Gradobicia przed zbiorami jabłek
Przed laty funkcjonowało ludowe powiedzenie, że po święcie 15 sierpnia nie ma już gradobić. Po połowie sierpnia zwykle robiło się chłodniej, a warunki do rozwoju silnych burz pojawiały się rzadziej. To właśnie w rozbudowanych chmurach burzowych Cumulonimbus powstaje grad. Dziś klimat jest cieplejszy i przybywa ekstremalnych zjawisk pogodowych. Lokalnie doświadczamy niszczycielskich gradobić we wrześniu, a nawet na początku października.
Miejmy nadzieję, że ostatnie gradobicie w tym sezonie miało miejsce 5 września na terenie gmin Błędów, Goszczyn, Mogielnica i Promna. Tuż przed zbiorami praktycznie przekreśliło sadownikom możliwość sprzedaży dużej części zbiorów jako jabłek deserowych. Trudno opisać, jak fatalna jest to sytuacja, gdy do 5 września udało nam się wyprodukować towar wysokiej jakości...
Gdzie było gradobicie?
Od soboty otrzymaliśmy wiele wiadomości i zdjęć od sadowników. Na ich podstawie możemy wyznaczyć orientacyjny obszar, przez który przeszła nawałnica. Pierwsze doniesienia o gradzie – patrząc od zachodu – pochodzą z Wilhelmowa, a ostatnie z Biejkowa. Daje to w przybliżeniu bardzo wąski pas o szerokości około 1,5 km – typowy dla opadów gradu. Bo trzeba powiedzieć, że punktowo grad pojawił się też w okolicach Białej Rawskiej.
Grad na zaznaczonym obszarze nie występował jednak wszędzie z taką samą siłą. W wybranych miejscowościach spowodował bardzo duże straty, a w innych były one symboliczne. Z relacji sadowników wynika, że chociaż gradziny nie przecinały skórki, jabłka są bardzo mocno obite. Cały obszar, przez który przeszła nawałnica, obejmuje w przybliżeniu ponad 4000 ha.
Podobieństwa dwóch nawałnic
Co ciekawe, widzimy wyraźne podobieństwa do nawałnicy sprzed kilku tygodni. Pamiętamy niszczycielskie gradobicie, które przeszło nad zagłębiem grójeckim w nocy z 10 na 11 sierpnia. Sobotnia burza miała bardzo podobną trajektorię, ale przeszła nieco bardziej na południe.
Rzecz jasna, z powodu pory roku była również wyraźnie słabsza, choć lokalnie straty są ogromne. Obie nawałnice łączy jeszcze jedno – nie nadeszły z południowego zachodu, czyli z kierunku, z którego najczęściej obserwujemy podobne zjawiska.
