Polska – znaczący importer koncentratu jabłkowego
Wszyscy doskonale wiedzą, jaki jest cel importowania tańszego koncentratu jabłkowego. W zależności od sezonu to albo dodatkowy zysk, albo sposób na utrzymanie rentowności. Tańszy produkt jest zazwyczaj mieszany z polskim i staje się „produktem UE”. Może już swobodnie trafiać do wszystkich krajów Wspólnoty.
Nie jest to żadna teoria spiskowa ani „wiedza tajemna”. Przyznają to sami przetwórcy – producenci w Polsce kupują tańszy koncentrat ze Wschodu i mieszają go z polskim. Dzięki temu mogą zaoferować niższą cenę niż ci, którzy go nie importują.
Prawdziwy problem polega na tym, że surowiec i koncentrat importowany z krajów trzecich nie muszą być produkowane według tych samych zasad, które obowiązują polskich sadowników i przetwórców. Importujemy dziesiątki tysięcy ton, czyli odpowiednik setek tysięcy ton jabłek przemysłowych.
Żadnych kontroli
Dla importerów to wręcz wymarzona sytuacja. Importowany koncentrat nie jest badany laboratoryjnie pod względem pozostałości środków ochrony roślin podczas kontroli granicznych. To oficjalne dane przekazane nam przez Inspekcję Sanitarną. W całym 2025 roku i w pierwszej połowie 2026 roku nie pobrano ani jednej próbki koncentratu jabłkowego do badań laboratoryjnych na granicy. W 2026 roku w ramach nadzoru krajowego zbadano jedną próbkę pod kątem pozostałości pestycydów.
W tym okresie do Polski wjechało 56 tysięcy ton koncentratu, głównie z Ukrainy i Mołdawii. 56 tysięcy ton – ZERO badań laboratoryjnych podczas kontroli granicznych. GIS wyjaśniał, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo produktu spoczywa również na importerze, który może korzystać z wyników badań dostawcy albo zlecić własne badania.
Przede wszystkim jakość i pozostałości
Osoby pracujące w laboratoriach i odpowiadające za jakość koncentratu od lat zwracają nieoficjalnie uwagę na rolę polskiego produktu w mieszankach z importem. Nie chodzi wyłącznie o wyższą kwasowość. Znaczenie mają również różnice w poziomach pozostałości środków ochrony roślin. Odpowiednie dobranie proporcji pozwala uzyskać produkt o lepszych parametrach.
Można więc zadać pytanie, czy za polski koncentrat nie powinno się płacić więcej, skoro jego rola nie ogranicza się do uzupełniania mieszanki. To jeden z tych aspektów handlu koncentratem, o których na konferencjach sadowniczych raczej się nie mówi.
Klauzule lustrzane dla koncentratu?
Kilka dni temu informowaliśmy o niechlubnych wyjątkach dotyczących pozostałości środków ochrony roślin w importowanych owocach. Nadal zdarzają się przypadki, gdy substancja wycofana ze stosowania w UE legalnie trafia na teren Wspólnoty w importowanych owocach, a dopuszczalny poziom jej pozostałości przekracza 0,01 mg/kg. Tymczasem unijni sadownicy nie mogą już stosować tej substancji.
Skoro od lat unijni rolnicy domagają się klauzul lustrzanych w przypadku świeżych owoców, to powinny one dotyczyć także koncentratu. Jeśli partie z importu zawierają choćby ślad niedozwolonych w UE substancji, powinny wracać do nadawcy.
Produkcja surowca przesuwa się na Wschód
Ktoś powie, że wówczas spadnie konkurencyjność przetwórni w Polsce i w innych krajach. Spada od lat, i to w pierwszej kolejności z powodu kosztów energii i pracy, unijnych podatków i opłat ETS, unijnych norm oraz przerośniętej biurokracji. Jest wiele dróg i reform, które mogą poprawić konkurencyjność unijnego przemysłu ogółem. Nie musi to być masowy import długiej listy przeróżnych produktów.
Koniec masowej produkcji taniego surowca w Polsce to niestety coraz bardziej prawdopodobny scenariusz. Koszty pracy i energii stale rosną, a konkurowanie ceną z producentami spoza UE staje się coraz trudniejsze. Trudno jednak nie dostrzegać pewnej sprzeczności w unijnej polityce. Z jednej strony europejskim producentom stawia się coraz większe wymagania, a z drugiej dopuszcza się import produktów wytwarzanych na innych zasadach. Wszyscy konkurują później na tym samym rynku, choć niekoniecznie na równych warunkach.
