadowników. Takie sytuacje znamy nie od dziś. Teraz IJHARS dostała nowe narzędzia do sprawdzania internetowych ofert i ustalania, kto za nimi stoi.

Czasem wystarczy spojrzeć na opakowanie, żeby pojawiły się pytania o pochodzenie owoców. W ogłoszeniu ani słowa o imporcie, za to pod nim gorąca dyskusja sadowników. Takie sytuacje znamy nie od dziś. Teraz IJHARS dostała nowe narzędzia do sprawdzania internetowych ofert i ustalania, kto za nimi stoi.

Nie raz i nie dwa trafiamy w internecie na ogłoszenia o sprzedaży owoców, których pochodzenie budzi wątpliwości. Sadownicy potrafią już po samych opakowaniach czy sposobie ułożenia owoców rozpoznać, że towar może pochodzić z importu. Tymczasem sprzedawca często nie podaje kraju pochodzenia. Zaczynają się pytania, komentarze, czasem naprawdę długie dyskusje. 

Nie brakuje również ofert sprzedaży detalicznej, w których klient nie dowie się, skąd pochodzą owoce. Zdarzają się też sytuacje, gdy zagraniczny towar jest przedstawiany jako polski. Nikt nie zabrania handlu owocami z zagranicy, ale klient powinien wiedzieć, co kupuje. Polski sadownik również ma prawo oczekiwać, że jego owoce nie będą konkurowały z importem, który tylko udaje krajowy produkt. Teraz Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych ma większe możliwości działania. 

Polskie czy zagraniczne? IJHARS już wcześniej znajdowała nieprawidłowości

W jednej z tegorocznych kontroli IJHARS sprawdziła 394 partie świeżych owoców w 179 podmiotach, m.in. hurtowniach, centrach dystrybucyjnych, na giełdach i w sklepach. Nieprawidłowości stwierdzono w 64 partiach, czyli 16,2% skontrolowanych.

Najwięcej zastrzeżeń dotyczyło oznakowania. Inspektorzy znajdowali owoce bez informacji o kraju pochodzenia, z błędnie wskazanym pochodzeniem lub niewłaściwą flagą. Zdarzały się również braki informacji o klasie jakości, odmianie czy danych podmiotu pakującego. To wyniki kontroli tradycyjnego handlu, a nie internetowych ogłoszeń, ale potwierdzają, że problem jest i to duży. A przecież mówimy o podstawowych informacjach, które sprzedawca powinien znać i przekazać kupującemu.

Nie ma znaczenia, czy klient kupuje jabłka w sklepie, czy zamawia je przez internet. Jeśli owoce są importowane, nie powinny być przedstawiane jako polskie. Niby oczywiste, a jednak wyniki kolejnych kontroli przypominają, że nie wszyscy przestrzegają tej zasady.

IJHARS może sprawdzić ofertę, zanim odwiedzi sprzedawcę

Dziś Wojewódzki inspektor IJHARS może już rozpocząć postępowanie wyjaśniające bez wcześniejszego przeprowadzania kontroli. Warunkiem jest uzasadnione podejrzenie, że informacje o oferowanej żywności są nieprawdziwe, niepełne albo udostępniane w niewłaściwy sposób. Punktem wyjścia może być sama oferta internetowa.

Inspekcja może najpierw zająć się tym, co sprzedawca napisał w ogłoszeniu. Jeżeli potwierdzi naruszenie przepisów, przedsiębiorca może zostać zobowiązany do poprawienia informacji o produkcie lub opublikowania sprostowania.

Sprzedawca ukrywa dane? IJHARS może zwrócić się do platformy

Drugą istotną zmianą jest możliwość ustalenia, kto faktycznie stoi za internetową sprzedażą żywności. IJHARS może wystąpić do operatora platformy internetowej o dane pozwalające zidentyfikować producenta lub handlowca. Chodzi między innymi o imię i nazwisko, adres zamieszkania albo nazwę i siedzibę firmy. Operator ma obowiązek przekazać te informacje bezpłatnie, na piśmie i w terminie wskazanym przez Inspekcję.

Przepisy przewidują również kary za brak współpracy z IJHARS i niewykonywanie ustawowych obowiązków. Mogą one wynosić od 500 zł do nawet dwudziestokrotności przeciętnego wynagrodzenia.

Owoce z importu mogą być legalnie sprzedawane w naszym kraju i nikt tego nie kwestionuje. Problem zaczyna się wtedy, gdy zagraniczne jabłka, truskawki czy czereśnie są oferowane jako polskie. Na takim procederze tracą nie tylko wprowadzani w błąd klienci, ale również krajowi producenci. Nowe uprawnienia IJHARS dają większe możliwości reagowania na podobne przypadki. Teraz najważniejsze będzie to, czy Inspekcja rzeczywiście zacznie z nich korzystać.

28. październik 2026 12:38